Die ersten 200 Zeilen.
ANGLIA, 1939 ROK
I wtedy Księżyc przepadł.
Świat pogrążył się w mroku.
Bez błyskotki mamy, księżniczka zgubiła drogę do domu.
Z każdą chwilą las był coraz bliżej...
- Tato? - Tak?
Dlaczego księżyc odszedł? Mama już jej nie kocha?
Tak to jest.
- Raz na miesiąc księżyc musi odejść. - Dlaczego?
Tak zbudowany jest świat.
Teraz nic jej nie chroni.
Może pora, by nauczyła się dbać o siebie i najbliższych.
Z każdą chwilą las był coraz bliżej, gdy błądziła tak po nocy.
Bała się, ale nie traciła ducha.
Dlatego wyjeżdżasz?
Tak, ale jestem sprytny
i zawsze trafię do domu. Słowo.
Późno już. Dokończymy innym razem.
Bądź miła dla cioci.
Masz.
Co to?
Nie księżyc.
Miło z twojej strony. Nie zgubię.
Dobranoc, tato.
Wszystko dobrze, sir?
SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ NAD NIEMCAMI
- Nie tak formalnie. - Zatem miło poznać.
- Jack Wallace. - Wiem. To zaszczyt, sir.
Nie spodziewałem się misji z bohaterem.
Czym się wykazał?
W pojedynkę rozwalił 20 szkopskich czołgów w ich bazie.
- Co? - Wykonywałem rozkazy.
- Przestań. Zabiłeś ich setki! - Ale jak?
- Użyłem bomby. - Geniusz!
- Co robi bohater na misji zwiadowczej? - Idę, gdzie każą.
Dobry żołnierz!
- Takim nie ufaj. - Ty to kto?
Killian Deegan.
- Niewidzialnych chwała omija. - Zabawne!
- U nas mógłbyś za to oberwać. - Serio?
Co bohater i snajper robią na zwiadzie?
Spójrzcie...
to opuszczony teren.
Wojna się skończyła, prawda?
Bez mała. To może być nasze ostatnie zadanie.
- Naprawdę? - Przecież wygrywamy.
Morton.
Słuchajcie.
Skaczemy za sześć i pół kilometra. Zbiórka przy kościele. Zapamiętacie.
Sprawdźcie broń i bądźcie gotowi.
Padnij!
Pomocy!
Naciskaj na ranę!
Już po samolocie!
- Jaka sytuacja? - Nie wygląda to dobrze.
- Tu nie wylądujemy. - Nie będzie lądowania. Musicie skakać.
Przygotujcie się!
Co z Mortonem?
Bierz mapę i radio. Będziesz od łączności. Połapiesz się.
- Gdzie nas wywieźliście? - Oczyszczę teren. Pilnuj go.
Gdy wylądujesz, połóż się i czekaj na mnie.
To mój pierwszy raz!
Musicie skakać!
Nie skakałem nawet podczas ćwiczeń!
- Ręce przy sobie i pociągnij za linkę. - To znaczy?
WILKI WOJNY
- Wypchnąłeś mnie z samolotu. - A co?
- Nie jestem twoim żołdakiem. - Serio?
Trzymaj się mnie i milcz.
Masz. Gdy ci powiem, wymierz i strzel.
Za mną!
Ty świnio!
Wszyscy zdechniecie!
Nas są tysiące, wy angielskie kanalie!
Zostaw, niech go znajdą.
Nie mów mi, co mam robić.
Umrę jak bohater.
Nie rozumiem.
Zabiłeś nam tłumacza.
Gestapo?
Nie ma oznaczeń.
On też nie.
Mają takie opaski.
- Nie znam takich oddziałów. - Nie wyglądają na Wermacht.
Może to miejscowi bojownicy.
Nie powinno tu być żadnych działań aliantów.
Może nikt nas nie słyszał.
To Owens.
Ten sam symbol?
Najwyraźniej.
- Ściągamy go? - Wiedzą o nas.
Stój!
To żadna misja zwiadowcza.
- Zgadza się. - O co tu chodzi i kim jest ten błazen?
Kluczowym członkiem naszej misji. Masz nie spuszczać go z oczu.
Rusz się.
Trzymaj.
I to.
Mam cię.
Też mi bohater.
To nie zabawa!
Nie chciałem sprawić ci przykrości.
Nie ma w tym wszystkim chwały.
Dobra.
Dobrą masz pamięć.
Ktoś cię widział?
Jestem niewidzialny.
Gdzie Owens?
To taki zwiad?
Wejdź na wieżę i odpal radio. Daj znać, gdy się połączysz.
Droga Martho...
Chodzi o amerykańskiego naukowca,
profesora Hoppera.
Mieszka w Niemczech od ćwierć wieku. Mamy go zabrać do domu.
Pomoże nam wygrać tę wojnę.
Według Connora, jego kolegi po fachu, również każdą następną.
Naukowiec?
Connor jest z Harvardu. Zidentyfikuje Hoppera.
Mam też zebrać interesującą nas dokumentację.
O co chodzi?
O milion dwieście tysięcy ton trotylu.
Pierwszą bombę atomową.
Bombę?
- Nic nie powiedziałeś? - Bo jesteś mi potrzebny.
I raczej byś odmówił.
To się cieszę, że jest nas wielu.
Przynajmniej mamy tu bohatera.
Właśnie tutaj.
Nasi byli w kontakcie z córką Hoppera. Jest po naszej stronie.
Mieli wyciągnąć ich z Berlina.
Ale po przełomie Amerykanów w Ardenach,
SS przeniosło profesora do nieczynnej bazy lotniczej 10 kilometrów stąd.
To nasz cel.
Straciliśmy radiowca i sanitariusza.
Wszystko rozumiem, ale będzie ciężko.
W trzech i pół człowieka nie przejmiemy bazy.
Nieczynnej bazy.
Jeśli profesor jest tak ważny, z pewnością chroni go cała armia.
Jeśli nie odbijemy go do jutra w nocy,
nasi lotnicy zrównają bazę, profesora i jego badania z ziemią.
Możemy przejąć materiały.
Albo zginąć.
Najważniejsze, by nie dostali go czerwoni.
- Sowieci? - Ruscy?
- Lepiej od razu to zbombardujmy. - Musimy ustalić, co Hopper wie.
Jeśli może nam pomóc zwyciężyć, trzeba go zabrać.
- Masz coś? - Nie.
Gdzie oni są?
Pewnie go przenieśli.
Broń w pogotowiu. Zachować czujność. Idziemy.
Kapralu, weź Connora. Sprawdźcie lewą stronę.
Wallace, my zajmiemy się prawą.
Rosyjska.
Chryste!
To chyba sowieccy zawiadowcy.
Gdzie Connor?
Sam sobie sprawdź.
Zostawiłeś go!
Szlag!
Jest.
Hopper to geniusz.
Nie do wiary.
Chłopaki?
To ci sowieccy zawiadowcy.
Cholerni ruscy.
- Spóźniliśmy się. - Wracamy do domu.
- Najpierw znajdziemy Hoppera. - Żartujesz?
- Raczej już nie żyje. - Nie wiadomo.
Ci bojownicy są całkiem silni.
- Dokąd mogli zabrać Hoppera? - I po czyjej są stronie?
Raczej nie naszej. Co robimy?
Wiem o naszym agencie, węgierskim rolniku.
Mieszka jakieś 10 kilometrów stąd.
Nie odzywał się od lądowania w Normandii.
To 10 miesięcy.
Pewnie nie żyje.
Może. Ale musimy rozgryźć tych bojowników.
A jeśli on jest jednym z nich?
Nie ma planu ucieczki.
Bez profesora, nikt nas stąd nie zabierze.
Musimy zbadać każdy trop.
Stój!
To wasza ostatnia szansa.
Przystąpcie do nas. Będziecie bohaterami.
Niemieckie świnie! Przegracie!
Spokojnie. Poradzę sobie.
Nie chcę tego robić,
ale cię zastrzelę.
W serce czy w głowę?
Co?
To wiemy, po czyjej są stronie.
- Wchodzimy. - Nic z tego.
Musimy działać. Tam są kobiety i dzieci.
Zostajemy.
Stój!
Spokój, sierżancie!
- Tam są dzieci! - To rozkaz!
Jeśli strzelisz, oblezą nas. Zaszkodzisz misji.
- Nie wiemy, czy jeszcze mamy misję. - To nie twoja rodzina!
Bądźcie czujni.
No comments yet. Be the first to leave one.