முதல் 171 வரிகள்.
MATERIAŁ ZAWIERA DRASTYCZNE SCENY. TYLKO DLA WIDZÓW PEŁNOLETNICH.
Za mną.
Pierwsza z Czoktawów na imię
miała Chafa.
Wyprowadziła swoich bliskich z jaskini.
I tak zawiązało się plemię Czoktawów.
Jesteś
moją rodziną.
Moją siostrą.
Nie.
Twoją kuzynką.
Nie. Siostrą.
Wtedy ojciec Biszkopta
capnął cały placek z brzoskwinią
i pognał w wody Red River.
Świecąc dupą.
Jak pokazać „facet”?
Właśnie. Ten facet,
ten to kochał brzoskwinki.
Każdemu bym życzył kochać coś
tak bardzo.
Brzoskwinki.
Ja kocham twoją.
Biszkopt będzie smutny, że nie śpi z nimi.
Biedaczek. Za kilka dni wydobrzeje.
Myślisz, że wysiedzą w namiocie?
Daję im pięć minut albo mniej.
Leje się do namiotu!
Zrobisz czekoladę na gorąco?
Przykro mi, robaczku, już nie ma.
Ale podjadę do sklepu.
Chodź ze mną,
pomożesz wybrać.
- Coś cię gryzie? - A jakoś mi tak...
Przodkowie znowu szepczą do ucha?
Może poproś o coś dobrego, przykładowo numerki na loterię?
Coś nie tak, mamo?
Trzyma się?
Jeszcze jej nie mówiłem.
Już wiem, kto przeciął przewody. Zapłacą za to.
I myślisz, że mi od tego ulży? Że jakaś inna rodzina ucierpi?
To chociaż mi ulży.
Błagałam ją, odradzałam ten ślub.
Ostrzegałam, że Lopezowie to samo zło.
Szuje. Bandziory.
To ty nam ją zabrałeś. Ty.
Dobra. Pójdźmy już.
Nie, jak ktoś ma iść, to on.
Zanim jeszcze ktoś ucierpi.
Nigdy ci tego nie wybaczę.
Henry nagrał mi pracę.
Gdzie? W Nowym Jorku?
- Dość daleko? - Nie.
Zrozum ją, strasznie cierpi.
Jak my wszyscy.
„Dla Bonnie”.
Bardzo się ucieszy.
Tęskni za tobą.
A ja za nią.
I za mamą.
Wiem, kochanie.
Powiesz mamie,
że mi przykro?
To moja wina,
że miała wypadek.
Namówiłam ją,
żeby mnie wzięła do sklepu.
Maya.
Nie.
Ale wyzdrowieje?
Bonnie może z nami?
Też chcę jechać.
Bonnie też.
Bonnie też.
- Maya! Nie! - Nie, Bonnie. Nie. Nie możesz jechać!
Nie!
Bonnie.
NOWY JORK
Smoki istnieją?
Nie.
Znaczy, może istnieją,
ale smoki
żyją gdzieś w innym świecie.
A co,
jak się nauczą
przechodzić
do naszego?
Wtedy pewnie
staną się
silniejsze.
Musisz nauczyć się
przeskakiwać.
Korzystać z obu światów.
Jak?
Po prostu obserwuj.
Chcę być taka jak ty.
Rozumiem, ale
pamiętaj,
szkoła jest najważniejsza.
Wolę, żebyś dorosła
i żyła zupełnie inaczej
niż ja.
Chcę, żeby żyło ci się lepiej.
Skarbie, gotowa?
Maya.
Gotowi? Walczcie!
Proszę, idź stąd.
Nie zostawię cię.
I tak już po mnie.
NIE MUSISZ PRZECHODZIĆ PRZEZ TO SAMA.
MOŻESZ NA MNIE LICZYĆ.
Na ziemię. Słyszysz? Na ziemię.
Kładź się! Na glebę!
Stój!
Odwaliło ci?
Na posadzkę.
Na posadzkę!
Proszę pana, proszę zawrócić.
Nie wiesz, kto to?
Martwię się o ciebie.
Jesteśmy z tobą.
Wszyscy opłakujemy twojego ojca.
Rozumiem, skąd ten gniew.
Poważnie?
Poważnie?
Mój ojciec też został zabity.
Gdy miałem dwanaście lat.
Takiego bólu jak ten, który mnie wtedy rozsadzał,
nie poczułem już nigdy więcej.
A gdybym ci pomógł wyładować ten gniew w sensowniejszy sposób?
Jak?
Jak?
Pracując.
Masz ogromny potencjał.
Zbierz ten ból,
tę stratę,
to cierpienie,
i przekuj w coś użytecznego.
Żałosne, że Kingpin każe nam niańczyć gówniarę.
Ja latami czekałem na pierwsze zlecenie.
Gotowi?
My na spotkanie.
Trochę późnawo. Pączki macie chociaż?
Jeszcze trójka. Uśmiech do kamery.
Spoko, wpuść ich.
Wchodzicie. Ręce.
W porządku.
Odwróć się.
Dobra.
Widzisz kolesi?
Próbują zagarnąć tereny Fiska.
Pozbędziemy się ich.
Spróbujmy inaczej.
Wejdziemy tam.
Odstrzelimy ich.
Spoko?
Fajnie. Pukaj.
Kingpin dziękuje za lojalność.
Jeszcze dwójka na spotkanie.
Czekaj. No jak?
Nie, spoko. Czekają na nas. Mówię ci.
Znowu ty?
Dawaj.
Ładnie.
Nieźle, młoda.
Cała noc czatowania.
I nagle zjawiacie się wy.
I rozpieprzacie mi plan.
Pomocy.
Żaden z moich ludzi nie walczył z nim jak równy z równym.
Czułem, że się sprawdzisz, ale że tak?
No comments yet. Be the first to leave one.