The first 200 lines.
Początek może być wielki, albo mały.
Bardzo mały.
Ale czasem od czegoś małego zaczynają się wielkie zmiany.
DINOZAUR
-Yar, co to jest? -Nie wiem.
Plio! Nie idź tam! Nie wiemy co to jest.
Tatku! Podejdź tu.
Zini! Zostań!
Ty nigdy nie dajesz mi się pogapić, jak coś się dzieje.
Co to jest?
To wyszło z jaja. Patrz!
Co?
To zimnokrwisty potwór. Zza morza. Wredny. Mięsożerny.
-Wygląda na bobasa. -Bobasy dorastają.
Któregoś dnia będzie nas sobie wydłubywał z zębów.
Tacy jak on, takich jak my, łykają na raz.
-To co robimy? -Wyrzuć go!
Co cię dziś naszło?
Plio, to zwierzę jest groźne.
Żal mi cię, maluchu.
Dobra. Wyrzuć go.
Wyrzucę.
Lepiej się pośpiesz, tatku. Wygląda na głodnego.
Masz.
Nie bój się. Nauczymy go nie jeść mięsa.
Tylko uważaj!
Uważaj, bo może dziabnąć.
On nie ma zębów. Co nam zrobi? Zaślini na śmierć?
Zini, spójrz na tę słodką mordeczkę.
Czy tak wygląda potwór?
Wypuść mnie!
Kosmatka!
Było super! Huzia!
Małpiatki atakują! Przestańcie! Nie wytrzymam.
No co?! Większego bijecie?!
Ratunku! Poddaję się!
Przestańcie!
Aladar! Ty nie żyjesz?
Nie.
Koniec zabawy, dzieciaki.
Zbliżają się gody. Ominą was słodkie całuski.
Mamo!
To nic, Plio. Możemy pocmokać sobie tutaj.
-Szkoda, że nie lubisz dzieci. -Wredne robactwo!
Idź po Ziniego. Ćwiczy nowe metody podrywania.
Cześć, mała. Bądź moją,
a będę cię iskał. To jest dobre.
Dziewczęta, przed wami sławny profesor miłości.
Tak, mam coś w sobie.
-Ale to nie jest zaraźliwe? -Jestem epidemią romantyzmu.
Wskakuj, Romeo! Wracamy.
Yar ma wygłosić mowę.
Jasne! Staruszek nauczy nas jak się podrywa dziewczyny.
Słyszałem, że w młodości był z niego niezły playboy.
Yar?!
Tak. Podobno nie miał sobie równych.
Chodźcie, chłopcy. Słuchajcie i uczcie się od mistrza.
Nie ulegajcie pierwszemu, który machnie fikołka.
Trzymajcie ich w niepewności.
Jak fikołek ich nie ruszy - ruszajcie do akcji!
Zapamiętacie ten dzień. Niech będzie naprawdę wyjątkowy.
Jak nie wyjdzie, nie łamcie się. Nie będą pamiętać.
Chodźcie, chłopaki! Nie możemy ich zawieść.
Lećcie! Pierś do przodu, Głowa do góry.
Pokażcie im tam, synu.
Z moim urokiem i twoją głową -żaden problem.
Patrzcie, kto ściągnął do miasta.
Wasz bufet płomiennej miłości.
Okazja! Bierzcie mnie, pókim gorący!
Zini!
-Przedyndasz swoją okazję. -Największa okazja to ja!
Nie martw się. Za rok nam się uda.
Ja się żadnej nie dam złapać.
Dziewczynom nigdy nie dogodzisz.
Biedny Zini! I tak został nam jeden kawaler.
Nie.
Zostało dwóch.
Zaloty nigdy nie były jego mocną stroną.
I tak zazdroszczę mu odwagi.
Żeby tak znalazł się też ktoś dla ciebie...
Podobny do ciebie, tylko ładniejszy.
Daj spokój, Plio. Dobrze jest, jak jest.
-Co to takiego? -Nie wiem.
-Tato? -Coś jest nie tak.
Aladar! Gdzie Suri?
Na drzewie.
Uciekamy! Szybko!
-Mamo! -Suri!
Mamo!
Suri! Gdzie jesteś?
Szybko, Aladar! Leć!
Yar! Szybciej!
Zini!
Wskakuj!
Plio! Yar! Gdzie jesteście?
Tutaj!
Nie martw się, Suri.
Oni wszyscy zginęli.
Ja jestem przy tobie.
Chodźcie. Nie możemy tu zostać.
Nie ma się czego bać, Suri.
Patrzcie!
-Widzieliście? -Co?
-Ja widziałem. -Ja też.
-Gdzie to coś poszło? -Nie wiem. Sprawdźmy.
Dajcie spokój!
Tato!
-Suri się boi. -Wcale nie.
Bądźcie cicho!
-Yar! Złap się! -Nie dam rady.
Aladar! Zatrzymują się.
Zejdź mi z drogi!
Nie słyszałeś?! Zjeżdżaj!
Uważaj!
Zini! Schowaj ten łeb!
Idziesz tyłem? Daj mi znać, jak dojdziesz tam przed nami.
Szybciej, Azor! Chyba nie chcesz tu zostać sam.
Patrzcie, ile Aladarów!
Nawet nie myśl o tym, żebyśmy się do nich...
Trzymajcie się!
Kron, dalej jest bardziej bezpieczne miejsce na...
Zostaniemy na noc tutaj. Powiedz im to, Bruton.
Eema, chciałabym już wreszcie dojść do Doliny Narodzin.
Tyle się trzeba napocić, żeby znaleźć miejsce na drzemkę.
To wszystko nie dla mnie.
Baylene, nóżki masz spore, zasuń im kopa.
Nie umiem tak.
Szybciej, Baylene! Chcesz chyba dotrzeć tam żywa.
Dzień dobry.
Przepraszam, ale usłyszałem waszą rozmowę i...
Co on wyprawia? Normalnie nie garnie się do obcych.
-Jakie szpetne te bąble. -Wytarza się w błocie i już.
Że co, proszę?
To mój dziadek. Dzieli nas parę pokoleń.
Raczej parę gatunków.
Jestem Aladar. A to moja rodzina. Tyle nas zostało.
Tak mi przykro.
Baylene nie ma nikogo. Samotnych jest coraz więcej.
Rozmawiałyście o Dolinie Narodzin.
To najpiękniejsze miejsce na świecie.
Tam przychodzą na świat nasze dzieci.
Czy jest tam ktoś taki jak my?
Od kilku dni widuję zwierzęta wszelkiej maści.
Kto wie, co tam zastaniemy. Ale najpierw trzeba tam dojść.
-A pędzi nas niemiłosiernie. -Kto?
Kron. Przywódca naszego stada.
Z ledwością nadążam. Dla staruszki to trudne zadanie.
To powiedz mu to. Co ci może zrobić?
Co mu jest?
To on. Kron.
Kron! Masz sekundę?
Spadaj stąd, mały!
Spokojnie, Bruton.
Coś za jeden?
Aladar.
Dlaczego nie jesteś na wzgórzu...
...z młodymi?
Zatrzymałem się, żeby porozmawiać z nimi.
Trudno jest im nadążyć. Może zwolnicie trochę tempo?
Niech tempo nadają słabi? To jest myśl!
Myślenie lepiej zostaw mnie.
Oni potrzebują pomocy.
Uważaj, chłopcze!
Nie martw się. Mój brat zawsze tak traktuje nowych.
Nawet tych uroczych.
Ty to masz talent do rwania!
Ja bym uważała z tym rwaniem. A zwłaszcza Niry.
Róbcie, co każe Kron i nie podskakujcie za bardzo.
Niby czemu ma nami rządzić taki typ, jak Kron?
On już rozgniatał muchy większe od ciebie.
Ale za to jego mózg zmieściłby się w mojej...
Ona ma rację.
Lepiej trzymać z Kronem, niż być rozszarpanym przez tamtych.
I tak mamy szczęście,
że nikt inny nas nie goni.
Pobudka! Wiem, że sen to uroda, ale twoja już powala.
Jest tam kto?
Zini, co ty świrujesz?
Masz pan budzenie na zaranie dziejów. Ruszaj się!
-Po co ten pośpiech? -Coś się szykuje.
Kron i reszta się skrzykują.
Wstawać!
Kron powiedział, że ruszamy. Wstawać! Żwawo!
Ta ich słodycz mnie dobija.
Mówiłeś coś?
Nie, szefie.
Jeśli ci życie miłe, zbieraj się razem z tym pryszczem!
Ale się piękny trafił!
Twoja narzeczona.
-O co ci chodzi? -Dobrze wiesz. O Nirę.
Łuski na skórze, żółte oczy,
grube łydy.
Tak! Mój urok ją powalił.
Pomoże ci zawodowy lowelas.
Kto taki?
Ej, lalunia!
To, dzieci, jest przykład głąbozaura pospolitego.
I tak lody zostały przełamane.
Tym razem jest wielu nowych. Mają się słuchać.
Nie oglądamy się na nikogo.
No comments yet. Be the first to leave one.