200 dòng đầu tiên.
Na długo przed nastaniem światła istniała tylko ciemność.
Z tej ciemności zrodziły się Mroczne Elfy.
Tysiące lat temu najbardziej bezwzględny z nich, Malekith...
postanowił z powrotem wtrącić wszechświat w wieczny mrok.
A mógł tego dokonać, bowiem posiadł Eter,
starożytne narzędzie totalnej zagłady.
Malekith.
Asgard atakuje.
Mężni rycerze Asgardu pod wodzą mego ojca, króla Bora,
wydali wojnę tym plugawym istotom.
Wezwij Przeklętego!
Doszło wtedy do koniunkcji Dziewięciu Krain.
Malekith chciał użyć Eteru, by unicestwić nasz wszechświat.
Ale Asgard wydarł mu broń z ręki.
Mroczne Elfy zostały pokonane.
Bitwa była przegrana,
lecz Malekith poświęcił życie swych żołnierzy,
pragnąc za wszelką cenę zniszczyć armię Asgardu.
Ich śmierć pozwoli nam przetrwać.
Do końca wojny daleko.
Malekith został pokonany, a Eter zniszczony.
Tak przynajmniej sądziliśmy.
Mój panie, Eter.
Mamy go zniszczyć?
Pragnąłbym tego,
lecz ma zbyt wielką moc.
Ukryj go dobrze.
Tak, by nikt nigdy go nie odnalazł.
THOR MROCZNY ŚWIAT
Loki...
Witaj, matko.
Jesteś ze mnie dumna?
Proszę, nie pogarszaj sprawy.
To może być gorzej?
Dość!
Chcę porozmawiać z więźniem.
Nie bardzo rozumiem, o co tyle krzyku.
Czy tak trudno pojąć ci ciężar swoich win?
Gdziekolwiek się zjawisz, siejesz zniszczenie, wojnę
i śmierć.
Przybyłem na Ziemię, by rządzić nią jako dobrotliwy bóg.
Taki jak ty.
Nie jesteśmy bogami. Rodzimy się, cierpimy, umieramy...
Żyjemy tak jak ludzie.
Tylko 5000 lat dłużej.
A wszystko dlatego, że Loki chce zasiąść na tronie.
Jako twój dziedzic.
Jako przybłęda, który miał szczeznąć
jako dziecko
pośród skutych lodem skał.
Przygarnąłem cię wtedy.
Dzięki temu możesz mnie nienawidzić.
Chcesz mojej głowy, to zlituj się i ją zetnij.
Lubię z tobą gawędzić, ale...
Nie, nie lubię.
Żyjesz tylko dzięki Fridze, lecz nie zobaczysz jej wiecej.
Resztę swoich dni spędzisz w lochu.
A Thor?
Dla tej zakutej pały korona, a dla mnie kajdany?
Thor musi naprawić szkody, które wyrządziłeś.
Gdy zaprowadzi pokój w Krainach,
wtedy - tak,
zostanie królem.
Całkowicie panuję nad sytuacją!
To stąd ten pożar?
Nie ma za co.
Jest twój.
Witaj.
Rozumiem, że się poddajesz.
Zatkało kakao?
Następnym razem zacznijmy od dużego.
Dokąd teraz?
Hogunie, przywróciliśmy już pokój w Dziewięciu Krainach.
Twoje miejsce jest tutaj. Zostań wśród swoich.
Asgard zaczeka.
Składam ci dzięki.
A ja tobie.
Heimdall, jestem gotów.
Vanaheim bezpieczny?
Nornheim i Ria też.
Poszłoby łatwiej, gdybyś stał na czele.
Czuję się jak ołtarz. Spowija mnie dym kadzideł.
Nie to chciałem powiedzieć.
Pierwszy raz od zniszczenia Bifrosta w Krainach nastał pokój.
Wrogowie znają naszą siłę.
Zdobyłeś ich respekt. I moją wdzięczność.
Dziękuję.
Ład panuje wszędzie
poza twym niespokojnym sercem.
Tu nie chodzi o Jane Foster, ojcze.
Ludzkie życie trwa chwilę. Skup się na tym, co masz tutaj.
Mówię to nie jako wszechojciec, ale jako twój ojciec.
Jesteś gotów.
Czas, byś zasiadł na tronie.
Raduj się zwycięstwem.
Przyłącz się do wojowników. Jedz i pij. Świętuj razem z nimi.
Udawaj choć, że dobrze się bawisz.
Dolewka!
Dawniej nie mogłeś przestać ucztować.
A ty, świętując zwycięstwo nad Harokinem,
mało nie wywołałaś kolejnej wojny.
Bo na pierwszej dobrze się bawiłam.
Napij się ze mną.
Wszechojciec chyba dał ci dziś wolne.
On może i tak, ale...
Nie uszło naszej uwadze, że znikasz gdzieś co noc.
Jest dziewięć krain.
Przyszły król Asgardu nie może poświęcić się tylko jednemu.
Dzięki ci za pomoc w walce i za rady, dobra Sif.
LONDYN
Cześć.
Cześć.
Cześć.
To mów, co się dzieje.
A musi się coś dziać?
Od 10 minut ślęczysz nad menu, w którym są trzy opcje.
Drób, tofu albo ryba.
Sądzę, że coś się dzieje
i że dzieje się przez jakiegoś faceta...
Długo by gadać.
Jest tu gdzieś?
Nie. Jest w...
Wyjechał.
Znam to.
Taki wyjazd... Ciężka sprawa.
Kiedyś moja dziewczyna
dostała pracę w Nowym Jorku.
Odległość zabiła ten związek.
Odległość i fakt, że mnie zdradzała.
- Nie... - Bez przerwy.
Może jakieś wino?
Chętnie.
Richard, to jest Darcy.
Co ty tu robisz?
Jak miło.
Wpadam do twojego labo-domu absolutnie pewna, że cię znajdę
zasmarkaną, w piżamie, jedzącą lody i jęczącą za...
wiesz kim.
A tu nic z tych rzeczy. Wbiłaś się w kieckę
i nawet chyba wykąpałaś.
Ale o co chodzi?
Bo przecież o coś ci chodzi.
To tak...
Ten sprzęt, który rzuciłaś w kąt...
Rzuć lepiej na niego okiem.
Po to tu przecież przyjechałyśmy.
Ześwirował.
Moje słowa.
Próbowałam.
Spróbuj bardziej naukowo.
To nic takiego.
No, nie wiem.
Wygląda jak te wykresy Erika.
Znajomy.
Trochę mu odwaliło.
- Nikogo to nie obchodzi. - Mnie tak.
Zbieraj się.
Dobra.
- Żal, że tak krótko. - Powinna się leczyć.
Wezmę okonia morskiego.
Okoń dobra rzecz.
Okoń, okoń, okoń, okoń, okoń, okoń...
okoń...
- Okoń. - Jane?
Może daj spokój okoniowi i leć za koleżanką.
Było świetnie.
A teraz zostanę sam z okoniem.
Nienawidzę cię.
Co? Powiedziałam, że jest ciacho.
Zamknij się i jedź.
W lewo.
- Kto to? - Stażysta.
- Masz stażystę? - No.
Dzień dobry, doktor Foster.
To zaszczyt z panią pracować.
Jasne. Dzwonię do Erika.
W prawo.
I w lewo.
Jazdę po Londynie mam obcykaną.
Cześć, Erik, to znowu ja. Gdzie jesteś?
Każesz mi przyjeżdżać, a potem znikasz.
Dziś w Stonehenge
miało miejsce niecodzienne wydarzenie.
Około jedenastej rano wezwano policję.
Okazało się, że jeden z turystów
niespodziewanie obnażył się i zaczął
iścigać ludzi z jakimś przyrządem w dłoni.
Krzyczał przy tym, że chce ich ratować.
Wiadomo już, że jest to znany astrofizyk, doktor Erik Selvig.
Został zatrzymany w celu złożenia wyjaśnień.
Nie marudź, będzie fajnie!
Patrz, stażysta się cieszy.
Ian.
Wziąć fazomierz?
- Nie. - Weź fazomierz.
- Coś jak toster. - Wiem, co to fazomierz.
Jak się zmienia dzwonek?
Masz trzy doktoraty. Powinnaś sama umieć.
Po co dzwonisz?
Żeby nie wrzeszczeć. Stażysta mówi, że tędy.
No comments yet. Be the first to leave one.