Las primeras 191 líneas.
Mówi Jiro.
To naprawdę działa?
Tak. Słyszę cię wyraźnie. W porządku?
Chyba tak.
Chyba? To nie brzmi dobrze.
Przepraszam.
Dałem się ponieść i zmasakrowałem gościa.
Rozumiem.
Nie martw się.
Na szczęście Ichika wzięła jednego żywcem.
Poważnie? A Reiji?
Na razie milczy.
W takim razie sprawdzimy, co z nim.
Dobrze, dzięki.
Nie działajcie pochopnie. W razie czego uciekajcie.
Jasne.
Jak mogłem się nie zorientować?
Jeśli nie zerwę połączenia z Jirem
albo, co gorsza, będę dalej wykorzystywał widmową energię w walkach…
Ej!
Rany!
Co ty wyprawiasz?!
Chciałem zwrócić twoją uwagę!
Zrelaksujemy się, gdy skończymy bawić się w opiekunki.
- Ruszajmy. - Dobrze.
No pięknie.
Zawsze miałeś talent do robienia uników w ostatniej chwili.
Tym razem postarałeś się szczególnie.
Shunjin.
Ciało ma pamięć mięśniową.
Nie zliczę, ile razy mnie tak zaskoczyłeś. To twój typowy ruch.
Shinji.
Teraz jestem po prostu „Shinji”, tak?
Zraniłeś mnie.
Już nie nazywasz mnie bratem?
Już dawno nie.
Brata straciłem tamtego feralnego dnia,
w którym nie dopełnił Rytuału Miecza.
Piekielna Nawałnica pochłonęła jego duszę.
Nie wolno uciekać przed prawdą, Reiji.
Nie jestem złudzeniem.
Piekielna Nawałnica nie pochłonęła mojej duszy,
a moje życie się nie skończyło.
Jestem tym samym Shinjim co dawniej.
Ale skoro mi nie wierzysz,
będę musiał ci to udowodnić.
Znam już prawdę.
Od pierwszego zamachu.
Przy każdym zetknięciu naszych ostrzy
echo jej głosu dźga mnie jak nóż.
Ten sam Shinji co dawniej?
Więc dlaczego stoisz po stronie mononoke?
To kwestia wygody.
Mogłem działać incognito i stawiać opór biuru.
To wszystko…
to twoja wina, Reiji.
A zaczęło się wtedy.
Ja cię!
Nieźle mi poszło, co?
Wspaniale, Reiji.
Shinji!
Tak, ojcze?
Ile razy już przegrałeś?
Urodziłeś się pierwszy. Nie masz wstydu?
Jesteś dziedzicem rodu Kirihara!
Oho!
Nie zrozum mnie źle, Reiji.
Jesteś mądry. Nie muszę ci tłumaczyć, jak boli przegrana.
Albo strach przed ciosem i połajanką od ojca. Ale…
Nie to było najgorsze.
Chcesz wiedzieć, co bolało mnie jeszcze bardziej, Reiji?
Świadomość tego,
że zacząłeś celowo ze mną przegrywać.
Nie bądź śmieszny! Wcale tak nie robiłem!
Zrobiłeś. Nieświadomie.
W przeciwnym razie ojciec by się zorientował.
Ale twoje ciosy powiedziały mi wszystko.
Przestałem przegrywać. Niemal się z tobą zrównałem.
Potem zacząłem wygrywać.
W końcu prawie zapomniałem, jak smakuje przegrana.
A ty…
nawet po przegranej szczerzyłeś się radośnie.
Na początku myślałem, że po prostu chcesz być miły.
Starałem się jeszcze bardziej.
Moje ręce były poranione od walki.
Pociłem się i znaczyłem ziemię własną krwią.
Ćwiczyłem technikę dziesiątki tysięcy razy.
A mimo to,
mimo wszystkich moich wysiłków,
wciąż byłeś dokładnie o krok za mną.
Nigdy więcej.
Nigdy mniej.
Odwracałem się, a ty tam byłeś.
I z uśmiechem powtarzałeś…
Jesteś po prostu za dobry, bracie.
Nie rozumiesz?
Nigdy nie byłem o krok przed tobą.
Traktowałeś mnie protekcjonalnie!
Może jestem starszym bliźniakiem,
ale to ty odziedziczyłeś ducha walki rodu Kirihara.
Ale ty byś nie zniósł
bólu tej przerażającej prawdy!
Słuchania tego dzień w dzień!
Tego poczucia beznadziei!
Właśnie dlatego, Reiji,
chciałem stać się silniejszy.
By być godnym dziedzicem,
godnym bratem,
a przede wszystkim odnaleźć swoją wartość.
Byłem gotów wykorzystać każdy możliwy sposób.
Przestań gadać bzdury!
To niby dlatego?
Dlatego zamordowałeś ojca?
Kirihara-ryu…
Onikubi-otoshi!
Tak.
Grzeczny chłopiec.
Znienawidź mnie. Okaż mi pogardę. Zapomnij o litości!
Chcę zobaczyć prawdziwego Reijiego!
To za mało. Zdecydowanie za mało.
Chcę więcej.
Więcej. Znacznie więcej!
No dalej!
Chcesz mnie zabić. Po prostu to zrób!
Dlaczego musiało tak być?
Czy to przeze mnie? Czy naprawdę go zmieniłem?
Czy to moja wina? Zmieniłem go w potwora?
O rany, było blisko!
Wybacz mi, Reiji.
Prawie odebrałem ci życie.
Ale nie mógłbym cię zabić, gdy jesteś tak wstrząśnięty.
Powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia.
Na dziś wystarczy.
Do zobaczenia, Reiji.
Dobrze cię było zobaczyć po latach.
Ale następnym razem zawalczymy na śmierć i życie.
Znowu to samo.
Dokładnie jak tamtej nocy.
Zostałem sam.
Czuję się fatalnie.
Ten przeklęty olbrzym.
Jakbyśmy grali w „Pacnij kreta”, tylko na sterydach.
To zmęczenie…
Płynie z czegoś więcej niż fizyczne urazy.
Nie ma innego wytłumaczenia.
Możemy pogadać?
Co? O czym?
Wiesz…
Jest coś, o czym ostatnio myślałem…
To będzie musiało poczekać.
Cwaniaku! Ledwo zdążyłem…
No proszę. Rago.
Tak dawno się nie widzieliśmy.
Życie chyba jest dla ciebie łaskawe,
stary przyjacielu.
Amagi?
To ciekawe.
Czyli wiesz o mnie wszystko.
Wygląda na to, że poznałeś już przeszłość Raga.
Kto by pomyślał, że jesteś taki szczery i wrażliwy, Rago.
Co za ironia.
Otworzyłeś przed nim serce,
a i tak musisz go pożreć.
Co?
Nie mów, że pominąłeś ten szczegół.
Ale w sumie to dość oczywiste, prawda?
Dwie istoty zamieszkujące jedno ciało.
Jak taki układ miałby przetrwać?
Mimo najlepszych intencji
ludzie i mononoke nie idą ze sobą w parze.
Wyjaśnię.
Każda próba użycia twoich widmowych mocy
będzie zużywać jego życiową energię.
Aż w końcu pochłoniesz ją całą.
Ej, Rago.
Pamiętasz, co zrobiliśmy temu olbrzymowi?
Zróbmy to jeszcze raz.
Co?
Słuchałeś tego, co mówił?
Słyszałem wszystko. I co z tego?
Co z tego?! Im dłużej używasz mojej mocy, tym mniej masz energii.
Tak, zrozumiałem.
Ale jeśli poddamy się strachowi, co z tego wyniknie?
Nie chcę być twoim lunchem.
Ale jeszcze bardziej nie chcę zginąć z ręki tego gościa.
Jeśli stracę jeszcze trochę energii na walkę z nim, to trudno.
Gdybyś nie był tak krótkowzroczny, przyznałbym ci rację.
Jesteś wyjątkowy, chłopcze.
Dość gadania!
Mimo to…
Poraża mnie twoja naiwność.
No comments yet. Be the first to leave one.