The first 200 lines.
Chcę, żebyś opowiedziała mi pewną historię...
Jednak nie taką prawdziwą.
Przerobioną. Absurdalną. Fantastyczną.
To się nazywa terapia ekspozycyjna.
Stosujemy ją u osób cierpiących na OCD i PTSD.
Jeśli konsekwentnie konfrontujesz się z tym, co ci się przydarzyło,
w zabawny i szalony sposób, to gdy znów do tego wrócisz,
będziesz mniej skłonna wpadać w panikę.
Dobrze.
Była 5:27 rano. Pamiętam to, gdyż
nienawidziłam pracy w Starbucksie
i spoglądałam na zegar co dwie minuty,
błagając, żeby moja zmiana wreszcie się skończyła,
albo żeby wszedł jakiś rabuś i rozwalił mi łeb.
To było dziwne.
Tamtego ranka nie było w sklepie żywej duszy,
co prawda było jeszcze przed porannym szczytem,
ale zwykle są tam choć jedna czy dwie osoby i wtedy wszedł ten facet
w ciemnofioletowym dresie wyglądający jak jakiś
wschodnioeuropejski gangster.
Padał deszcz, ale nie ulewa -
wystarczająco, żeby jego włosy były takie
przyjemnie wilgotne...
I miał taki
kilkudniowy zarost.
Było widać, że myślami jest zupełnie gdzie indziej.
Pytam go więc: „Czy jest w mieście jakiś zjazd jubilerów?”
A on na to: „Co? Nie.” A ja: „Aha, okej.”
Potem mówi: „Poproszę czarną kawę.”
A ja na to: „Jasne.”
Więc podaję mu czarną kawę, a on pyta:
„Dlaczego zapytałaś mnie o tych jubilerów?”
A ja mówię: „Przez ten dres.”
A on: „Och, idę właśnie na zajęcia hip-hopu.”
A ja:„Coś takiego nie istnieje.”
A on zapłacił i wyszedł.
Skończyłam zmianę, wróciłam do domu i zdrzemnęłam się
przed wieczorną pracą przy cateringu.
Obsługiwałam bar na takim spotkaniu klubu dżentelmenów.
Nie wiem. Coś z cygarami.
I, proszę bardzo... Znów pojawia się ten sam facet,
tym razem w szmaragdowozielonym dresie,
ale z koszulą i krawatem, a ja sobie myślę:
„Ten koleś jest pieprzonym kosmitą.”
Więc mu to mówię. „Hej, jesteś kosmitą.”
A on na to: „Skąd wiedziałaś?”
A ja: „Po twoim dresie, stary.”
A on mówi: „Okej, ale nikomu nie możesz powiedzieć.
Jeśli powiesz, będę musiał cię przelecieć, zjeść i zabić.”
A ja: „To wyjątkowo konkretne.”
Roześmiał się i powiedział: „Tak.”
Zamówił whiskey, zapłacił i wyszedł,
pożyczył dobrej nocy, a później,
kiedy sprzątałam, podszedł do mnie i powiedział:
„Hej, mogę jeszcze jednego?”
A ja: „Nie, przykro mi, to nielegalne.”
A on: „To wiesz może,
gdzie jeszcze mógłbym się napić?” A ja:
„Na tej ulicy są chyba cztery bary, stary.”
A on: „Chodź ze mną.”
A ja: „Nie, jesteś kosmitą.”
A on: „Tak, ale jestem kosmitą,
który chce uratować świat.” A ja: „Przed czym?”
A on: „Przed zmianami klimatu.”
A ja: „Jak?”
A on: „Mam na swoim statku takie nasiona.
Z tych drzew wyrastają piękne, wielobarwne,
świecące arcydzieła.”
A ja: „Wow!”
A on: „Tak, pochłaniają
sto razy więcej CO2 niż ziemskie drzewa.”
A ja: „To robi wrażenie.”
A on: „Tak, chcesz usłyszeć więcej?”
I nie wiem, może dlatego, że naprawdę
bardzo zależy mi na klimacie...
A może to jego uśmiech naprawdę był uroczy, albo
po prostu miałam 27 lat, nudziłam się i pracowałam
na dwóch beznadziejnych etatach, bo nie było mnie stać na prawdziwy
bezpłatny staż w prawdziwej gazecie... Sama nie wiem,
cokolwiek było powodem, powiedziałam sobie:
„Pieprzyć to. Jasne, chodźmy się napić.”
Poszliśmy więc coś wypić i rozmawialiśmy,
a on opowiadał mi o swojej rodzinnej planecie
i o tym, jak została zniszczona przez nadmiar gazów cieplarnianych.
jak cała jego rodzina została zamordowana
a rząd niczego z tym nie robił,
dopóki nie było za późno.
Chciał uczcić ich pamięć, ratując planety innych ludzi.
Dopiero co przyleciał na Ziemię i mieszkał
w takim kompleksie na wzgórzach
i zaprosił mnie, żebym z nim tam pojechała.
A ja: „Absolutnie nie.”
A on: „Nic ci nie zrobię.”
A ja: „Nie, jesteś kosmitą.”
A on: „Tak, ale czy naprawdę wierzysz, że jestem kosmitą?”
A ja: „Naprawdę chcesz, żebym odpowiedziała?”
I wtedy z jego palca wskazującego
wysunęła się mała macka.
I pełzła po stole, delikatnie owijając
się wokół mojego nadgarstka.
Potem na macce pojawiła się delikatna poświata,
która zaczęła się na czubku jego palca
i przeszła na mój.
A kiedy do mnie dotarła, cały mój niepokój zniknął.
Jakby w mojej głowie nie było niczego,
ani jednej złej myśli.
Po prostu czułam, jak całe moje ciało jest
wypełnione tym ciepłym, promiennym światłem.
A on powiedział mi, że wszystko będzie dobrze.
Odczekałam chwilę, upiłam łyk drinka i powiedziałam:
„Pieprzyć to. Zabierz mnie.”
Więc mnie zabrał i pokazał mi te drzewa.
A ja na to: „Jezu, te drzewa.”
Kurwa. Chyba nie ma nic fajniejszego w życiu,
niż oglądanie rzeczy, które świecą, choć nie powinny.
Więc tak. Przeleciałam kosmitę, kosmitę o imieniu Brian.
To znaczy, to nie było jego prawdziwe imię.
Wziął je z książki z imionami dla dzieci.
Nigdy tak naprawdę nie powiedział mi, jak miał na imię.
No i... Kochaliśmy się pod świecącymi drzewami, bo...
Co innego mieliśmy robić?
Czułam się jak dziewczyna z jednego z tych hentai porno.
Uniósł mnie w powietrze, a wszystkie te macki
owinęły się wokół mnie, i było to czyste szczęście.
I nie odeszłam. Miał asystentkę - Laurę.
Była człowiekiem i pomagała mu
przy tych wszystkich drzewach, przy zbiorach, pakowaniu
i wysyłaniu ich każdemu, kto złożył zamówienie.
Wysłałam też Craigowi dość ogólnego SMS-a,
żeby wiedział, że przez jakiś czas będę przebywać gdzieś indziej,
co kompletnie go zdezorientowało, ale było w porządku.
To było w porządku, bo praktycznie uzależniłam się
od tego narkotyku, tego kosmicznego seks-narkotyku,
a poza tym był seksownym kosmitą.
Dodatkowo przejmował się zmianami klimatu.
Poza tym... Nie miałam pieniędzy.
Miałam ogromne zadłużenie studenckie, a on
obiecał, że je spłaci, czego nigdy nie zrobił.
Ale tak...
Nie zaszliśmy z tym dużo dalej, bo nigdy wcześniej
nie uprawiał seksu z człowiekiem.
Istniała więc pewna krzywa uczenia się, co...
Laura zrobiła nam kolację,
a potem się upiliśmy jak zawsze.
Tamtego wieczoru miał na sobie jasnoniebieski dres,
w kolorze pudrowego błękitu.
Dobrze w nim wyglądał.
Nie wiem, może właśnie wtedy
powinnam była zauważyć, ile piliśmy,
znaczy, cały czas, ale był zabawny,
a ja nie odczuwałam lęku,
i nie wiem, ale zaczęliśmy uprawiać seks.
I... nie wiem, chyba za bardzo się upił, bo
zrobiło się trochę zbyt ostro... Nie brutalnie,
ale gorąco, dosłownie gorąco.
Jakby całe moje ciało stanęło w ogniu.
Poprosiłam go, żeby przestał, ale mnie nie słuchał.
A potem moja twarz zaczęła się pocić
i zrobiła się czerwona, i zaczęła świecić.
Krzyknęłam do niego, żeby przestał, bo głowa
mi pękała. Głowa... To było jak...
bum, bum, bum, bum, bum.
Czułam, jakby...
Krew napływała do mojego mózgu.
Prosiłam go... Krzyczałam do niego: „Przestań!”
Ale... Chyba mnie nie usłyszał. Nie wiem.
Miałam wrażenie, że w każdej chwili
moje ciało po prostu pęknie jak balon.
A ja tylko krzyczałam: „Przestań, przestań, przestań!”
I wtedy, w ostatniej chwili, kiedy czułam,
że moja głowa zaraz eksploduje jak arbuz,
on doszedł.
A kiedy dotarło do niego, co się stało,
zapytał mnie, czy coś jest nie tak, a ja powiedziałam: „Nie.”
Potem zasnął, a ja uciekłam.
Spakowałam swoje rzeczy i uciekłam prosto z jego domu
pod drzwi Craiga. I nie wiem,
chyba straciłam przytomność czy coś, bo znalazł mnie
z zakrwawionymi stopami, całą ubłoconą. To znaczy Craig.
I... Nigdy nie zadawał mi żadnych pytań
i od tamtej pory z nim mieszkam.
Jak mi poszło?
„Przepraszam. Jestem jabłkiem.”
Wyleczona?
Tak. Koniec z chorobą psychiczną.
„Jestem zabawnym psem.”
Nigdy nie będziesz biegle mówił po japońsku.
Dzięki. Mów mi, że nie dam rady.
To tylko podsyca mój zapał. To mnie napędza!
Dzięki, że za to zapłaciłeś
i, no wiesz, za wszystko inne.
Jasne. Po prostu mów mi, że jestem dobrym człowiekiem
i że nikt mnie nie nienawidzi, kiedy pytam,
a obsypię cię wszystkimi pieniędzmi mojej rodziny.
A tak przy okazji, mam dziś wieczorem
udaną randkę z Grindra.
I trochę mu powiedziałem, że mieszkam sam.
Potrzebuję więc, żebyś poszła do swojego pokoju
i została tam przy zgaszonych światłach, nie wydając
żadnego dźwięku, kiedy on tu przyjdzie.
No comments yet. Be the first to leave one.