Les 200 premières lignes.
CERRO DE LA MUERTE, KOSTARYKA
Nie powinniśmy tu być po zmroku.
Ustawcie pułapkę u wejścia do jaskini.
Potrzebujesz lekarza?
Ja jestem lekarzem.
Niesamowite, prawda?
Nietoperze wampiry niewiele ważą,
ale mogą zabić zwierzę dziesięć razy większe od siebie.
- Co będzie przynętą? - Zgłaszasz się na ochotnika?
Zostawiam cię tu.
Zapłać mi teraz.
Zanim zajdzie słońce.
Masz tu kasę i dorzuć mi jeszcze maczetę.
GRECJA - 25 LAT WCZEŚNIEJ
Spadaj!
Tu będziemy mogli się tobą lepiej zająć.
Wszyscy są tu po to, by ci pomóc.
Michael, to Lucian. Lucian, Michael.
Michael wie o tym szpitalu więcej ode mnie.
Bądź miły.
- Cześć. - Cześć, Milo.
Mam na imię Lucian.
Chłopak, który był tu przede mną, miał na imię Milo.
Nie.
Też był nowym Milo.
A przed nim był inny nowy Milo.
Pierwszego Milo w ogóle nie pamiętam.
Jak długo tu jesteś?
Odkąd pamiętam.
- I jeszcze cię nie wyleczono? - Nie ma lekarstwa.
Brakuje czegoś w naszym DNA.
Jak kawałka układanki.
I dopóki tego nie znajdą,
przetrwamy tylko dzięki wymianie oleju trzy razy dziennie.
Co byś zrobił, gdybyś mógł być zdrowy?
Choć przez godzinę.
Nie myślę o tym.
Patrzcie na tych dziwolągów!
Lepiej nie wychodzić, kiedy kończą lekcje.
Jesteśmy jak Spartanie, garstka przeciw tysiącom.
Milo?
Milo?
Siostro?
Lucian.
Lucian!
Taką sprężynką?
Tę maszynę zaprojektował cały zespół naukowców,
a ty naprawiłeś ją długopisem?
W Nowym Jorku jest szkoła dla utalentowanych dzieci.
Myślę, że zdołam ich namówić, żeby opłacili twoje czesne
i pokryli koszty opieki medycznej niezbędnej w twoim stanie.
Mógłbyś się tam uczyć i doskonalić swoje umiejętności.
Masz talent, Michael.
Nie wybaczyłbym sobie, gdybym pozwolił mu się zmarnować.
„Drogi Milo, to nie jest pożegnanie. Znajdę dla nas lekarstwo,
żebyśmy mogli zostać zgryźliwymi starcami.
Twój przyjaciel, Michael.
P.S. Nie powinieneś był go otwierać. Teraz nie będziesz umiał go złożyć.
Do zobaczenia latem”.
Nie.
„Drogi Milo...”
- Możecie oddać mi list? - Co?
Oddacie mi list?
OK. Masz.
Proszę.
Proszę was!
Proszę!
Przestańcie.
Zostawcie go. Jazda stąd!
Pokaż mi się.
Ukradł mój list!
Milo, zostaw go.
Przestań.
A co będzie z Milo?
Zaopiekuję się nim. Potrzebuje mnie.
Michael Morbius jako 19-latek zrobił doktorat
i szybko stał się światowym autorytetem
w dziedzinie chorób krwi.
Wynaleziona przez niego sztuczna krew
uratowała więcej ludzkich istnień niż penicylina.
Michaelu Morbius, proszę odebrać
Nagrodę Nobla
z rąk Jego Wysokości króla Szwecji.
NOWY JORK
Nie wierzę, że zlekceważył pan króla Szwecji.
Króla i królową, ich poddanych, całą Skandynawię
i całe środowisko naukowe.
Kto robi coś takiego?
Oboje wiemy, że jestem trudny.
Ale zachowałem program uroczystości.
Tu jesteś.
- Dzień dobry, pani doktor. - Cześć, Anno.
- Zagramy? - Raczej nie.
Skoro wrócił doktor Morbius...
zagraj z nim i zobacz, jak to jest, kiedy się przegrywa.
To się nie zdarzy.
- Michael? - Tak?
Masz chwilę?
Jasne.
Nowy. Do twojej kolekcji.
Dr Morbius wpadł w tarapaty.
Zgadza się.
„Nie mogę przyjąć nagrody za produkt uboczny nieudanego eksperymentu”.
Światła, Lab Jeden.
Pierwsza strona: „Naukowiec z USA odmawia przyjęcia Nagrody Nobla”.
Wiesz, że ludzie lubią wystawiać czeki laureatom Nagrody Nobla?
Czują, że dobrze zainwestowali.
Dobrze by było, gdybyś zdążył wykorzystać ich dotacje.
Przepracowujesz się.
Czy twój szczodry dobroczyńca, Milo, wie, co naprawdę tu robisz?
A co naprawdę tu robię?
Mieszasz ludzkie DNA z DNA nietoperzy.
- Nie mam pojęcia, o czym... - ...mówię?
Coś ci się kojarzy?
Nie mam żadnych skojarzeń.
OK. Może to odświeży ci pamięć.
Nie radzę ci tam wchodzić.
To jest...
Akwarium. Tyle że dla...
latających ssaków.
Rozumiem.
Przyjaciele, których przywiozłem z Kostaryki.
Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
A mnie ciekawi, skąd znasz moje hasło?
Sześć pierwszych cyfr liczby Pi od tyłu. Twoje hasło do wszystkiego.
Powinieneś je zmienić.
Możesz przez to stracić licencję.
Nie będę już jej potrzebować, pani doktor.
Ale z drugiej strony, tobie będzie potrzebna.
Jest coś takiego jak „wiarygodne zaprzeczenie”.
Powinnaś mi podziękować.
To jedyne ssaki na ziemi,
u których wykształciła się zdolność żywienia się wyłącznie krwią.
Żeby ją pić,
te nietoperze wydzielają ślinę, która zawiera unikalne antykoagulanty.
Uważasz, że jeśli uda ci się wprowadzić geny wampira do twojego DNA,
twoje ciało wyprodukuje te same antykoagulanty.
Tak.
To by mnie uleczyło.
Za jaką cenę?
Fuzja różnych gatunków to dziedzictwo wpisane w nasze ciała.
Od tysięcy lat wirusy wprowadzają
swój kwas nukleinowy do naszego.
- To ewolucja – coś całkiem innego. - Ja tak nie sądzę.
Musimy przesuwać granice, podejmować ryzyko.
Bez tego nauka nie mogłaby istnieć.
Ani medycyna.
Nie byłoby przełomowych odkryć.
PROCEDURA ZAKOŃCZONA KOMÓRKI CHIMERA STABILNE
Próba dla kombinacji komórkowej 117.
Wytrzymaj.
Próba dla kombinacji komórkowej 117 zakończyła się...
porażką.
Nie chcę, żeby coś ci się stało.
Powinienem był umrzeć wiele lat temu.
Skoro przeżyłem, czyż nie po to, by to naprawić?
Aby uratować mojego przyjaciela Milo. I wszystkich takich jak my.
Ale nie w ten sposób.
Panie doktorze, Anna.
Rośnie gorączka i wysiadają nerki.
Wywołajmy śpiączkę, zanim dojdzie do udaru.
Sto miligramów propofolu.
Teraz.
Szybciej.
Wszystko w porządku.
Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Bardzo dobrze.
Bardzo dobrze.
Dziękuję, siostro.
A teraz sobie pośpisz.
Utniesz sobie długą drzemkę.
- Michael. - Tak?
Zadziałało.
Doktor Michael Morbius.
Jakiś kaleka przyszedł do szefa.
Michael! Chodź tutaj!
Dopóki jestem kaleką, nic ci nie grozi.
Spóźniłeś się.
Wypróbowywałem tę nowinkę zwaną „pracą”.
Ach tak. Chyba nie znam tego słowa.
Też tak myślę.
Na co ci aż taka ochrona?
Wygrałem w karty z rosyjskimi dżentelmenami.
- Nie uwierzyli, że mu się poszczęściło. - No właśnie.
Duże nieprawdopodobieństwo.
Jak się ma nasz ulubiony pacjent? Nadal pragnie skrócić swoje krótkie życie?
Oczywiście. Poza tym, spójrz na siebie. Fatalnie wyglądasz.
Powiedział człowiek ubrany w... Co to jest? Kołdra?
Wybacz, nie dostałem instrukcji, by się ubrać jak na pogrzeb.
No dobrze.
Zobaczymy się później. A co do ciebie...
moje drzwi są zawsze otwarte.
Brakuje nam ciebie w „Horizon”. Przydałby się twój umysł.
- Bawcie się dobrze. - Cześć, Nicholas.
Mam dobre wieści.
Chodźmy się przejść.
Jak się miewa Martine?
Dr Bancroft? Niedościgniona i genialna jak zwykle.
I nieznośnie upierdliwa.
Lecz dzięki niej nie łamię zasad. Czemu pytasz?
No comments yet. Be the first to leave one.