Gun Shy

Gun Shy

Download Polish Subtitle

Release info

Gun Shy 2000 BluRay 1080p x265 10bit DDP5 1 MNHD-FRDS track20 [pol]
A Commentary by ted423
DSNP srt From: Gun.Shy.2000.1080p.DSNP.WEB-DL.H264.DDP5.1-LeagueWEB(synced -2000ms)

Tags

BluRay
1080
x265
HD
Published on: 2023-01-20
Downloads: 50
Hearing Impaired: No

Polish subtitle preview

The first 200 lines.

Pracowałem dla ciebie 18 lat.

Zabiją mnie.

Trzymałeś mnie zamkniętego w tej dziurze przez 14 miesięcy!

Nie mogę pracować. Daj mi pracę przy biurku albo wyślij na emeryturę,

ale nie mogę już tego robić!

Za bardzo się boję.

Lonny, zadanie wykonane.

Zadanie wykonane!

Lonny...

Czy to moja wina? Jestem szalony?

Nie sądzę.

Chcę dom z widokiem na ocean. To nie jest nierozsądne.

Spójrz tylko na to.

To cholerny zamek.

Wrócimy do tego, jak odejdziesz.

Odchodzę na emeryturę!

-Nie możesz teraz odejść! -Jestem gotowy!

Nie widzisz?

Byłem kurą znoszącą złote jaja,

teraz chcę odejść, a ty co?

Nie możesz odejść.

Byłeś zadowolony z mojej pracy.

Mam rację?

14 miesięcy przygotowywaliśmy ci przykrywkę!

A ty mówisz, że nie jesteś w stanie pracować?

Boję się. Nie wstydzę się tego przyznać.

Nie udawaj, że jesteś lepszy. Też byś się bał.

Chciałbyś, żeby to ciebie podali na tacy?

Jak leci, przyjacielu?

Dziś miło spędzimy czas.

Usiądź. Zrobię ci drinka.

Nie!

-Federale. -Nie ruszać się!

Musisz mnie z tego wyciągnąć, Lonny.

Ostatnie wezwanie na pokład lotu 2057 do Nowego Jorku...

Jezu.

-Ostatnie wezwanie... -Chwila!

To mój lot! Zaczekajcie!

Jezu Chryste.

Cholera.

Chryste. Nie wierzę!

Wypuść mnie!

Wystarczy. Dziękuję.

Proszę bardzo.

Mogę w czymś pomóc?

-Nie lubi pan latać? -Bardzo lubię.

-Wydaje się pan trochę... -Racja.

W porządku?

Nic mi nie jest. Po prostu boli mnie żołądek.

To pewnie nerwy. Mam bardzo stresującą pracę.

-Czym się pan zajmuje? -Jestem...

-A pan czym się zajmuje? -Jestem psychiatrą.

Naprawdę?

Sytuacja jest dość prosta.

Mafia będzie operować na rynku kolumbijską forsą.

Mowa o 90-dniowym obrocie.

Kolumbijczycy będą tak długo czekać na forsę?

Nie ma mowy. Są znani z niecierpliwości.

A jednak będą czekać.

O ile mają zaufanych graczy.

Nie sądzę, żeby Fulvio Nesstra sobie z tym poradził.

-To mięśniak. -Zidiociały mięśniak.

Jest jak Jeffrey Dahmer.

Ożenił się z córką Minnettiego.

Dadzą mu szansę.

Coś ukrywają.

O jakich kwotach mówimy?

Rodzina Vaillar ma więcej gotówki niż jakikolwiek inny kartel.

Powiedziałbym, że chodzi o pół miliarda, może więcej.

Ciężka sytuacja.

Robimy nalot czy rozbijamy im bank?

To i to. Kontynuujemy operację

i zbieramy na nich, co się da.

Gene, powinieneś zacząć.

Daj to Lizzie'emu.

-Nie ma, kurwa, mowy! -Co?

Siedzisz na dupie od pół roku.

Zlecimy to temu dzieciakowi. Dajcie spokój.

Przepraszam.

Poproś Dave'a Junipera.

Przepraszam!

Może chcecie poznać zdanie jedynej osoby,

która wie coś o tej operacji.

Po pierwsze nie uda się rozbić banku Vaillarów.

Forsa będzie prana i rozpraszana

w zbywalnych instrumentach co 15-90 dni.

Po drugie, gdy zaczną obracać takimi kwotami,

ludzie będą padać jak muchy.

Po trzecie, chyba o tym zapomnieliście,

ale oni wiedzą!

Ktoś nas wystawił. Wyłożyli mnie i Josha na

srebrnych tacach i wsadzili nam Uzi w dupy.

Czułem się jak pieczony kurczak na kolacji Marthy Stewart!

Charlie, oni nie żyją.

Warren Ganza wciąż żyje!

Warren to marionetka, nie ma żadnych powiązań.

Wszyscy gracze są twoi, Charlie.

Niech będzie.

Ale chcę działać sam. Bez podsłuchów.

I nie chcę nikogo z was zobaczyć!

Chcę tylko dom z widokiem na ocean.

Nie da rady.

Nie znasz go, stać go na wiele.

Nawet mając gorszy dzień, jest niesamowity.

Poza tym nie mamy wyboru.

Masz rację. Wiem, że to legenda wydziału,

szanuję twoje zdanie.

Ale spieprzył operację w Miami. Zginął człowiek.

Nie mówię, żebyś go odwołał,

ale lepiej mieć plan awaryjny, w razie, gdyby mu odwaliło.

Wytrzyma na tyle długo, byśmy mogli ich zamknąć.

Zrobi to instynktownie.

-Charles Mayo? -Wymawia się „May-oh”.

„May-oh”, jasne. Jestem Dave Juniper.

Będę twoim wsparciem.

Bardzo się cieszę, że mogę z tobą pracować.

Jesteś jednym z moim bohaterów.

-Kim są inni? -To Keith Richards.

Pamiętaj, nie pozwól, bym cię zobaczył.

Nie dorwaliśmy Warrena Ganzy.

Rany.

Znów to samo!

O Boże.

Boże.

Chcę porozmawiać o pracy.

To wszystko jest poufne, prawda?

No cóż...

Nigdy wcześniej tego nie robiłem.

Nie chcę szukać swojego wewnętrznego dziecka

ani dowiadywać się, że matka mnie rozczarowała.

-Jasne? -Oczywiście.

Nie obchodzą mnie błędy wychowawcze mojej mamy.

Nie wiem, dlaczego, ale zacząłem wołać:

„Mamusiu, mamusiu”,

bez końca.

Po prostu...

Sam nie wiem.

Proszę otrzeć łzy.

-W każdym razie... -Charles, nasz czas minął.

Myślę, że powinieneś tu wrócić jutro.

-Ledwo zacząłem. -Minęły dwie godziny.

Nie mogę kontynuować.

To mi naprawdę pomaga. Zapłacę.

Zostałbym, ale zaraz zaczynam terapię grupową.

Nie mogę zostawić innych pacjentów.

Oczywiście.

Dziękuję.

Charles, może dołączysz do terapii grupowej?

Nie mógłbym się zwierzać innym ludziom.

Z tego co widzę, bardzo by ci się to przydało.

Jesteś w obcym mieście, w trudnej sytuacji.

Zmagasz się z alienacją i stresem pourazowym.

Wierz mi, potrzebujesz wsparcia.

Wszyscy w budynku wiedzą, że takie konfrontacje

są wbrew mojej naturze. Czemu mam to znosić?

Skończy się tylko marginalizacją moich potrzeb.

Poprosiłem ją o coś bardzo prostego,

żeby nie kupowała więcej lodów firmy Walton.

Mają chemiczny posmak.

A na deser podała oczywiście lody firmy Walton!

Zwykle dzieje się tak, gdy jest bardzo cicho, na spotkaniu czy kolacji.

Nagle zaczynam czuć narastającą presję.

Jestem karany za dobre uczynki.

A gdy robię coś złego, jestem nagradzany.

Przewodniczę spotkaniom od czterech lat, a dostaję takie krzesło?

-Przestałem liczyć. -...muszę krzyczeć.

-Źli mają lepiej. -Taki korporacyjny tik.

-To poniżające! -Nie jestem człowiekiem?

Mógłbym nawet chodzić nago z piórem w dupie!

Przytłacza mnie chęć zrobienia czegoś niewłaściwego.

Powtarzam sobie,

że jeśli wybuchnę, zniszczę swoje życie.

Ale wtedy presja staje się większa.

Co wtedy robisz?

Najpierw mocno przygryzam język.

W ten sposób.

Potem unoszę podbródek.

Ale to zaczyna boleć, więc później po prostu gryzę się w dłoń.

-To działa? -Jak na razie.

Wszyscy chcemy czegoś konkretnego od życia.

Mówimy, że ludzie w końcu dostają to, na co zasługują. To nieprawda.

Może to kwestia tego, jak na to patrzysz?

Jesteś bardzo protekcjonalny.

Jeśli naprawdę jesteśmy w piekle,

a ja mówię, że mi gorąco, to niby mam negatywne podejście?

-Nikt tak nie uważa. -Ty tak.

-Ty tak uważasz. -Pytałem tylko,

czy może to kwestia postrzegania.

Całe życie jest postrzeganiem.

To, jak postrzegam życie, ma wpływ na to kim jestem.

A widzę to, że gdzie nie spojrzę, to ci źli zawsze mają lepiej.

Poświęcimy temu przyszłotygodniową sesję.

Teraz jestem ciężarem.

-Mam czuć się winny? -Nie jesteś ciężarem.

Ale zostało nam tylko 20 minut

i chcę dać Charlesowi szansę omówienia pewnych spraw,

z którymi zmaga się od przyjazdu do Nowego Jorku.

-Oczywiście. -Charles, proszę.

Cóż...

Nie znoszę arbuza.

Comments

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left