The first 200 lines.
Napisy: Igloo666
NIEWIDZIALNY CZŁOWIEK
Adrian?
SYPIALNIA PODGLĄD NA ŻYWO
ALARM WYŁĄCZONY
Wybacz, Zeus.
Nie mogę cię zabrać.
Przepraszam.
Ale nie będziesz w tym chodził.
OBROŻA ELEKTRYCZNA
Dobry piesek.
Kurwa.
Gdzie jesteś, Emily?
Cholera.
Cecilia, co się dzieje?
Nic ci nie jest?
Wyjaśnię ci później. Po prostu jedź.
- Otwieraj, Cecilia! - Co się dzieje?
- Otwieraj! - Nie!
- Otwieraj, do kurwy nędzy! - Jadę!
- Cecilia, wracaj tu! - Jezu!
Wracaj tu natychmiast! Nie masz prawa odejść!
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Cee.
- Od dawna nie śpisz? - Od paru godzin.
Nie mogę zasnąć.
Jeśli położysz się i zamkniesz oczy, to masz większe szanse.
Ale zmęczenie nie unieważnia naszej umowy.
Obiecałem twojej siostrze, że wyjdziesz przed dom.
Cee.
Jego tam nie ma.
Obiecuję.
Przepraszam.
- Nie jestem gotowa. - Nic się nie stało.
To i tak najdalej, odkąd tu jesteś.
To praktycznie podróż na Księżyc.
Nie idzie z tym pracować.
KTOŚ CIĘ OBSERWUJE?
SPOSOBY HACKOWANIA KAMERKI
Spokojnie. Otworzę.
Znamy się?
- Wiszę ci jakąś kasę? - Sporo.
Naprawdę? Mówiłem, że macie nie nachodzić mnie w domu.
Powiedz jej, że zostajesz z nami.
Co tu robisz, Emily?
Też miło cię widzieć, siostrzyczko.
Zajrzę do Sydney.
Nie możesz tak robić. Prosiłam cię, byś nie przyjeżdżała.
Wie, gdzie mieszkasz i będzie cię śledził.
Rozumiem, ale mam pewne wieści.
Żadne wieści tego nie usprawiedliwiają. Mam konkretny plan.
Musisz go wypełnić, a nie próbować mnie kontrolować.
Nie próbuję cię kontrolować.
Próbuję ci powiedzieć, że nie musisz mnie już unikać.
On nie żyje.
Co?
PIONIER OPTYKI NAJPRAWDOPODOBNIEJ POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO
ADRIAN GRIFFITH ZNALEZIONY MARTWY W HOTELU
Co on ci dokładnie zrobił?
Możesz ze mną porozmawiać?
To nie ma sensu.
Zawsze musiał mieć kontrolę nad wszystkim.
W tym nade mną.
Kontrolował mój wygląd.
To, co ubierałam i co jadłam.
To od niego zależało, czy i kiedy wychodziłam z domu.
I co mówiłam.
I ostatecznie kontrolował nawet to, o czym myślałam.
A jeśli...
Jeśli nie podobało mu się to, co według niego myślałam...
- to wtedy... - Co?
Bił cię?
Między innymi.
Chciał mieć dziecko.
A ja wiedziałam, że wtedy...
nigdy bym już od niego nie mogła uciec.
Brałam pigułki antykoncepcyjne bez jego wiedzy.
Ale nie mogłam tak robić w nieskończoność.
Dlatego do ciebie zadzwoniłam.
Jesteś teraz z nami.
Nic ci nie grozi.
On nie żyje.
Nie mówię, żebyś mierzyła nisko, ale warto sprawdzić kilka opcji.
Nie ograniczaj się do jednej uczelni w całym kraju.
Ale właśnie do tej chcę się dostać. Moim celem jest Parsons.
Ale miałaś mieć cele. Liczba mnoga.
Warto mieć cele, James.
No proszę. Świat czeka na zdobycie.
Za rok przejdziesz na drugą stronę ulicy.
Cee, to do ciebie.
Nikt nie wie, że tu mieszkam.
INFORMACJA DLA SPADKOBIERCÓW
Od kogo to?
Dziękuję za przyjście.
Jako pełnomocnik
reprezentujący fundusz powierniczy mojego zmarłego brata
jestem zobowiązany do wypełnienia jego ostatniej woli.
Zaznaczył, abym zrobił to osobiście.
Chciał, abym odczytał jego oświadczenie.
„Cecilio.
Wiem, że nasz związek był daleki od ideału.
Ale sądziłem, że ufamy sobie na tyle, że porozmawiałabyś ze mną,
- zamiast uciekać. - Przepraszam, ale nie masz prawa.
- Muszę to odczytać. - A ona nie musi słuchać.
Wyślij mi to e-mailem. Odczytamy to same.
- To moja praca. - Wyjaśnij lepiej sprawę pieniędzy.
Wspomniałem, że Adrian ujął Cecilię w funduszu powierniczym.
- Dlatego przyjechałyśmy. - Właśnie.
Z tego samego powodu, dla którego kobiety zbliżały się do niego: dla pieniędzy.
Żadne pieniądze nie sprawiłyby, że chciałybyśmy się do niego zbliżyć.
Ale ty byłaś z nim blisko.
Jest w tamtej urnie.
Zgodnie z jego testamentem
otrzymasz pięć milionów dolarów i jego posiadłość.
Już po odliczeniu podatku.
Środki będą wypłacane w transzach po 100 tysięcy dolarów
co miesiąc przez najbliższe cztery lata.
Są oczywiście pewne warunki. Nie możesz popełnić przestępstwa.
Zazwyczaj daję 120 dni na zgłaszanie roszczeń innych osób,
ale zrzekam się tego.
Proszę więc o podpis i dane konta bankowego,
a uruchomię środki.
Możecie wejść.
Czekaj. Gdzie jesteś?
- Możemy już otworzyć oczy? - Tak.
Dzięki, Cee.
Ładnie to wygląda.
Drabina?
Co powiedziałaś?
Chyba się przesłyszałem.
- Co się mówi? - Dziękuję.
Nie ma za co. Wiedziałam, że potrzebujecie nowej.
A tamtej trzeba było się pozbyć.
To miłe z twojej strony, Cee. Dziękujemy.
To bardzo miłe.
Chciałam podziękować za możliwość mieszkania z wami.
No i za dbanie o mnie.
Sydney też może z niej korzystać.
- Nie pomogę ci malować. - Nawet bym cię nie poprosił.
Nie do malowania, tylko wielu innych rzeczy.
Dzięki niej możesz na przykład dosięgnąć coś takiego.
Dziwne. Szkoda, że nie masz... A nie, czekaj, przecież jest drabina.
- I wtedy to wezmę. - Właśnie.
- Skąd się to tam wzięło? - Tak, po prostu leżało.
- Co to? - Koperta z moim imieniem.
- Dziwne. - I to chyba twoje pismo.
- To na pewno dziwne? - Ja tylko kupiłam drabinę.
- Jasne. - Zobaczmy.
I to fajną drabinę.
To nowe konto bankowe na twoje nazwisko.
Przez najbliższy rok będę tam wysyłać dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie.
Konto ma nazwę „Parsons”.
- Świat mody czeka. - Cee, to za wiele.
- Jesteś tego pewna? - Powiem tak.
Starczy pewnie też na doktorat.
- No to idę do Parsons. - Nie wierzę.
- To już pewne. - O Boże.
Czekajcie, musimy to uczcić.
I żadnego żarcia na wynos ani odgrzewanego w mikrofali.
Kurczę, to co poczniemy?
Skąd ta radość? Nie pijesz, bo nie masz 21 lat.
- Uwierz, piję. - Trochę jej nie zaszkodzi.
A mówił mi, że jestem dojrzała jak na swój wiek.
- Fakt. - Że jest dojrzałym dzieckiem.
- Pamiętam. - Chwileczkę.
Dwie na jednego? Próbuję zachować rozsądek.
- Boisz się? - Pamiętasz, że jestem gliniarzem?
Zaraz go załatwię.
- Załatwiony, Sydney! - Nie, ratuj!
Spokojnie, obronię cię!
Dzień dobry.
- Zjesz śniadanie? - Nie, muszę już lecieć.
- Uwierz albo nie, ale mam kaca. - Ja też.
Szampan tak na mnie działa.
Starzejemy się, Cee.
Te zimowe poranki dają mi w kość.
Dobra, spadam. Będę koło 19.
Obudzisz Sydney? Podjarała się dzięki tobie.
Trzeba jej przypilnować.
Nie ma sprawy.
Syd, koniec leniuchowania! Spóźnisz się do szkoły.
Cholera!
Tylko nie wodą!
Przepraszam.
- Zrobiłaś śniadanko. - Tak.
- Da się je uratować? - Nie.
Przykro mi.
James?
James!
Co się stało?
Coś tu widziałam. Ślady stóp.
- Ślady stóp? - Tak, na pościeli.
- Widziałam je. - Na pościeli?
Naprawdę.
Ktoś tu był.
- Syd, odłóż to. - Przecież sam mi go kupiłeś!
I kogo chcesz spryskać?
James, naprawdę je widziałam.
Przysięgam.
Adrian będzie cię nawiedzał, jeśli mu na to pozwolisz.
No comments yet. Be the first to leave one.