İlk 200 satır.
Sajgon.
Cholera.
Nadal jestem tylko w Sajgonie.
Za każdym razem wydaje mi się, że obudzę się z powrotem w dżungli.
Gdy byłem w domu po pierwszej wyprawie,
było jeszcze gorzej.
Budziłem się i nie było niczego.
Prawie nie wypowiedziałem słowa do żony,
do czasu, gdy powiedziałem "tak" na rozwód.
Kiedy byłem tutaj, chciałem być tam.
Gdy byłem tam, mogłem myśleć tylko...
o powrocie do dżungli.
Jestem tu już tydzień...
czekając na misję,
wymiękając.
Z każdą minutą, którą spędzam w tym pokoju, staję się słabszy.
Z każdą minutą, gdy żółtek przykuca w buszu, staję się mocniejszy.
Za każdym razem, gdy się rozglądałem, ściany zsuwały się trochę ciaśniej.
Każdy dostaje wszystko, czego zechce.
Ja chciałem misję...
i za moje grzechy, dali mi ją.
Przynieśli ją do mnie, jak służba pokojowa.
Kapitanie Willard, czy jest pan tam?
Tak, idę.
To była prawdziwa misja z wyboru...
i kiedy się skończyła, nie chciałem nigdy dostać następnej.
- Czego chcesz? - Wszystko w porządku, kapitanie?
A na co wygląda?
Czy pan kapitan Willard, 505 Batalion?
Zgadza się.
173 Oddział Powietrznodesantowy, przydzielony do Salk?
Hej, koleś, masz zamiar wreszcie zamknąć drzwi?!
Mamy rozkaz eskortować pana na lotnisko.
- Jakie są zarzuty? - Słucham?
Co zrobiłem?
Nie ma zarzutów, kapitanie.
Ma pan rozkaz, by skontaktować się z Wywiadem Com-Sec, Nha Trang.
W porządku?
- Nha Trang dla mnie. - Właśnie tak.
No dalej, kapitanie. Nadal ma pan kilka godzin, by się oporządzić.
Kapitanie?
Dave, pomóż mi. Mamy martwego.
Dalej, kapitanie. Weźmiemy prysznic.
Mamy zamiar wziąć prysznic, kapitanie.
Wchodzimy. Teraz, proszę stanąć, kapitanie.
Jechałem do najgorszego miejsca na świecie i nawet tego jeszcze nie wiedziałem.
Tygodnie poza domem, setki mil w górę rzeki skradającej się przez wojnę,
jak główny przewód...
wetknięty prosto w Kurtz.
To nie był przypadek, że stałem się dozorcą pamięci pułkownika Walter E. Kurtz'a...
Nic poza powrotem do Sajgonu nie było przypadkiem.
Nie ma sposobu, by opowiedzieć jego historię, bez opowiedzenia mojej.
I jeżeli jego opowieść jest spowiedzią,
to tymże jest i moja.
- Wejść. - Dziękuję, sir.
Spocznij.
Papierosa?
Nie, dziękuję, sir.
Kapitanie, widział pan już kiedyś tego dżentelmena?
- Nie, sir. - Poznał pan mego generała?
Nie, sir. Nie osobiście.
Pracował pan sporo na własną rękę?
Tak, sir, pracowałem.
Pański raport wyszczególnia współpracę z wywiadem.
Nie jestem upoważniony, by omawiać te operacje.
Nie pracował pan dla CIA i I Korpusu?
Nie, sir.
Nie towarzyszył pan rządowemu poborcy podatkowemu,
prowincja Quang Tri, 18 Czerwca, 1968?
Kapitanie?
Sir, jestem nieświadom...
żadnej z tych akcji, czy operacji...
Nie byłbym również upoważniony,
by omawiać którąkolwiek z nich, jeśliby rzeczywiście istniały, sir.
Myślałem, że zjemy lunch w czasie rozmowy.
Mam nadzieję, że przywiózł pan dobry apetyt, kapitanie.
Zauważyłem...
że jest coś nie tak z pana ręką. Jest pan ranny?
Lekko. Wypadek przy wędkowaniu, w czasie odpoczynku, sir.
Wędkowanie w czasie odpoczynku?
Tak, sir.
Ale jest pan gotowy do służby?
Tak, generale. Jak najbardziej, sir.
Dobrze, zobaczmy co my tu mamy.
Pieczeń wołowa, a zazwyczaj jest niezła.
Spróbuj, Jerry i podaj dalej.
By zaoszczędzić na czasie, możemy puścić w obie strony.
Kapitanie...
nie wiem co pan odczuwa na myśl o tej krewetce, ale jeśli zje ją pan,
to nie będzie pan musiał już nigdy udowadniać swej odwagi w żaden inny sposób.
Dlaczegóż by nie spróbować tego?
Kapitanie... Słyszał pan o pułkowniku Walterze E. Kurtz'u?
Tak, sir, nazwisko jest mi znane.
O Jezu.
Oficer Operacyjny, 5 Oddział Sił Specjalnych.
Luke, puścisz tą taśmę dla kapitana, proszę?
Tak, sir. Proszę słuchać uważnie.
Godzina 04:30. Strefa Peter Victor King.
Zostało to podsłuchane w Kambodży.
Zidentyfikowano głos pułkownika Kurtz'a.
Obserwowałem ślimaka...
pełznącego wzdłuż krawędzi...
prostej brzytwy.
To mój sen.
To mój koszmar.
Czołganie się, pełzanie...
wzdłuż krawędzi...
prostej brzytwy...
i przetrwanie.
Transmisja 11 otrzymana w 1968,30 grudzień,
godzina 05:00,
strefa King Zulu King.
Ale musimy ich zabić.
Musimy ich spalić.
Świnię za świnią,
krowę za krową...
wioskę za wioską,
armię za armią,
a oni nazywają mnie zabójcą.
Jak nazywasz przypadek,
gdy zabójca oskarża zabójcę?
Kłamią.
Kłamią, a my musimy być miłosierni...
wobec tych, którzy kłamią.
Tych...
Angoli.
Nienawidzę ich.
Naprawdę ich nienawidzę.
Walt Kurtz był jednym z najbardziej wyróżniających się oficerów,
jakich ten kraj kiedykolwiek stworzył.
Był wspaniały, wyróżniał się w każdy możliwy sposób.
I był także dobrym człowiekiem.
Humanitarny człowiek,
człowiek mądrości i humoru.
Dołączył do Sił Specjalnych.
I potem jego...
pomysły,
metody...
oparły się...
na złych przesłankach.
Na złych przesłankach.
Teraz przechodzi przez Kambodżę z tą...
własną armią Montagnard, która czci go...
jak Boga...
i spełnia każdy rozkaz, jakkolwiek głupim by nie był.
Mam też inne...
szokujące wiadomości dla ciebie.
Pułkownik Kurtz miał zostać...
aresztowany za morderstwo.
Nie nadążam, sir.
Zamordował kogoś? Kogo?
Kurtz nakazał egzekucję pewnych Wietnamczyków,
naszych agentów wywiadu. Ludzi, którzy byli podwójnymi agentami.
Więc wziął sprawę we własne ręce.
Widzisz, Willard,
na tej wojnie, rzeczy zostają...
tam przeinaczone...
Moc, ideały, dawna moralność...
i praktyczna wojskowa konieczność...
Ale tam z tymi tubylcami,
to musi być...
kuszącym,
być Bogiem.
Ponieważ w każdym ludzkim sercu dochodzi do konfliktu,
pomiędzy racjonalnym i irracjonalnym,
pomiędzy dobrem i złem...
i dobro nie zawsze zwycięża.
Czasami...
ciemna strona...
pokonuje to, co Lincoln nazywał "lepszą stroną naszej natury."
Każdy człowiek ma granicę wytrzymałości.
Ty i ja też mamy.
Walt Kurtz osiągnął swoją...
i najwyraźniej oszalał.
Tak, sir. Jak najbardziej, sir.
Najwyraźniej oszalał.
Twoja misja, to droga górę rzeki Nung,
podchwycenie ścieżki pułkownika Kurtz'a w Nu Mung Ba,
podążanie zgodnie z nią i nauczenie się wszystkiego, czego zdołasz.
Kiedy już odnajdziesz pułkownika,
przeniknij do jego drużyny w jakikolwiek możliwy sposób...
i zakończ czas dowodzenia pułkownika.
Położyć kres? Pułkownikowi?
On tam jest...
i działa bez jakiegokolwiek przyzwoitego umiaru,
całkowicie poza normami, dopuszczalnego ludzkiego zachowania,
ale nadal jest na polu walki dowodząc oddziałami.
Zakończyć... Całkowicie zniszczyć.
Rozumie Pan, kapitanie, że ta misja nie istnieje...
i że nigdy nie będzie istnieć.
Ilu ludzi już zabiłem?
Wiem na pewno o sześciu,
będących dostatecznie blisko, by wydać ostatni oddech w mą twarz.
Ale tym razem, to był Amerykanin...
i oficer.
Nie powinno mi to sprawiać jakiejkolwiek różnicy,
ale sprawiało.
Cholera, oskarżanie człowieka o morderstwo w tym miejscu,
to jak wlepianie mandatów na wyścigach Indy 500.
Wziąłem tą misję.
No comments yet. Be the first to leave one.