The first 200 lines.
POZIOM MISTRZA
139 PODEJŚCIE
Pobudka. Orientuj się.
Buty, spodnie,
skłon, koszula,
uważaj po lewej...
To już dla mnie.
Blok, plaskacz,
żonglerka nożem,
wyrywka i przerzutka.
Jacyś chętni na kawkę?
Wyobrażacie sobie, że codziennie budzi was taki zdebilały Pan Dzieńdoberek
i próbuje posiekać pierdoloną maczetą?
Ale poważnie.
Raz czy dwa może być nawet zabawnie...
Jesteś trupem, chuju!
...ale jak się człowiek otrząśnie i zrozumie, co się tu wyprawia,
po 140 razie jest tym już szczerze wkurwiony.
Chcę, żeby to się skończyło,
ale wiem, że nic z tego.
Niejeden powie, że zrobiłby to z zamkniętymi oczami.
Słyszysz to i myślisz: "Co za dupek".
Mniejsza.
Sami zobaczcie.
Sorry, chłopie! Pomylili cię ze mną!
Rozwalają ten kwadrat już n-ty raz, a mnie dalej szkoda.
Cholera, ja to wynajmuję.
Właściciel to taka menda, że mogę zapomnieć o kaucji.
Kiedyś wcale tak nie było.
Byłem szczęśliwy.
Poważnie.
Miałem kobietę, którą kochałem, ale...
Teraz jestem już tylko wkurzony.
Kurde, trzeba skakać.
Nie wcelowałem w tę ciężarówkę już 22 razy.
Wiecie, co się czuje po upadku z 4 piętra na pysk?
Ból jak skurwysyn.
Pan Fura, Skóra i Komóra znów drze ryja, jakby go gwałcili na randce.
Wóz mi kradną!
I żebyś wiedział.
Kolejne pizdy, co próbują mnie zgładzić, jadą minivanem.
- Ominiesz ten korek? - Nie ucz mnie, jak jeździć.
Szoferka to Esmeralda, a ta druga to Pam.
Chuj wie, jak mają naprawdę na imię. Nie było czasu dopytać.
Po autobusie będzie już z górki...
Zaraz, zaraz. Zaliczyłem autobus?
Nie.
Boże?
Współczujesz? Obejdzie się.
79 PODEJŚCIE
I tak w koło Macieju.
Kiedyś narzekałem na nudne życie,
aż nadszedł 9 maja i teraz co dzień mam dokładnie to samo.
Budzi mnie ten sam wrzask i ten sam pierdolec z maczetą...
Świątek i piątek, z drobnymi urozmaiceniami.
Żeż kur...!
Jedno się nie zmienia.
Muszę zginąć.
Dzień... w dzień.
Zgon, bez lipy.
Teraz najciekawsze kawałki.
37 PODEJŚCIE
Nie wiem, za co chcą mnie sprzątnąć, ale są ich całe tabuny.
Znacie już Pam.
Rozwaliła mnie 14 razy, zanim ją wreszcie rozgryzłem.
69 PODEJŚCIE
A ta bladź o anielskiej twarzy to Guan-Yin.
Skąd to wiem?
Jestem Guan-Yin.
I nigdy nie zawodzę.
To znaczy "bogini litości". Laskę chyba kręci ironia.
88 PODEJŚCIE
Ten zarozumiały karakan to Kaboom.
I co, lowelasku?
Co robisz, pojebany karle?
Kogoś tu trzeba kultury nauczyć.
93 PODEJŚCIE Każdemu dałem ksywę:
Pam, Śmieszek, Szwabiaki, Drugi Roy czyli dupek,
który mógłby robić za mojego sobowtóra.
104 PODEJŚCIE
Niektórych udawało się nawet ukatrupić.
Ale to szczegół.
I tak mnie w końcu znajdują i likwidują.
Jestem Guan-Yin.
I nigdy nie zawodzę.
Nie wiem, jak to możliwe, że powtarzam ten dzień.
Nie było kiedy tego przemyśleć, bo od samego rana mam na głowię tę jatkę.
48 PODEJŚCIE
Jemma to moja jedyna miłość i tylko ona wie to, co próbuję zrozumieć.
Halo.
Szukam dr Jemmy Wells.
Kto mówi?
Jej mą... chłopak, Roy.
Kapitan Roy Pulver, osławiony służbą w Delta Force.
- Z kim rozmawiam? - Z pułkownikiem Clive'em Ventorem.
Szef Jemmy.
- Do niedawna. - Zastałem Jemmę?
Niestety nie.
O której może wrócić?
Kierowałbym to pytanie do jakiejś siły wyższej.
- Słucham? - Nie żyje.
Co takiego?
Przykro mi przekazywać takie wieści,
ale pani Wells niefortunnie skręciła wczoraj kark.
Wypadek, praca do późna w laboratorium - musiała być wykończona.
Nie.
Mogę zapytać, gdzie pan jest?
Wypadek? Taki chuj.
Dlaczego zginęła?
Kto ją zabił?
Jeszcze nie dożyłem odpowiedzi.
Dobrze, na czym stanęło? A tak, na autobusie.
140 PODEJŚCIE
Mocno zmotywowany.
Trafił nam się kowboj, kochana.
Koniec żartów.
Co, do cholery?
Ja pierdolę!
No, należało im się.
Cześć, Roy.
Cześć, Jake.
Wyglądasz jak klocek kostuchy. Co się stało?
Kiepski poranek. Luzik, Jake. Każdemu się zdarza.
Butlę Baijiu, proszę.
A zresztą...
daj dwie.
Dwie? Jezu!
Podane, Wasza Marskość Wątroby!
Taki żarcik, między nami alkoholikami.
Raz się żyje, co nie, Jake?
- Bo jutro być może, ale nie musi. - Święte słowa, stary.
Gość tankuje, jakby mi likwidował zapasy.
Jak ty tak możesz?
Jak ty tak nie możesz?
Eksperci ds. bezpieczeństwa, w tym ja, uważają,
że następnym 11.09 będzie zatrucie napojów spirytusowych.
Kraj, w którym 38% społeczeństwa pije na umór, można wymazać...
Ten frajer zwie się Dave
i jest specjalistą ochrony w prywatnym sektorze.
Nieważne, jak mu wytłumaczę to żłopanie.
On i tak zaserwuje tę samą czerstwą gadkę.
Wiem, co powie, słowo w słowo
i co się zdarzy w tym barze.
05 wejdzie słynna chińska wojowniczka.
12-krotna mistrzyni świata w walce mieczem.
Cholera, Dai Feng.
- Roy, wiesz, że to... - Mistrzyni walki mieczem wudang?
- 12-krotna... - ...mistrzyni świata.
- Mówiłem ci to już? - Ze sto razy.
Serio? Nie pamiętam.
Ja tak.
Pedro, przygotuj stół dla Sifu Fang.
Witam, zapraszam.
To przez Sifu Fang ta cała rzeź, żebym mógł tu dotrzeć.
Jeśli nie wyrobię się do 11:00, ona zajmie ostatnie miejsce przy barze.
Cholera, spojrzała na mnie.
Byłeś kiedyś z kobietą?
- Słucham? - Czy byłeś kiedyś z kobietą?
To jak zarzucanie wędki.
Prędzej wyhodujesz penisa na czole.
Około południa...
Dobra, trochę mi głupio, że się tym jaram.
Zawsze mnie rozwala, gdy gościu wywija tego orła.
Powinienem go ostrzec, ale nie mam ostatnio wielu powodów do śmiechu.
Nie próbuj się skarżyć, Pedro! Nikt ci nie uwierzy!
20 kutafon Dave wreszcie rusza do pracy.
Módl się, żeby terroryści nie zatruli zapasów baijiu.
Oczywiście po kolejnym sucharze.
Pilnuj się. Zaraz pęknę.
Siadaj.
Słucham.
Opowiem ci coś.
Ale się narąbałem.
Jak chory weteran, gdy sobie chlapnę, zaczynam gadać, o tym jak mnie zabili.
Strzelili ci kiedyś w twarz, Dave?
Ja raz tak miałem.
Jakiś czas temu, chwilę przed śmiercią przytrafiła mi się zabawna rzecz.
Kulka z 45-tki,
weszła czysto tutaj i wylądowała mi w ustach.
Smakowała jak stek,
taki naprawdę pyszny antrykot.
I dopiero dużo później, kiedy już żyłem, pomyślałem:
"Cholera,
ona ugotowała mi język".
To był smak mojego własnego języka.
Uwierzyłbyś, kurwa?
To się naprawdę zdarzyło.
Mocna rzecz, stary.
Nie masz z kim iść na spotkanie AA?
Jasne.
Dokładnie o 12:47...
Zaraz do tego wrócę, mniej więcej kwadrans przed pierwszą,
mam naprawdę zajebistą fazę.
Mówię wam, odjazd!
Wystarczy dotrzeć do baru.
Potem mogę chlać, ile wlezie, dopóki mnie nie znajdą.
Napruć się jak szpadel
i już nic nie czuć.
12:47 - jeszcze nigdy nie przeżyłem dłużej.
Dlaczego wtedy się poddaję?
No comments yet. Be the first to leave one.