As primeiras 99 linhas.
Wygląda na to, że impreza się zaczyna.
Pani Ch'en, tu Amiya. Znalazłyśmy Miszę.
Przyjęłam. Wyślę wam współrzędne miejsca spotkania. Natychmiast odprowadźcie cel.
- Rozumiem. - WOL zabezpieczy teren. Bez odbioru.
-Traktuje nas ja służące. -Wygląda na to, że jest to partnerstwo tylko z nazwy.
Pośpieszmy się do punktu spotkania. Powiedziała, że WOL zabezpieczy teren.
PRZEDŚWIT
Miszo?
Od początku zamierzałyście przekazać mnie WOL?
Skądże. To WOL poprosił nas, żebyśmy wzięły cię pod ochronę. To nie...
Idiotka ze mnie.
Prawie wam uwierzyłam.
Naprawdę chcę ci pomóc!
Zamierzam negocjować z WOL, żeby pozwolili Rodos chronić ciebie i pozostałych zainfekowanych!
Nie zgodzą się na to.
Mogłyście powiedzieć,
że chcecie mnie tam zabrać, zamiast mnie okłamywać.
To nie tak! Nie chcemy cię schwytać! Chociaż...
Przepraszam. Dla ciebie pewnie to bez różnicy.
Lecz nie możesz już dłużej przed nimi uciekać, prawda?
W tych okolicznościach lepiej żebyś przyjęła ochronę WOL.
Uwierz w Amiyę.
Siemanko!
Ale się za wami stęskniłam!
- Exusiai! - Siemka, Amiya!
- Zaskoczyłam cię, co nie? - Pewnie! I to bardzo!
-Co tu robisz? Nie masz roboty dla Penguin Logistics? -Hej!
Mam, mam, ale myślę, że zaczyna robić się nerwowo.
Nie jestem pewna po co, ale masa groźnie wyglądających typów kręci się po okolicy.
Na każdej uliczce slumsów roi się od nieprzyjaciela.
-Nieprzyjaciela? -Prawdopodobnie w slumsach ukrywają się bojownicy Reunii i zainfekowani.
Nie zdziwiłabym się, gdyby mieszkańcy slumsów przeszli na stronę Reunii, skoro tak długo byli prześladowani.
Tak czy owak, musimy zabrać Miszę w bezpieczne miejsce.
Uwaga!
To Kunszt!
Mają ze sobą Miotaczy?
- Pilnuj Doktora i Miszy! - Jasne!
Zaczyna się dziać, co?
Więc to jest Reunia?
Z drogi!
Tędy!
Za nią!
Reunia też ściga Miszę?
Misza!
Nie pozwolę wam!
Dobra. Załatwiłyśmy ich.
O rany! Piękny wykon! Świetna robota!
Też powinnaś była pomóc.
Jesteś ranna?
W porządku, Miszo?
- Nic mi nie jest. - Co to było? Jakby na nas czekali.
- Wygląda na to, że mamy więcej towarzystwa. - To było szybkie.
Co robimy, królisiu?
- Jeśli to możliwe, chcę uniknąć walki. - Ale jak znajdziemy bezpieczną drogę wyjścia?
Luzik! W takich chwilach możecie liczyć na mnie! Znam tajne przejście, którego wrogowie w życiu nie będą podejrzewać!
-Naprawdę? -Aha. Choć najpierw muszę sprawdzić, czy jest bezpieczne.
A teraz tam pójdę.
- Dobrze! - No dobra, widzimy się za moment.
Bądź ostrożna!
Chodźmy.
Miszo?
Weź mnie za rękę.
Dziękuję.
Jesteśmy prawie na miejscu, o którym mówiła Exusiai. Miszo, dasz radę dojść tak daleko?
Tak.
Ruszajmy.
Cofnijcie się.
Że co?
- Nie śpieszyło się wam. - Texas!
- Chcesz? - Dziękuję, ale nie.
- Jasne. - Co tu się stało?
Miałyśmy gości.
- Co ty tu robisz? - Exusiai mnie wezwała.
Rany, od czasu do czasu potrafi ruszyć głową.
Zdaje się, że Reunia ma masę wsparcia do dyspozycji.
Jeszcze niedawno byli w podziemiu, a teraz wyłażą wielkimi grupami.
Wiedziałam. Reunia wykorzystuje slumsy, by budować w Lungmen swoje wpływy.
Oraz...
Może też ścigać Miszę.
- Mnie? Dlaczego? - Też tego nie wiemy.
Prawdopodobnie wiedzą to tylko Lungmen i Reunia.
Trzeba będzie potem pociągnąć naszych dowódców za języki, żeby się dowiedzieć.
Exusiai upewniła się, że droga jest bezpieczna.
Ruszajmy.
Dziewczyny, znajdźcie schronienie! Doktorze! Tutaj!
- Przyszpilili nas. - Nie lubię, gdy tak na nas skaczą.
Gdzie są... wszyscy?
Tu jesteś.
Miszo.
Ten głos...
- Wycofujemy się! - Tędy.
Stójcie!
- Puści je pani? - Oczywiście, że nie.
W końcu nadszedł ten dzień.
Czy jest stąd w ogóle jakiejś wyjście?
Nie mogą nas dogonić.
"Rób wszystko, co potrzeba, żeby dotrzeć do celu".
- To jedno z wielu motto Pingwinów. - Czyli... Cokolwiek?
Tutaj! Tutaj! Hej!
No comments yet. Be the first to leave one.