發布資訊

Slonce, siano, erotyka (Slunce, seno, erotika) (1991) CZE WEB 720p
由 yafi 評論 yafi
Z polskimi znakami.

標籤

web
720p
720
發布於: 2022-04-18
下載次數: 32
聽障人士: No

Polish字幕預覽

前 200 行。

Sprośna komedia letnia

SŁOŃCE, SIANO, EROTYKA

Spociłam się jak drzwi od chlewika, obrzydliwość. Wysrać się na to wszystko.

- Racja. Zdejmij to. - Ściągnij ten kapelusz.

- Daj mi już spokój. - Gdzie się gapisz? Masz i nie krusz.

Bezwstydnica, już nie wie, jak się pokazać tym chłopom!

- Jeszcze wstaje! Byś się wstydziła! - Nie mam czego.

Będzie nam uwodzić chłopów! Patrz tam!

- Jak bym miała kogo. - Ksiądz zamknie oczy i coś jej powie!

- Co się na mnie gapicie? Patrzcie naprzód. - Bo się wam zrobi niedobrze.

To woła o pomstę do nieba. Ksiądz to widzi?

Nie, lepiej, żebym nic nie widział.

Dokąd ksiądz idzie? Nie trzeba, ksiądz jest nasz!

Powiedziano: wszyscy faceci, Kelišová.

Tak.

Bezwstydnicy bezwstydni, wstydzilibyście się!

Niech ksiądz tylko spróbuje!

- Ohé, tempo, tempo! - Co, na uszach mam stanąć?

Presto, presto!

- Mogą być, nie? - Kurczę! Ten w okularach jest niezły.

Mi się podoba kierowca.

Hej!

- Miałem jeszcze torbę. - Tu jestem, stary!

- Gdzie jest Pepa? - Poszedł do hotelu po klucze.

- Chcę pokój z balkonem! Chcę widzieć morze. - Nie każdy może widzieć morze.

Rany, jak pięknie! Jak w Krumlově.

- Proszę księdza... - ...no, to z Josefem.

Co? Ja z Josefem? W życiu!

Z tym bezbożnikiem w jednej klitce? Nie wyrażam zgody. Protestuję!

Święta racja, proszę księdza!

Z takim niemoralnym łobuzem! Na pewno też chrapie.

To pani z nim będzie, Kelišová. Mamy tylko dwa pokoje, a was jest trójka.

Zwariowałeś do reszty, na boga?

Z takim nieczystym wieprzem? Prędzej się położę pod drzewem.

- Ksiądz to słyszał? - Nie krzyczeć mi tu! To nie wioska!

To chyba że ksiądz będzie z Kelišovą, albo już nie wiem.

Panno Mario Podsierpiańska, słyszysz to?

Czy mąż przeczysty może prawie dzielić łoże z niewiastą?

Rzućcie sobie monetą, ale nie przeciągajcie.

Co sobie o nas pomyślą! Jesteśmy Czechami, a nie umiemy się dogadać.

Idziemy!

Boże, gdzie mnie znów posłałeś!

To ja będę spała gębą do ściany, żeby księdza nie tego...

Uszyli mi nowy kostium kąpielowy, ale żółty.

- Boże! To się jeszcze rusza! - Fuj, jakaś cholera wyciągnięta z morza!

- Weźcie to! - Nie ruszaj, stary!

- Boziu, co to? - To mruga!

- Te ziemniaki też się ruszają. - Fakt...

Nie drzyjcie się, baby, jak cielaki.

Chciałyście włoskie przysmaki - to macie. Ciekawe, kto to zje.

Wszyscy, nie? Nie jesteśmy jakimiś burakami.

A może tak?

Coś okropnego.

Ej, to są pomidory, znam je. A to są te wodorosty.

Patrzcie!

Jezus, tylko spójrzcie!

A masz, ty paskudo wredna!

Co za obrzydliwość, proszę księdza. Gdzie ten świat zmierza?

Widzisz?

Nie mogę, jestem syta.

Pieprzyć to. Na szczęście mamy jeszcze zapasy z domu.

- Bo byśmy tu z głodu pozdychali. - Siedź, Kelišová, gdzie znów leziesz?

Niech nas ma pan bóg w swojej opiece - i do dzieła.

Pepo, spróbuj to włożyć do gęby, a do śmierci nie dam ci buzi.

Piękna reprezentacja. Tyle hałasu o nic.

Kompletnie ją pokręciło!

Scusi, signore.

Idę rzygać, proszę księdza.

- Ohé, ciao, signoriny! - Kurcze, to oni!

- Ci mafiozowie! - Nie gadaj!

Znamy się przecież, nie?

- Jak nas znaleźli? - Szybko, uciekamy!

- Dokąd to, rybki? - My turystki...

Miluno! Nie!

Ty też wchodź. Bernardo, dodaj gazu!

Pericoloso!

Po obcym mieście się nie łazi, bellissimy. Same w dodatku!

Trzeba wam la protezione. Ochrony. A to właśnie my!

Bene, dobrze! A teraz was, drogie panie, zapraszamy na jednego, tak?

Nie wypada, jeszcze się nie znamy.

Mi scuso, signoriny!

- Mi sono Bernardo. - Vincenzo.

Ja jestem Ewcia, dla znajomych - Evik.

- Evik! Miluna! - Evik, Miluna...

Ciao!

- Ciao, Bernardo! - Ciao...

Vincenzo!

- Amici, czym mogę służyć? - Come sempre, jak zawsze.

- Dziś się szczególnie postaraj. - Si, si, wszystko będzie OK.

Filippo!

- Nie gadaj... Jaroušek by się zdziwił. - E tam, Jaroušek. Wszyscy!

Che cosa?

- Perfetto. - Perfetto! Filippo, presto!

- Cin cin! - Cin cin...

Chcesz niby... uciec?

- Tak. - Teraz, gdy zamówili kolację?

A jak nam do niej czegoś dosypią? Uśpią cię, porwą... nie wiem.

- Nie gadaj! - Nie wiesz, co zrobi taki mafioso.

- Naprawdę cię pytały? Pieprzysz! - Coś im powiedział?

- Że jesteście tu największymi mafioso. - Idiota z ciebie.

Miałem im powiedzieć, że robicie jako złote rączki na farmie? Myśl!

Tylko będą bardziej chętne. Jeszcze mi podziękujecie.

Mogą sobie o nas myśleć, co chcą. Ważne, żeby umieć to wykorzystać.

- Dobrze, ale ja będę dowódcą. - OK.

- Faktem jest, że możnaby to wykorzystać. - No!

- Blažena, Gábina. - Dokładnie.

Ale myślisz, że ich do tego namówimy?

Nie bój nic. Lecą na nas? Lecą.

- Piękne z nas laski? Piękne. Więc co? - Miluno!

Piękna jesteś. Chyba cię kocham.

- Dobra, dobra. - Przysięgam na swą duszę.

- Więc mógłbyś coś dla mnie zrobić. - Coś? Wszystko na świecie!

Nie trzeba, ja jestem skromna. Jak Lenin. Mi starczy niewiele.

Nienawidzę jednej baby...

Nie znasz jej, to straszna suka. Zniszczyła mi życie.

Non piangere, non piangere!

- Cara Evik! - Milu, powiedz coś.

- Do diabła, mi też. Inna. - Inna?

- Są dwie, due puttani. - Due!

Ale jedna gorsza od drugiej.

Więc jeśli je porwiecie i zlikwidujecie, zrobicie tylko dobry uczynek.

Porwiemy? Come?

Dobra, poprosimy innych, skoro wy się boicie.

- Evíku, chodź, idziemy. - Kto się boi? Powtórz to!

Oddamy wam cały swój słowiański urok i blask,

jeśli porwiecie te dwie nędzne potwory.

Signori!

Moment!

Dopiero potem! Chodź.

- Ślicznie nas załatwiłeś, kretynie. - Pięknie ci dziękujemy.

Obrzydlistwo fioletowe! Wciąż mam to przed oczami.

Dzięki bogu, że w Czechach nie ma morza.

- Pokaż! - Otwórz swoje, tam masz.

Ja chcę tylko łyczka!

Chyba wszystkiego nie wychlejesz?! Musi nam zostać na jutro.

- Co jest? - Szukam jakichś kołder.

- Pod łóżkiem? - Czymś się chyba ci Włosi przykrywają.

- W szafie nie ma nic. - I tak jest gorąco.

- Idę zapytać. - A ty dokąd?

- Też nie macie nic do przykrycia? - Właśnie, patrzyłam już wszędzie.

To jakiś dziwny hotel, serio.

- Mamy spać w ubraniu? - Dobrze, że wzięliśmy swetry.

Halo, halo! Halo!

Jak po włosku powiedzieć "halo"?

- Helou! - Si, signora.

No, ej... chodź no ze mną!

Nasz komnata, szafa zdies.

Ale tutaj...

- Buonasera, signore. - Cześć.

- Kołdry niet. - Si, capisco.

- Ale pani ma już przygotowane łóżko. - Ciekawa jestem, gdzie.

Permesso.

O tak, madam.

Że niby mam się tam wtłoczyć, albo może my dwoje?

Momento, madam, ja pokażę.

Co, co...

Co to ma znaczyć? Chciałbyś tak, prawda?

- Miała ci pokazać, jak pod tym spać. - To burdel a nie hotel!

Był, ale niestety go zlikwidowali.

Ale dużo wody, co?

- Gdzie się znów gapisz? Masz i jedz. - Dajże mi spokój.

Nie wariujcie, nie opychajcie się!

- Nie wiecie, że przed nami uroczysty obiad? - To się znów będzie działo!

Jak wtedy na kolacji, jakieś potwory wyciągnięte z morza.

Oj daj spokój...

Racja! Porządnie się najedzcie, mamy na to całe przedpołudnie.

Niech ksiądz nigdzie nie chodzi. Wie ksiądz, że nie umie się bić.

Znowu Kelišová zaczyna?

A jak! W telewizji wciąż mówią, że tu się napieprzają.

To w Iraku i w Iranie. Tu jest Italia.

Obojętne, też się na "i" zaczyna.

Co, ciotka, nie idziesz do wody?

Jeszcze żebym na starość złapała tego AIDSa!

Blaženo!

Nie wypływaj na środek, tam jest głęboko! Spróbuj tylko!

Wystarczy, jak będziesz przy brzegu!

Zmiłuj się, boże, i odwróć pokusę od sługi swego.

To być obora? Niemożliwe, prezesie!

Buongiorno, cari amici!

Nie dziwcie się wszystkiemu jak cielęta. A jeśli już, to z zamkniętą mordą, Kelišová!

Benvenuti, witamy u nas!

- No nie mogę...! - Wszędzie się dostaną. No co, mafiozi.

- Jestem presidente. - Bardzo mi miło. Rádl Josef.

- Mówiłem, jak u nas! - Przestań z tymi wywrotowymi gadkami!

- Puść mnie też! - Ja byłem pierwszy.

- Moment, bracia. - Si, benvenuto, padre.

Starczy już... Presidento!

- Mówi o was cały świat. - Nie! - Si!

Z radością konstatuję, że dzięki waszemu świetnemu eksperymentowi

"De Planička system", nasza farma jest najsłynniejsza in tutta Italia.

- Brawo! - W całych Włoszech.

Vincenzo!

To nasz główny mechanik, Vincenzo. Prawdziwy specjalista!

Naprawi telewizor, lodówkę... Był nawet dwa razy w telewizji!

Buongiorno!

Daj się do kupy i przyjdź na górę. Zjesz z nami obiad.

Si, presidente, si.

Bernardo!

To nasz hodowca, Bernardo. Oprowadzi was po wydziale produkcji mleka.

- Ciao! - Siemka.

評論

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left