Οι πρώτες 200 γραμμές.
Co za hałas.
To dla niego wielka noc.
Zdobył dziewczynę, której pragnął.
- Tak? - Tak.
Po tym, jak pozbyliśmy się jej taty.
Tak.
Nie mogliśmy pozwolić, żeby dzieciak poszedł do więzienia za zabicie dziwki.
I tak była bezwartościowa.
I ten żałosny szeryf, który się z nią przyplątał.
Tak, i wiesz co, tato?
Mogłem się z nim zmierzyć.
I co by z tego wynikło?
Nie jesteś dobry z matematyki,
nie miałby wtedy panny młodej, prawda?
Teraz ją ma.
Opiekowałeś się tym dzieciakiem
od jego narodzin.
Teraz ma prawdziwą kobietę
i nie ma pojęcia, co z nią zrobić, więc myślę, że…
może powinienem dać mu kilka wskazówek.
Jeden brat myśli, że przyćmi drugiego.
Żartujesz sobie? Przynieś linijkę.
- Powinienem. - Pewnie.
Mamy linijkę w sypialni.
Każdej nocy poleruję tam buty.
Dzień dobry.
Tak o nim gadamy i się pojawił.
Przez drzwi, co?
Brat, podchmielony.
- No proszę. - Panowie.
Boże, proszę, pomóż mi.
Chodź.
Szukam kobiety,
niewysokiej, blondynki, w białej sukni,
najładniejsza jaką widziałeś w życiu.
- Już żonę zgubiłeś. - Jak myślisz, gdzie jest?
Co?
Robi coś, czego nikt nigdy dla ciebie nie zrobił i nie zrobi, tylko ona.
Upiększa się dla ciebie. Dla ciebie.
Spójrz na tę żałosną twarz.
Ona się upiększa, a on całuje drewno.
Och, Jocelyn.
Jocelyn, moja pani.
Nigdy nie dotknie twoich ust, synu.
Nigdy nie dotknie twoich ust.
Głupi pijak. Na zdrowie.
Za chłopców Callahan. Gratulacje.
Dobrze. Dziękuję, tato.
Czas przynieś ci kawy.
PIĘĆ DNI PÓŹNIEJ
Cześć, pielgrzymie. Grasz na tym?
Pewnie.
Dokąd zmierzasz?
Jadę spotkać się ze znajomym na następnej stacji.
Na stacji Rhykera?
Tam właśnie zmierzam.
Red Linstrom.
Billy Tyson.
Billy, miło cię poznać.
Przywiąż konia do wozu i wejdź na pokład.
- Przyda mi się towarzystwo. - W porządku.
Tak, Billy.
Widziałem cię w Mesilli.
Grałeś z jakimiś meksykańskimi dzieciakami i pozwalałeś im wygrać.
Ja pochodzę z Tennessee.
- Jedziesz po linii siatki? - Czasami.
Też to robiłem gdy byłem w twoim wieku.
Potem przypięli mi odznakę. I tak żyłem przez klika lat.
Aż młoda dama mnie uwiązała.
Założyłem firmę przewozową,
musiałem zarabiać na żonę i dzieci.
A ty? Masz dziewczynę?
Nie.
Nie chcesz się ustatkować?
Nie lubisz odpowiedzialności?
Nie.
Znałem kilkoro dzieciaków takich jak ty.
Ciągle się tylko zabawiali.
Co zrobisz u Rhykera?
Spotkam się ze znajomym na następnej stacji.
Miło, że ze mną jedziesz.
Pomocy!
Proszę zatrzymajcie się.
Pomocy!
- Pomóżcie mi! Proszę… - Wygląda jak…
Panna Miller i Sid Callahan.
Jocelyn!
Och, kochanie!
Przegapiliśmy wesele.
- Czas wracać do domu. - Pomóżcie mi!
- Mój brat czeka… - Puść ją.
Nie wtrącaj się, synu. To jest żona mojego brata.
Cholera! Ugryzła mnie w rękę!
Powiedziałem, zostaw ją.
Słuchaj, synku, ona wraca ze mną, zrozumiano?
Odpuść sobie, Sid.
Przepraszam?
To jest Billy Tyson.
Billy Tyson?
Nigdy o nim nie słyszałem.
On cię pokona.
Czy to prawda?
Wsiadaj na konia i wynoś się stąd.
Sugeruję, żebyś klepnął skórę i zszedł mi z drogi.
Sid, więcej szczekasz, niż gryziesz.
Wypływaj z krajobrazu.
Staruszku, pilnuj swoich spraw.
Odpuszczasz sobie, synku, czy jak?
Nie. Ale ty tak.
Cholera!
Możesz umrzeć…
albo porozmawiać o Zachodnim Teksasie i Ranczo Bonneville.
To jeszcze nie koniec.
Ani trochę.
Zobaczymy się później, kochanie.
Znajdź mojego tatę.
Spotkajmy się na ranczo. Dalej.
Dobrze się czujesz?
Tak.
W porządku.
Proszę pani, będzie dobrze.
Po woli.
Jedziesz niebezpiecznym szlakiem.
Ty też.
I nie otrzymałem odpowiedzi.
Ale ta kobieta jest żoną Jody Callahana,
a on zbiera ekipę poszukiwawczą.
Mam cię. Wszystko będzie dobrze.
Sida nigdy wcześniej nikt nie przegonił.
Był na to najwyższy czas.
Zabierzmy ją do wozu.
Mam z tyłu koce.
Niedługo będzie ciemno,
rozbijemy obóz w tamtym wąwozie. Jest tam źródło.
Przyniosę jej trochę wody.
Przyniosę jej trochę jedzenia.
Jutro będziemy u Rhykera.
Callahanowie będą tu za kilka dni.
Ostrożnie z wodą.
Odpocznij.
O nic się nie martw. Będzie dobrze.
Myślałem, że jest z tobą stary Callahan.
Nie, wyszedł kilka godzin temu, żeby sprawdzić, co u Jody'ego na ranczo.
Gdzie jest Sid?
Wrócił do domu, żeby się przebrać.
Co tam się u diabła stało?
Jakiś dzieciak się wmieszał. Billy Tyson.
Nigdy o nim nie słyszałem.
Sid go załatwił?
Była konfrontacja, ale Sid uderzył dziewczynę pięścią w twarz.
Wiesz, że Sid jest porywczy.
Tak, ale coś ci powiem,
widziałeś kiedyś wygrzewającego się na słońcu grzechotnika,
a potem rzuciłeś w niego kamieniem?
To jest Billy Tyson.
Mów co dalej.
Zrobiło się gorąco.
Sid pierwszy chwycił za broń.
Billy był szybszy.
Sid, ledwo wyciągał swojego Colta
i już patrzył na Billy'ego.
Dzieciak mógł go łatwo zastrzelić.
Ale czekał, patrzył jak się poci.
Stary Sid srał w gacie.
A ty gdzie byłeś, gdy to się działo?
Wpatrywałem się w lufę strzelby tego staruszka.
Myślę, że pojechali do tej stacji na Wild Horse Flats,
Rhykera?
Cóż, mamy tam Hardy'ego.
- Będzie na nich czekał. - Tak.
Lepiej wróćmy na ranczo i zdajmy raport,
Callahan chce mieć przewagę.
Ale nie chce problemów u Rhykera.
- Chodźmy zobaczyć się ze starcem. - Jedziemy.
Zrobiłeś coś niesamowitego,
narażając swoje życie dla tej kobiety.
Teraz jedziemy do Rhykera.
Spotkasz tam swojego znajomego?
Nie będzie go tam.
Nadal jedziesz z nami?
W porządku.
Sprawdźmy co z nią.
Cześć, słoneczko. Czas wstawać.
Myślę, że potrzebujesz wody. Ja na pewno.
- Proszę. - Dziękuję.
Dobra, wystarczy.
Zasłabniesz.
Jak długo tu jesteś?
Prawie tydzień.
Mój koń mnie zrzucił i uciekł dwa dni temu.
Zostałam bez jedzenia i wody.
Ciężkie przeżycia. Dokąd zmierzasz?
Mam wujka w St. Louis.
Znajdziemy ci dyliżans u Rhykera.
Mogę zapłacić, kiedy dotrę do St. Louis?
Nie musisz się o to martwić.
Mam mnóstwo towarów dla Rhykera.
Dam ci coś do ubrania.
Proszę. Zejdź z wozu.
Mam nadzieję, że będzie pasować.
No comments yet. Be the first to leave one.