The first 200 lines.
OSZUKAĆ PRZEZNACZENIE 3
Widziałeś?
To było mocne, tak się rozwalić.
Może dla ciebie, my mamy inne plany.
Gonimy na kolejkę górską, mamy bilety na 9:15.
Jeżeli się spóźnimy, dwa dni stania w ogonku,
a tego nie zniosę.
Snickers i cola nas nie zabiją.
Przed przejażdżką "Lotem Diabła"? Zapomnij.
Co cię nie zabije, uczyni cię silniejszym.
Niezła zabawka.
Oddaj, to nie moje, to szkolny aparat.
Dawaj...
Możesz skasować zdjęcie Stacy?
To zdjęcia do albumu. Muszę je jutro oddać.
Wątpię, czy cipka Stacy Kobayashi
- będzie w tym albumie. - Kupiłbym ze dwie odbitki.
Przepraszam. Kevin to burak.
Ja bym z nim nie wytrzymała.
Muszę wszystko kontrolować, nie zniosłabym tego.
Zrywam z nim, jak skończę szkołę.
Od dawna o tym myślę, tylko nikomu nie mów.
Może taka fotka? Album by się sprzedał.
Ale ze mnie dziwka.
Ashley, kosisz wszystkich.
Naprawdę wygrywam?
Ashley.
Przepraszam.
Nie jesteś absolwentką.
No i co mi zrobisz, panno "Najsłodsza Para"?
Mama wie, że tu jesteś?
Będziesz dziwką, jak jej powiesz.
- Mam dowód. - Masz jeszcze jeden.
O to chodzi, to już trzeci raz.
To mój dzień, przybij piątkę.
Gramy dalej, cholera...
Trzy na trzy. Jestem królem.
Możesz uciekać... ale nie schowasz się przede mną.
Jesteśmy.
- Wspaniale. - Zróbmy zdjęcie.
To początek końca.
Co się dzieje?
Tak jakbym miała deja vu...
Ale to się jeszcze nie wydarzyło.
Idziemy!
Chwila.
Boisz się kolejki?
Znam cię.
Myślę, że się boisz. Podobno ludzie boją się tej kolejki...
bo nie mają nad nią kontroli.
W strachu wyobrażają sobie różne rzeczy.
Ale te obawy nigdy się nie sprawdzają.
Gdzie się podziewacie?
Jak podniesiecie ręce i złożycie dłonie,
będzie wyglądać, jakbyście trzymały diabła za jaja.
Czemu miałybyśmy to robić?
Kiedy jeszcze zobaczycie takie coś?
Właśnie na to patrzę.
- Jesteście naprawdę gorące. - Przestań.
- Kto cię tu zaprosił? - Kończyłeś szkołę dwa lata temu.
Kręciłem się tu, żeby zobaczyć, co z was wyrosło.
Możesz nie wrócić z "Lotu Diabła".
Staraj się nie krzyczeć.
Za bramkami nie ma odwrotu. Do zobaczenia.
W porządku? Nie ma się czego bać.
Kolejka górska to podstawy fizyki.
Zamiana energii potencjalnej na kinetyczną.
Szanse na wypadek są jak jeden do 250 milionów.
Dzięki, McKinley.
Łatwiej zginąć na drodze do miasteczka, niż na czymś takim.
No to jedziemy.
Podoba się? Wygrałem to na "Chyboczącej Drabinie".
Tam naprawdę trzęsie. Wszedłem na nią.
Podoba mi się. Jak za dawnych lat.
Frankie Cheeks tworzy historię.
Co jest? To dla mnie zaszczyt.
Chodźmy.
- Ile osób? - Cztery.
Bramka numer jeden.
Wagonik z przodu.
Przepraszam, nie chcę wam psuć zabawy.
Nie usiądę z przodu. Nie mogę patrzeć na tory, bo oszaleję.
Spokojnie. Carrie usiądzie z tobą z tyłu.
Dlaczego? Bo jesteśmy dziewczynami?
Idę na Berkeley i nie będę robić takich rzeczy.
- Siadam z przodu. - Dobra,
- dam sobie radę. - Nie będziesz siedzieć sama.
Załatwimy to jak mężczyźni.
Orzeł.
Dobra, w końcu jedziemy razem.
Uważaj na nią. Ona wariuje.
Nie ma sprawy, kumplu.
Dobra, jedziemy.
Trzymaj ręce przy sobie, bo zemsta będzie okrutna.
- Spadaj stąd! - Znajdź sobie inne miejsce.
Przesuńmy się do tyłu.
Zgadnijcie, kto się przenosi?
Potem się spotkamy.
- Jak się tu dostaliście? - Przecież nie jestem za mały.
Dobra, wysiadać.
Gotowa?
W porządku?
Przecież jestem zapięty.
Pokażecie cycuszki, jak będziemy przejeżdżać przez pętlę?
Umiesz czytać?
ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA.
Mogę go trzymać w kieszeni?
Jedziemy!
Dalej, mała! Świetnie!
Poczuj to!
- Pokażcie cycki! - Odwal się, Frankie!
Trzymaj się!
- Nie puszczaj! - Nie dam rady!
Trzymaj się, Wen!
Pomóż mi to rozbujać!
Prawie złapałem!
- Umiesz czytać? - Schowam go do kieszeni.
Zróbmy to, Wen...
Jedziemy!
Musimy wysiąść.
Nie naciskaj tego guzika!
Wypuśćcie mnie!
Rozbijemy się!
Przewody popękają! Tory się zawalą!
Wypuśćcie mnie!
Odbiło jej.
- Spokojnie. O co chodzi? - Widziałam to jak na jawie.
Tory się zawaliły. Kolejka spadła.
- Już wcześniej była roztrzęsiona. - Możesz zapanować na tą dziwką?
Wszystko się zawali. Przewody. Kolejka.
Chce zwrócić na siebie uwagę.
- Dymaj się, dupku. - Sam się dymaj!
- Wypuśćcie mnie. - Nikt więcej nie wysiądzie.
Wypuść mnie!
- Jak dzieci. - Spadamy stąd.
A panie dokąd? Mamy tu bójkę.
Wywal go stąd! A wy się uspokójcie!
Puść mnie. Chcę wiedzieć, że nic jej się nie stało.
Wypuść mnie!
Jedziemy!
To moja dziewczyna!
Zatrzymajcie kolejkę! Tory są uszkodzone!
Uspokój się.
Niech dojdzie do siebie.
Niech robi to w domu!
Jaki jest jej numer?
Zadzwonimy po mamusię i wszystko będzie dobrze...
Czekaj!
Muszę z tobą porozmawiać.
Przyszłam tylko odebrać dyplom.
- Nie idziesz na zakończenie? - Nie.
Nie tylko ty jesteś zdołowana.
Dobrze by ci zrobiło spotkanie z ludźmi, którzy czują to samo.
Na zakończeniu?
Nie, mam dość pogrzebów.
Zrób to dla Jasona i Carrie.
Jeżeli nie ma życia po śmierci, to oni po prostu odeszli.
A jeśli są w niebie z Lincolnem i Gandhim, co im po uroczystości?
Ja żyję i mam to gdzieś.
Jak tylko ruszę z parkingu, żegnam się z tym miejscem.
Bez Jasona to miejsce nic dla mnie nie znaczy.
A ja?
Obiecałem Jasonowi, że się tobą zaopiekuję.
Tylko podczas jazdy, przez 3 minuty.
To nie było na całe życie.
Jeżeli nie przyjaźniłbyś się z Jasonem,
a ja z Carrie, nawet byśmy się nie spotykali.
Nawet się nie lubimy.
"Ian McKinley".
To żałosne, że mam takie samo nazwisko jak patron szkoły.
Julie, zobacz, kto mi się wpisał do albumu.
Nieźle. Super.
Chyba powinnyśmy ją zaprosić.
Tak myślisz?
Wen?
Szykujemy się na wieczorną uroczystość... Idziemy do solarium i...
Będzie fajnie jak pójdziesz z nami.
- Naprawdę. - Będziemy mogły pogadać.
To moja komórka.
Ja już mam twój numer.
- Nie tylko ciebie to dotknęło. - Naprawdę doceniam
- waszą pomoc. - To już się kiedyś zdarzyło.
Szukałem w sieci...
Posłuchaj mnie!
Szukałem w sieci wytłumaczenia tego wypadku...
i znalazłem coś o tej francuskiej klasie z Nowego Jorku.
Sześć lat temu lecieli na wycieczkę do Paryża.
Tuż przed odlotem chłopak miał wizję, że samolot wybuchnie.
Tak samo jak ty.
Zaczął wariować i siedmioro pasażerów wysiadło z samolotu.
Tak jak my.
Podczas startu lotu numer 180 samolot eksplodował.
Przez kilka następnych miesięcy... ci, którzy wtedy wysiedli,
zaczęli ginąć w dziwnych wypadkach.
Ginęli w takiej kolejności, jakby zginęli zostając w samolocie.
Wreszcie ktoś położył temu kres.
Odwal się.
I tak zawsze, kiedy tu przychodzimy...
Myślę o tym leżąc tu 20 minut.
Przyszłyśmy tu przed pogrzebami. Było super.
No comments yet. Be the first to leave one.