Prvních 191 řádků.
Witam, nazywam się Greg Davies a to jest Taskmaster.
W tym programie ja, Greg Davies,
zmuszam uznanych, pragnących uwagi komików do robienia głupich rzeczy dla mnie.
Dlaczego? Bo mogę. Jestem potężnym człowiekiem.
Popatrzcie na mnie. Dziękuję.
Nie mają pojęcia, jak poszło innym uczestnikom, ale wkrótce się dowiedzą.
Będę oceniać zarówno to, co zrobili, oraz jak to zrobili.
Moje słowo ma władzę. Uczestnicy na pewno je uszanują.
Poznajmy ich.
Pierwszy: ma na sobie garnitur dlatego, że jest profesjonalistą
oraz dlatego, że pochodzi z innego pokolenia niż inni uczestnicy.
- To Fr-- -
Oto inteligentny i elegancki Frank Skinner.
Drugi jest człowiek, który nie zdecydował się na garnitur
oraz który ewidentnie musi iść do fryzjera, Josh Widdicombe.
Potem, kobieta którą autentycznie kiedyś widziałem, jak
dzwoni do mamy po tym, jak zobaczyła mysz. Roisin Conaty.
Człowiek, który szybko zdobył reputację w świecie komedii
tym, że jest wiecznie zły, Romesh Ranganathan.
Na końcu, przyszły laureat nagród poetyckich
w przypadku okropnej katastrofy związanej z poetami.
Tim Key!
Oraz jak zwykle, pomaga mi oraz podlizuje mi się
mój asystent, Alex Horne.
- To co, czas na trochę żarcików? - Okej.
Więc, dziękuję za danie mi takiej możliwości.
Nie ma sprawy.
Więc, Alex, opowiedz nam o pierwszym zadaniu,
Dobra. Więc, uważam że jesteś wspaniały, a jak zawsze, pierwsze zadanie...
...jest zadaniem nagrodowym. Każdy z uczestników
przyniósł jeden ze swoich posiadanych przedmiotów
do puli nagród, a one otrzymają punkty
zależnie od tego, jak bardzo ci się podobają.
Tak.
Tak. I dzisiaj, poprosiłeś ich o przyniesienie ich najbardziej niezwykłego przedmiotu.
I to je będę oceniał w tej pierwszej rundzie, tak.
Liczy się to, jak bardzo są niezwykłe.
Frank Skinner, co niezwykłego zdecydowałeś się oddać?
Um, przyniosłem parę nożyczek do winogron.
I tak, mają wingrona na uchwycie.
Kiedy je zobaczyłem, myślałem, że to
pęseta do hemoroidów, ale nie.
Czy ktokolwiek w tej sali wcześniej słyszał o nożyczkach do winogron?
Tak? Och, nie brzmią aż tak niezwykle, Frank.
Josh, co ty przyniosłeś?
Przyniosłem piłkę podpisaną przez drużynę Plymouth Argyle,
która przegrała w półfinale baraży Division 2 w 1994.
Podpisali się atramentem sympatycznym?
Nie wiem, co stało się z podpisami. To... to niezwykłe!
To najbardziej niezwykła "podpisana" piłką, jaką w życiu widziałem.
Roisin, co przyniosłaś?
Znalazłam starego włóczęgę-poetę, który ryje słowa w ławkach, i znalazłam
go obok ławki w której właśnie wyrył słowa, i zrobiłam mu zdjęcie.
To z wycieczki nad morze, na którą niedawno udaliśmy się z Roisin
na której ja zapłaciłem za lunch i benzynę.
Więc, ciekawe że ty...
- Nie zapłaciłeś za lunch. - Uch?
- Nie zapłaciłeś za lunch. - Zapłaciłem.
Pozwoliliście, żeby włóczęga zapłacił za wasz lunch?
Miałem zamiar dać ci ostatnie miejsce,
ale Romesh właśnie ci je odebrał
zanim nawet dowiedziałem się, co przyniósł.
Co przyniosłeś?
Uch, przyniosłem kulę śnieżną
z moimi dziećmi zamienionymi w Photoshopie w Mikołajki.
Dostałem ją na gwiazdkę od mojej bratowej.
Chyba wszyscy przyznamy, że to najbardziej gówniany prezent w historii ludzkości.
Ten obrazek dostałem w kuli śnieżnej,
która ma bardzo mało tych granulek. Kojarzycie te granulki?
Gęstość tego śniegu jest kijowa. Trzeba strasznie długo potrząsąć,
a i tak unoszą się przez góra dwie sekundy.
Okropne.
Jest podpisana?
- Wszystkie trzy są podpisane. - Okej, dobra.
Kula śnieżna nie jest niezwykła, ale twoja złość jest.
Tak, ale kuli śnieżnych z trójką moich dzieci,
jest tylko 250, 300.
Tim Key, co takiego przyniosłeś?
Czaszkę renifera.
Tak, moi drodzy, gra się w tą grę.
Dobra, nie bawmy się dalej. Oczywisty zwycięzca.
Zwycięzca pierwszej rundy, panie i panowie: pan Tim Key.
Panie i panowie, to wszystkie niezwykłe nagrody.
Są tam na balkonie, a zwycięzca tej rywalizacji
zabierze cały ten szajs do domu.
Umieśćmy je więc na tablicy wyników.
Dobra, to kto jest na drugim miejscu, Greg?
Dałem, cóż, nożyczki do winogron. Są obłędne.
Dobra, na trzecim?
Uch, sam wiesz. Kula śnieżna.
Dobrze, więc stawiasz swoje zdjęcie jako czwarte.
Tak, oczywiście, dałbym je ostatnie jakbym mógł, ale piłka
- była tak kiepska, że muszę-- - Co?!
To niepodpisana piłka, Josh.
Przyniosłem podpisaną piłkę,
a wy zmyliście podpisy i daliście mnie na ostatnie miejsce!
Okrutne.
Co oznacza...
że tablica wyników wygląda tak.
Josh Widdicombe na ostatnim, Tim Key na pierwszym miejscu.
Przejdźmy do kolejnego zadania, pierwszego właściwego.
Miało ono miejsce w moim laboratorium, w moim taskmasterowym domu
z dobrego powodu.
Włożę to, przede wszystkim.
Będę szczera, trochę wygląda na fetysz.
W mojej wiosce był koleś, który ciągle nosił takie coś.
To moje zadanie?
Czuję się, jakbym znowu był w szkole na lekcji fizyki.
Potrzebuję moich gogli do czytania.
"W laboratorium jest arbuz".
"Zjedz jak najwięcej arbuza".
"Masz jedną minutę. Twój czas liczony jest od momentu, kiedy otworzysz drzwi do laboratorium".
Jestem uczulony na arbuza.
Frustrujące, bo właśnie zjadłem arbuza w garderobie.
Uch, kocham arbuza, bardzo go uwielbiam.
Ale, wiecie, jestem pewny, że to doświadczenie to zniszczy.
Jakbyście mieli wątpliwości co do stylu tego programu, to już wiecie.
Jest pięć komików zmuszonych do zjedzenia tyle arbuza, ile jest możliwe
w białych kombinezonach.
Josh, najpierw zobaczymy ciebie. Lubisz arbuzy?
Um, tak, no wiesz.
Są niezłe. Siedem na dziesięć.
To dosyć dziwne pytanie, nie?
Zobaczmy próbę Josha, mając na uwadze, że
zadanie polega na zjedzeniu jak najwięcej arbuza w określonym czasie.
Dobra, boję się, że wejdę do środka
i tam będzie arbuz leżący na stole.
Więc potrzebuję jakiegoś noża do krojenia.
No, nie wiem, jakby można zrobić lepiej niż tak.
Potem ci pokażę, jak chcesz.
Wiesz, byłem pod wrażeniem że użyłeś narzędzi,
ale chyba nie było tam wielkiego pośpiechu.
Widziałem, jak moja babcia je arbuza i robiła to w podobnym tempie.
Ja widziałem, jak twoja babcia je arbuza.
Widziałeś, jak moja babcia je arbuza, nie?
Uwielbia go, wiesz. Ty go tylko skubałeś.
Powiedziałem, że całkiem lubię arbuza. Oto dowód!
Myślałem, że dobrze mi poszło!
Będę szczery, moim zdaniem zwolniłeś materiał filmowy.
Spodziewałbym się tego po tobie.
Nie no, nieźle ci poszło.
W jedną minutę, zjadłeś 218 gramów arbuza.
To odpowiednik dziesięciu myszy, jeśli potrafisz to sobie wyobrazić.
- To całkiem dobrze! - To dobrze.
Żeby cię trochę uspokoić, wszelka wrogość
pomiędzy nami w tej kwestii jest w scenariuszu.
Zobaczmy mistrza, Franka Skinnera.
Dobrze, oto on.
Nie ma za bardzo czasu na żarciki.
Zanim omówimy tę świetną technikę, cóż, jest wiele dyskryminujących odniesień
co do wieku Franka i tego, że jest najstarszy z grupy.
Popatrzcie na Franka w białym kombinezonie,
bo my uważamy, że wygląda na 12 lat.
"Mogę posprzątać dla pana ten arbuz?"
Frank, bardzo imponujący start.
Cóż, zapomniałem moich nożyczek do arbuza.
A prawda jest taka, że nie przyszło mi do głowy, że
dobrym pomysłem byłoby zabranie noża czy czegoś podobnego.
Od początku byłem przygotowany na starcie tego typu.
Podejrzewam, że Frank mógł zjeść
dużo więcej arbuza niż Josh Widdicombe.
Nie, wcale nie, zjadł 179 gramów.
To odpowiednik dziewięciu myszy lub dziesięciu mniejszych myszy.
Ale mniej, tylko mniej.
- Kto jest następny? - Roisin Conaty.
Zobaczmy, jak Conaty poradziła sobie z arbuzem.
Och!
Och, potrzebne mi coś, potrzebny mi jakiś młotek.
Mogę dostać młotek? Nóż? Mam iść po niego?
Ja bym poszedł.
Cóż, tu jest coś takiego? Nie...
Masz 36 sekund, Roisin.
O, Boże.
Większy, większy.
Ta szuflada, ta szuflada.
Zawsze chciałam to zrobić. Jaka szkoda...
To niesprawiedliwe.
Tylko go skrobnęłam.
Mam tyle pytań.
Pierwsze pytanie, wiedziałaś przed tym, zanim weszłaś do pokoju
że zadanie polega na zjedzeniu jak najwięcej arbuza,
a jednak, po zobaczeniu arbuza na stole twoją reakcją było
"Och!"
"Och, sprytny zwrot!"
Myślałam, że to będzie już przygotowany arbuz.
Nie spodziewałam się, że będę musiała pokroić arbuza.
Spodziewałam się, że to będzie wielka miska arbuza i będę musiała jeść.
Jak bufet arbuzowy, myślałam że będzie--
Jak bufet arbuzowy? Nie ma czegoś takiego!
Ile sekund minęło, zanim Roisin zaczęła jeść arbuza?
- 54 sekundy. - 54 sekundy.
No comments yet. Be the first to leave one.