The first 200 lines.
Miejsce zabezpieczone.
Jedynka na dachu.
Dwójka, na pozycję.
Gotowi do zejścia.
Zablokujcie przejścia. Wchodzić na mój sygnał.
Bądźcie ostrożni.
Wchodzimy.
Kiedy przestaniesz ćpać, kretynie?
Miałem badaną krew, dupku.
Dla zdrowia jedz kapustę. Nie dawaj sobie w żyłę.
Otwórz okno, bierne palenie zniszczyło mi zdrowie.
Hazardzistów nie zabija hazard,
tylko rak płuc.
Myślałeś kiedyś, aby włączyć tamten wentylator?
Co to było?
Cholera jasna!
- Kto to? - Zaczekaj chwilę.
Nie masz wiaderka, więc chyba nie myjesz okien.
Jesteś z policji?
Zgadłeś, szerloku.
To jakiś absurd!
Nielegalny hazard jest wart tyle zachodu?
Uroczy jesteś, nie aresztuję cię.
A reszta, łapy do góry.
Przyszłam po tego ćpuna.
Ruchy, Hwan-dong, jest pora obiadowa.
- Dokąd to? Uciekasz? - Nie jestem głodny.
Jestem na diecie.
Wszystkie wyjścia są obstawione.
Zgadnij, kto stoi za drzwiami nr 27.
On nie będzie uciekał tą drogą.
To moje pierwsze zatrzymanie.
Czyli za tym oknem też ktoś jest?
No proszę.
Chwila, gdzie zjeżdżasz?
- Jak to się zatrzymuje? - Jesteś z nią?
Daj rękę!
Co za wstyd!
Skoro się opuściliście,
powinniście wlecieć z buta w szybę,
przeturlać się, wyciągnąć pałkę
i zaatakować cele, samemu nie obrywając.
Potem obezwładnić cel,
zakuć go i podać mu jego prawa.
- Nie tak to się robi? - Musimy minimalizować zniszczenia.
Żal mi gliniarzy w tym kraju.
Zero godności.
Ludzie ważniejsi od pieniędzy.
- To twój ochraniacz? - No.
Za dużo filmów się naoglądałeś.
To nie działa.
Wchodzić!
- Podejrzany ucieka! - Za nim!
Jednak miał rację.
Kapitanie!
Leć za nim.
Stój!
Ty gnoju!
Zatrzymaj się!
Sukinsyn!
Wyszło idealnie!
Jeśli nie umiecie szybko biegać, znajdźcie jakiś pojazd.
Używajcie mózgu od czasu do czasu.
Wiem, że boli, ale założę kajdanki i będzie lepiej.
Gdzie one są?
Dajcie kajdanki.
Złapaliście pośrednika, który potem o mało co nie zginął.
Było go zabić.
Baliście się wybić okna,
ale spowodowaliście karambol.
- Ostatni wóz celowo się zderzył. - To prawda.
Miał już wgnieciony zderzak.
- Zamknąć się. - Wymuszanie odszkodowania.
- Szumowina! - Kazałem się zamknąć.
- Macie nagrania z kamer? - Złapię tego oszusta.
Zamknąć mordy.
Niech mówią, to zabawne.
Przepraszam.
Spójrzcie.
Stworzyliście gwiazdę internetu.
Oglądajcie.
Teraz typowa Koreanka będzie synonimem odwagi,
a nie kiepskiego kierowcy.
Niesamowite.
Nie sądzicie?
Podziwiam wasz optymizm.
- Kapitanie Ko. - Tak?
Nie jesteście zmęczeni dowodzeniem? Bo ja jestem.
Wiecie, że Choi awansował?
Ale jest młodszy stopniem od kapitana!
Milcz.
Kiedy wy łapaliście płotkę,
Choi i jego jednostka zdobyli dowody
w sprawie przemytu dużej ilości prochów.
Po dwóch miesiącach dorwali cały syndykat,
konfiskując dwa kilo mety i odwalając za was robotę.
Jak to o was świadczy?
Może wybraliście zły zawód.
A może powinienem zacząć myśleć za was.
- Banda imbecyli. - Z całym szacunkiem...
Wyjść.
Wyjść.
- Znikajcie! - Nie musi pan rzucać.
- Miłego dnia. - Zjeżdżać stąd!
Codziennie przysięgam sobie, że odejdę, ale i tak wracam tu każdego dnia.
Może po to, by znów przysięgać?
Pracujemy tak ciężko, że nie mamy czasu na jedzenie.
A to dlaczego?
Bo zniknąłeś z pieniędzmi jednostki.
- Pracowałem pod przykrywką. - Weź mnie nie denerwuj.
Pokażę ci, co myślę o złodziejach.
Przestańcie.
Od dzisiaj ja trzymam naszą forsę.
- Przetrzep go. - Kazałem wam przestać.
- Gdzie z łapami? - Przepraszam.
Żeton.
Co?
- Żeton? - Jaki żeton?
- Taki czekoladowy. - Czekoladowy?
- Czekoladowy! - Połknij.
No już.
Działałem pod przykrywką w kasynie.
To i tak nieistotne. Złapmy tego...
Ty sukinsynu!
Nie dość, że brakuje nam pieniędzy...
- Puśćcie, zabiję go! - Zostawcie!
Puszczaj.
Kapitanie!
- Mnie wołasz? - A jest tu inny kapitan?
Powinieneś był mnie poinformować o wszystkim, co wiesz.
Współpracowalibyśmy. Czemu nic nie mówiłeś?
- Chciałem ich złapać. - Co?
Chciałem sam ich złapać.
Wy lubicie wszystko psuć.
Pamiętasz sprawę Changa?
Mówiłem, aby poczekać, ale ty musiałeś węszyć.
Słyszałem, że pomógł wam dzisiaj autobus miejski.
Międzymiastowy!
Dobrze, że nie szkolny.
Spadamy.
I tylko ty jesteś tu kapitanem, ja dostałem awans.
Nie pogratulujecie mi?
Zapraszam na szamę.
Zjemy coś z grilla.
Ogarnij się.
- Może jeszcze surowe zjesz? - Lubię krwiste.
Odpuście mu. Zna wołowinę tylko z kostek rosołowych.
Najgorszy smak.
Masz choć trochę godności?
Nie. To jest pyszne!
- Spróbuj. - Dobrze.
Poprosimy butelkę jinro. Tego za 35 tysięcy.
I więcej czosnku!
- Głowa do góry. - Kark będzie mnie bolał.
Mam dla ciebie cynk.
Schwytanie Mu-bae przybliży cię do awansu.
Do niczego mnie nie przybliży.
- Nie chcesz awansować? - Cholera...
Hong, prawa ręka Mu-bae, wyszedł sześć miesięcy temu.
- Za co siedział? - Za rozboje.
Więc czym się teraz zajmie?
- Rozbojami. - Właśnie.
- A jakie lekcje wyniósł od Mu-bae? - Życiowe?
Nauczył się dilować.
Pomyślałbyś, że wróci na swój teren, zrobi porządki,
nawet zostawi kilka trupów.
- Wiem coś o tym. - Do sedna.
Po sprzątnięciu swojego terenu, ku zdziwieniu...
nic nie zrobił.
Mam się czuć zawiedziony?
Słuchaj.
Zatrudnił nowych ludzi.
- Dilerzy i byli skazańcy. - Tworzy nowy gang.
- Co oni kombinują? - Przeczucie mówi mi...
że czekają na powrót Mu-bae.
Dlaczego mi to mówisz?
Pomagam kumplowi po fachu.
Jestem zawalony robotą.
Narkotykowi zgarną Mu-bae, my Honga.
To zostaje między nami.
Co? Uraziłem twoją dumę?
No dobra.
Nie jesteśmy kumplami.
Przewyższasz mnie stopniem.
Powiecie mu, że nie musi tego robić?
Zobacz, jaki jest zadowolony.
Niech się świeżak nacieszy.
Przyczaimy się, aż do pojawienia się Mu-bae.
Powiedz to Ma. Prosi się o kłopoty.
Nasz żółtodziób postawi dzisiaj dom.
Milczą jak grób.
Nie wiadomo, kiedy zjawi się Mu-bae.
Może po prostu tam wbijemy?
Mam jeszcze uniform z gazowni.
Pójdę z Young-ho.
A chciałem przestać to robić.
Mamy szansę, bo jeszcze nas nie znają.
Poproszę dowód tożsamości.
Jesteśmy...
na służbie...
No comments yet. Be the first to leave one.