The first 198 lines.
COYOACAN DWA LATA PO PODBOJU.
Nie!
Sir, jest tu ktoś, kto chce się z panem widzieć.
Lekarz? - Nie,
twój były żołnierz.
Mówi, że po niego posłałeś.
Proszę go wprowadzić. - Tak, proszę pana.
Bernal!
Kapitanie!
Nie wiesz, jak bardzo jestem wdzięczny, że widzę przyjazną twarz w taki dzień.
Nie mogłem wrócić do Coatzacoalcos bez wizyty u ciebie.
Dobrze. Wino? - Tak.
Najpierw najważniejsze
Za przyjaciół, których już z nami nie ma!
Za tych, których już z nami nie ma! - Zdrówko!
Siadaj.
Wybacz ten bałagan.
Mówiąc o zmarłych,
Przykro mi było słyszeć o śmierci twojej żony.
Musiałeś słyszeć różne rzeczy.
Jej brat Juan Suarez mówi, że ją zabiłem. - Oszczerstwo!
Takie kłamstwa powtarzają tylko twoi wrogowie.
Znam cię.
Wiem, że nigdy nie zrobiłbyś czegoś takiego.
Jeśli mam nadmiar czegokolwiek, to są to moi wrogowie!
Niech piekło pochłonie tych co mnie oczerniają,
I wzywają mnie do rozliczenia.
Takich chwil jak ta na noc, kiedy uciekliśmy z Tenochtitlan.
Pamiętasz to?
Dlatego po ciebie posłałem, Bernal.
Muszę znów napisać do króla.
Przekaż moją sprawę.
Bardzo łatwo osądzać gdy wszystko skończone.
Ale to my jesteśmy tymi, którzy tam byli....
Ryzykując nasze życie.
Nie zapominamy.
Kapitanie....
Nie zapominam.
Przyniosłeś ją?
Tlaxcala.
Cholula.
Tenochtitlan.
I Wielki Przywódca Moctezuma.
I tej nocy....
Czy to była Marina? - Tak.
Siadaj.
Mamy dużo pracy do wykonania.
To będzie kolejna długa noc.
HERNAN
Panowie!
DWA LATA WCZEŚNIEJ
Czy to wszystko jest własnością króla?
Tak.
A to jest moje? - Tak jest.
Weź jedną czwartą i przenieś ją do udziału króla.
Nie chcę żadnych skarg ani oskarżeń.
Zrozumiałem.
W porządku.
Bernal! - Sir?
Umów się z pozostałymi, aby podzielili się
skarbem , który pozostał
Ale zrób to rozsądnie.
Tak, kapitanie. - Dobrze.
Botello! Czy twoje wizje błyszczały tak jasno?
Jeszcze jedno.
Upewnij się, że
muł może unieść ciężar złota dla króla.
Nie martw się.
I pospiesz się. Wyjeżdżamy dziś wieczorem!
Co robisz? Stój!
Kazałem ci przestać!
Odłóż to, żołnierzu!
Jest tu więcej złota niż możemy zabrać ze sobą.
Jest tego więcej niż potrzeba!
Rozłóż to na stosy, żeby można było podzielić między nas wszystkich.
Zrozumiano?
Nie martw się, Bernal. Zajmę się tym.
Zajmij się mułem dla królewskiego udziału.
Zgadzam się.
Dalej, dalej, dalej! - Uważaj na drzwi!
Odejdź stąd!
Odejdź stąd!
Sandoval! - Kapitanie?
Wejdziesz w pierwszej grupie, w awangardzie.
Wybierz swojego zastępcę.
Chcę, żebyś położył mosty tutaj i tutaj. Pewnie.
Kiedy już przejdziecie, pomożecie drugiej i trzeciej grupie.
Zrozumiałem, kapitanie. - Dobrze.
Olid, Alvarado i ja stworzymy drugą grupę. Największą.
Olid, chcę, żebyś był z przodu. z połową naszej grupy.
Pójdę w środku, z kobietami i mułem, który niesie udział króla.
Alvarado! - Kapitanie?
Będziesz na końcu z resztą kastylijskich żołnierzy.
Zrozumiałem.
A trzecia grupa?
Xicotencatl i jego wojownicy.
To nasza tylna straż.
Panowie! Wyjaśnijmy to sobie jasno.
To desperacka ucieczka.
Musimy wykorzystać jedyną przewagę, jaką mamy.
Meksyk nie atakuje w nocy.
Spodziewam się kolejnej ulewy dzisiaj wieczorem.
To sprawi, że droga będzie śliska,
ale zgasi również ogniska w Meksyku i nie będzie nas widać.
Nadal będzie pełnia księżyca.
Obserwuj.
Wyjdziemy w ciszy. Będziemy maszerować ukradkiem.
Jeśli zaatakują....
Ufam, że utrzymasz porządek w naszych szeregach.
Jesteś naszą jedyną nadzieją.
Panowie, chcę, żebyście wiedzieli....
że nie ma wśród was człowieka, z którego nie jestem dumny.
I dziękuję Bogu na wysokościach za wasze męstwo i odwagę
i lojalność w tej podróży.
Dziś wieczorem, strach nie wchodzi w grę.
Więc zajmijcie się swoimi obowiązkami, najlepiej jak umiecie. Cokolwiek się stanie,
Zasłużyliście sobie na miejsce w Niebie u naszego Pana,
i w historii Kastylii.
Na pozycje!
Co zrobimy z więźniami?
Zrozumiałem.
Gdzie jest rodzina Moctezumy?
Gdzie?
Odsuń się! No dalej! No dalej!
Tecuichpo! Tecuichpo!
Siostro! Tecuichpo!
Panienko, pomocy!
Panienko, pomocy!
Panienko, pomocy!
Żołnierz....
bez zbroi.
Kapitan powiedział, że musimy milczeć.
Dobre tempo, kapitanie.
Szukałeś mnie?
Myślisz, że wytrzymają?
Oczywiście, kapitanie!
Tlaloc!
Nie przegapił też dzisiejszego spotkania.
Zgasi ogniska w Meksyku.
Schronić się!
Schronić się!
Zdrowaś Mario,
Łaskiś pełna, Pan z tobą....
Amen.
Jesteśmy gotowi.
Dobrze. Do zobaczenia po drugiej stronie drogi, kuzynie.
Otwórzcie bramę!
Miej oczy szeroko otwarte, kuzynie.
Co to jest, Botello?
Co to jest?
Oszalałeś?
Nie możemy dźwigać większego ciężaru, rozumiesz?
Potrzebujemy was wszystkich, lekkich, rozumiesz? Światło!
Będzie czas na odzyskanie tego wszystkiego później.
Ty! Co masz?
Nie mogę w to uwierzyć!
Gdzie jest kapitan?
Zaraz wracam.
Nie ruszaj się!
Przynieś liny.
Na rogach, jak most zwodzony.
Chodź tu.
Nie odważą się wejść.
Marina!
Proszę, nie ruszaj się stąd.
Marina!
Marina, musimy wyjechać. - Tak.
Szukałem koca, który mi dałeś....
ale nie ma go tutaj.
Nieważne. Kupię ci jeszcze jeden.
Wyjdź na zewnątrz.
Zabierz konie na tyły.
W ciszy. Nie mogą nas słłyszeć.
Chodźmy, chodźmy, chodźmy.
Panowie!
Przygotuj się!
Zaraz wyjedziemy.
Niech szczęście będzie po naszej stronie!
Kapitanie!
Czy druga grupa jest gotowa?
Gotowa, kapitanie.
Idziemy.
Idziemy!
Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z....
błogosławiony owoc żywota twojego....
Jesteś za to tak samo odpowiedzialny, jak oni!
Przeklinam cię!
Wszyscy tak robią!
Wiem.
Idź z Bogiem, kapitanie.
Z Bogiem, Cristobal.
Wydaj rozkaz.
Otwórzcie bramę!
Idziemy.
Dalej.
Dokąd idziesz?
Zostanę z moim bratem i moimi ludźmi.
Pytałem, dokąd idziesz?
No comments yet. Be the first to leave one.