As primeiras 200 linhas.
72 GODZINY
Oto i kobieta wybrana przeze mnie najseksowniejszą lekarką w mieście!
Jednogłośnie.
Co tam? Tęskniłam w nocy.
Ja za tobą też. Ile osób ocaliłaś?
- Tylko trzy. - Wliczając mnie?
Mnie ratujesz codziennie. Przy tobie czuję, że żyję.
Jaki czaruś.
- Ktoś tu ma dobry humor. - Ano mam.
Artykuł w Adweeku wypadł świetnie.
Ale przystojniak. Słodko pochyla się nad biurkiem.
Nie słodko. Władczo.
To znak dominacji.
Jesteśmy power couple , kotku.
Mam jak najszybciej odpowiedzieć Mayo Clinic.
Gruba sprawa. Masz zostać szefową chirurgii, tak?
Tak, ale to chyba zła decyzja.
Właśnie zaczęliśmy tu razem nowy rozdział.
- Miami? Co się dzieje? - Dużo myślałam i…
- Co, kurwa? - …jestem gotowa.
Nie wierzę. No, kurwa, nie mogę.
- Naprawdę? - Co, kurwa? Nie!
- Nie na taką reakcję liczyłam. - Nie, kotku.
Jakieś randomy do mnie piszą
i wysyłają wirujące fiuty.
- O tym mówiłem. - Widzę, że jesteś zajęty.
Zajmij się tym i zadzwoń później.
Dobra, pogadamy później.
- Kocham cię. - A ja ciebie.
Wybawicielko.
Defibrylacja!
- Cześć, Joe. - Siema.
- Cześć! - Cześć, Tracy.
Świetna robota z prezentacją. Jestem z was dumny.
Dzięki.
Jest nasz nowy dyrektor kreatywny!
Nie zapeszaj, Barry.
Czekamy na oficjalną decyzję. Szampan do lodówki.
Wszyscy wiedzą, że szef chce ciebie.
Przestań. I co ty masz na nosie?
Smart okulary.
- Że co? - Projektuję kampanię tego badziewia.
Mają Internet, odtwarzają muzykę i nagrywają wideo.
Nagrywasz mnie?
Weź się tak dziwnie nie patrz.
Nazywają się Zboki 7000?
Firma ma całą kolekcję. Obczaj ten wisiorek.
To też kamera?
Seksowna ochrona.
Ty, może to będzie hasło?
- W życiu. - O tak.
- Nie. - Seksowna ochrona.
Nie wiem, w kogo celujesz, ale nie we mnie.
„Zobacz świat spomiędzy sutków”.
Obczaj to. Ktoś mnie dodał do jakiejś randomowej grupy.
- Co to? - Nie wiem.
Chłopaki. Panowie.
Za 24 godziny lądujemy w Miami, żeby oddać Masona Mosesa,
czyli pantofla Emily.
„Pantofla Emily”?
Stawcie się z uśmiechem. Do ciebie mówię, Hunter.
W dupie mamy twoje rozstanie, wielka biała pizdo.
Zapewniłem nam luksusowy domek,
który zasługuje na miano „mieszczącego się w budżecie”.
Kurde, jak cela w więzieniu.
Tak, to szemrana miejscówka. Bo jesteśmy biedakami.
- Co? - Ale na trzy dni Mason jest nasz.
Potem wsadzi fiuta do pierdla.
- Trzask! - Wiesz co? Pomogę im.
- Że co? - Siema, jestem Joe.
Któryś kretyn nie umiał wklepać numeru
i dodał mnie do tego chatu.
Spoko, też byłem młody i bez kasy.
Przychodzę z darami.
Macie tu… 200 dolców.
Uznajmy, że stawiam pierwszą kolejkę.
- Serio przelałeś im kasę? - Tak.
- No dobra. - Swój pozna swego.
Chłopaki piszą non stop.
Zapraszają mnie.
- Do Miami? - Chcą, żebym wpadł.
Joe, wchodzisz. Terry nie może się doczekać.
- Prezentacja gotowa? - Jasne.
Pozamiatam.
Dla każdego pokolenia nadchodzi chwila, gdy definiujemy, kim jesteśmy.
Bez kapy.
Kiedy jakieś dzbany slayują, mówimy: „Teraz my będziemy sigmami”.
Bo mamy niezłą odklejkę.
To jest nasz czas i będziemy oporowo rizzować.
Wódka premium Unlimited.
Rizzuj do dna.
Barry?
Rizzuj do dna.
Nie musicie bić braw.
- Nie trzeba. - Ale krindżówa.
Słucham?
Mówię, że krindż.
Wyjdźcie wszyscy, proszę.
Joe, zostań na chwilkę.
Twoje ostatnie trzy kampanie kompletnie nie trafiły do Gen Z.
Ta reklama Fanty, w której dwie butelki rozmawiają o zmianie zaimków
z „ona/jej” na „pyszna/orzeźwiająca”?
- Co to, kurwa, było? - Miało być inkluzywnie.
Sprzedaż poleciała na ryj.
Zarząd powiedział, że jeśli nie wygrasz kontraktu Unlimited,
będziemy musieli wybrać kogoś młodszego
na stanowisko dyrektora kreatywnego.
Może Daniela.
- Tego Daniela? - Tak.
Przestałeś rozumieć młodych ludzi.
Jeśli agencja ma przetrwać, nie możemy wyglądać na starych.
Pozwól mi odzyskać kontrakt z Unlimited.
Daj mi szansę.
Daj mi 72 godziny, Terry.
I go zdobędę.
Jeśli zdobędziesz kontrakt z Unlimited, pozycja dyrektora jest twoja.
Ale jeśli spierdolisz,
wylatujesz z pracy.
Nie spierdolę.
Nie mogę stracić tej roboty.
Chciałeś otworzyć własną agencję. Może to właściwy moment?
Poszedłbym z tobą.
Tak sobie gadałem. Przecież nie na poważnie.
Dziesięć lat wspinałem się po korpodrabinie.
Dziesięć lat! Nie chcę teraz zeskakiwać.
I co ja powiem Jen? Dopiero co razem zamieszkaliśmy.
Cholerne dzieciaki zapraszają mnie na imprezę.
Nie będę imprezował z bandą 20-latków. Wielkie dzięki.
Ty.
Barry, ten chat. Ten kawalerski.
Co z nimi?
Może to moja szansa,
żeby zanurzyć się w kulturze zetek jak nikt?
Moja propozycja kampanii trafi z ich ust prosto do prezesa!
Na pewno cię tam chcą? Może robią sobie jaja.
Nie wiem. Musimy się upewnić.
- Zobaczymy, co powiedzą. - Dawaj.
Przyjadę pod jednym warunkiem.
Ktoś coś pisze.
JAJA SOBIE ROBIMY!
Jaja sobie robicie, co?
Dobra. A jak zasponsoruję coś takiego?
HOTEL W MIAMI – 9 SYPIALNI
O KURWA, TAK!!!
Widziałaś moją farbę do brody?
Jest tutaj, ale po co ci? Podoba mi się twój szpakowaty look.
Siwiznę trzeba zdusić w zarodku.
- Była na dole? - Tak.
Wszędzie wszystko zostawiam.
Dokąd się pakujesz?
- Tylko nie panikuj. - Dobra.
Tak?
Nie dostałem awansu.
- Co? - Prezentacja nie wyszła.
Jak to?
- Niby jestem za stary. - Kurde!
Przykro mi.
Nie szkodzi.
Nie zgadzam się, że jestem za stary,
ale Terry tak uważa.
Według mnie to absurd, ale jest jak jest.
Ale spoko. Mam trochę czasu, żeby przemyśleć priorytety w życiu.
Ogarnąć się, pomyśleć, co jest dla mnie ważne.
Nowy rozdział oznacza zmiany.
Nie można się ich bać.
Na tym etapie życia chcę podejmować lepsze dla nas decyzje.
- Tak. - Więcej dla nas robić.
- Żyć bardziej dla nas. - Tak.
Jadę do Miami.
Co?
Pamiętasz ten chat z tymi chłopakami? Pojadę.
Poobserwuję ich w Miami i naprawię prezentację.
Jedziesz na wieczór kawalerski obcego faceta?
Tak.
Idiotka ze mnie.
Szlag.
Dobra.
Nie myślałaś, że się oświadczam, nie?
Myślałam. Po takiej mowie o ustatkowaniu się?
A co to ma wspólnego z oświadczynami?
Uklęknąłeś!
No bo się pakuję.
Dobra. Chwila.
Boże.
Kotku, chyba nie rozumiesz, jakie to jest ważne.
Wyjaśnię ci, dobrze?
Mogę stracić pracę.
Moje plany na wspólną przyszłość legły w gruzach.
Wybacz, kotku. O ślubie teraz nie myślę.
Słucham?
Co powiedziałeś? Co to znaczy?
Jesteśmy jeszcze dzieciakami. Dlaczego…
Nie jesteśmy młodzi.
Co się dzieje?
Co ja mam zrobić?
Czekać, aż dorośniesz?
Nie zmuszaj mnie do tego.
Baw się dobrze na kawalerskim.
To wiele znaczy. Dziękuję.
PIĄTEK
No comments yet. Be the first to leave one.