Die ersten 200 Zeilen.
MIĘDZYNARODOWY TURNIEJ KARATE SAN FRANCISCO, ROK 1964
Powitajmy pana Bruce'a Lee
ze szkoły Jan Fan Kung-Fu.
HONGKONG, MIESIĄC WCZEŚNIEJ
Panie Ip,
ma pan nowotwór głowy i szyi.
To wczesne stadium, ale komórki rozsiewają się za szybko,
żeby pomogły zwykłe leki.
Szpitale oferują chemioterapię,
która kontroluje rozwój raka.
Proszę to przemyśleć.
Na początek proszę rzucić palenie.
Na zawsze.
IP MAN 4
APTEKA
Popraw pozycję.
Obróć tułów.
Właśnie tak.
Pięćdziesiąt razy.
Nie, człowieku. Nie tak.
- Co robisz? - Spokojnie, wyluzuj.
Chciałem tylko pomóc.
- Ktoś go rozumie? - Nie.
- Koniec zabawy. - Jesteśmy kung-fu braćmi.
- Uspokój się. - Nie rozumiem, co mówisz.
- Posłuchaj mnie! - Oszalałeś?
- Spuścić ci lanie? Spadaj! - Nie popychaj mnie.
- Wyjdź stąd! - Mówiłem coś!
Chcesz się bić? Nie ma sprawy.
Mistrzu.
Wielki mistrz!
Tak się cieszę, że pana widzę!
Jestem Billy, uczeń Bruce'a Lee.
Mam coś dla pana.
Mistrz chce, by przyleciał pan na turniej karate do Stanów.
Kupił panu bilet.
A to jego książka. Chciał, by pan ją dostał.
- Wszystko u niego dobrze? - Tak. Ma własną szkołę w Seattle.
A ja jestem z nowo otwartej w San Francisco.
Billy...
powiedz Bruce'owi,
że nie mam czasu.
Dziękuję.
Dziękuję.
Daj to mistrzowi.
Oddawaj mój komiks!
Oddawaj!
Panie Ip,
musimy wydalić Jina.
Nie może już chodzić do naszej szkoły.
Panie dyrektorze, proszę dać mu ostatnią szansę.
Obiecuję, że się poprawi.
Proszę dać mu szansę i pozwolić zostać.
To nie jest pierwsza bójka.
Poprzednio dałem mu ostatnią szansę.
Jeśli lubi sport,
może studia za granicą będą dla niego lepsze.
To nic poważnego. Tylko kilka ran.
Następnym razem uważaj.
Dziękuję, doktorze.
Pielęgniarka założy ci szwy.
- Gdzie twoja rodzina? - Doktorze.
Mistrz Ip!
Kopę lat.
Jestem Ming, syn cioci Liu.
Pańska szkoła kung-fu była kiedyś na naszym dachu.
Mama wysłała mnie na studia do USA, bo sprawiałem kłopoty.
Właśnie wróciłem i teraz tu pracuję.
- To imponujące, że byłeś tam sam. - Niezupełnie.
Jinowi nic nie jest. Proszę się nie martwić.
- Do zobaczenia. - Dziękuję.
Jin, otwórz.
- Mistrz Ip. - Bob! Wejdź.
Co się stało?
Ameryka jest bardzo daleko. Skąd ten pośpiech?
Lecę do San Francisco poszukać szkoły dla Jina.
Dobry pomysł. Wujek Ba też wysłał tam syna.
- Taki dyplom to szansa na lepszy byt. - Usiądź, proszę.
- Herbaty? - Nie trzeba.
Jin!
- Przywitaj się z wujkiem. - Skinął mi głową.
- Napij się. - Dzięki.
Bob.
Zaglądniesz do Jina, gdy mnie nie będzie?
Żaden problem.
Będę dzwonił codziennie o 22.00 waszego czasu.
Dobrze.
Nie dzwoń i tak nie odbiorę.
Nie martw się. Będę tu na czas i na pewno odbierze.
Nie bądź dla niego za łagodny. Zepsujesz go.
Muszę.
Chcę go wysłać za granicę, żeby nauczył się samodzielności.
Racja.
Nie polecę.
Sam leć, jeśli chcesz.
Podejdź, jeśli masz coś do powiedzenia.
Nie polecę tam. Nie zmusisz mnie.
Mówiłem ci tyle razy, że nie chcę się uczyć.
To nie dla mnie.
To co masz zamiar robić?
Mogę uczyć sztuk walki. Lubię kung-fu.
Nikt nie pozwoli ci uczyć.
A dlaczego nie? Ty uczysz.
- Powiedz uczniom, że to bez sensu. - Dość tego.
Bez uczniów dawno byś głodował.
Działasz wbrew własnych zasad. O wszystko winisz mnie.
Moja wina, że ukradli mi komiks, i że twój uczeń przegrał.
- Chcę uczyć, to też źle. - Dość.
Zawsze masz rację, a ja nigdy.
Nigdy mnie nie wspierasz. Gdyby mama żyła...
Przestań! Wyjdź stąd!
Ale już!
To tylko dzieciak. Bądź cierpliwy.
Nie przejmuj się.
Bob,
weź klucze.
Usiądź, proszę.
TURNIEJ KARATE
Szanowni państwo, zbliżamy się do San Francisco.
Czas lokalny to 11.15.
Man!
- Kopę lat. - Prawda.
- Musisz być wyczerpany. - Nie.
Samochód jest na zewnątrz, chodźmy.
- Wezmę to. - Dziękuję.
Dawno się nie widzieliśmy.
To prawda.
Gun, dlaczego przeniosłeś się do Ameryki?
Gazeta wysłała mnie do pracy nad nowym wydaniem.
Mieszka tu więcej Chińczyków.
Wielu wysyła tu dzieci do szkoły.
Najwyższy czas na Jina.
Chińskie Stowarzyszenie Dobroczynne przygotowało list polecający?
Rozmawiałem z nimi.
Przewodniczący Wan chce cię wpierw poznać.
Udamy się tam, jak tylko dotrzemy do Chinatown.
ŚWIĘTO ŚRODKA JESIENI
Przewodniczący Wan długo tu mieszka?
Jego rodzina żyje w Stanach od pokoleń.
Jego dziadek przybył tu w okresie gorączki złota.
Naprawdę troszczy się o rodaków.
Chodźmy.
Wujku Gwai!
- Dzień dobry. - Witaj.
- Mistrz Ip. - Miło pana poznać.
Jest pan Wan?
- Tak. - Mistrz Ip!
Mistrz Law.
Kopę lat. To naprawdę ja.
- Od dawna tu jesteś? - Mieszkam tu z rodziną kilka lat.
Też zamierzasz się tu przenieść?
Mistrz nie zamierza się przenosić. Może usiądziemy?
Oczywiście, tędy.
Mistrzowie, poznajcie mistrza Ip Mana.
Witajcie, bracia mistrzowie.
Najpierw proszę usiąść.
Zapraszam.
Przedstawię wszystkich.
Ci panowie są mistrzami kung-fu z Chinatown.
Mistrz Lau, styl Choy Li Fut.
Mistrz Chen, styl Szponu Orła.
Mistrz Han, styl Białego Żurawia.
Mistrz Chiu, styl Siedmiogwiezdnej Modliszki.
Mistrzyni Chiang, styl Xingyi.
Mistrz Lui, styl Dłoni Ośmiu Trygramów.
Mistrz Tam, styl Tán Tui.
- Mnie już znasz. - Jesteśmy starymi przyjaciółmi.
I przewodniczący Chińskiego Stowarzyszenia Dobroczynnego.
Mistrz Wan, styl Tai Chi.
Panie przewodniczący, bardzo dziękuję za pomoc...
Mistrzu Ip.
Jeszcze nie dziękuj.
Wiele o panu słyszałem.
Zjawił się pan w odpowiednim czasie.
Chciałbym prosić pana o przysługę.
Jak mogę pomóc?
W Chinatown mamy od dawna ustaloną regułę.
Szkoły kung-fu powinny przyjmować tylko chińskich uczniów.
Pański uczeń, Bruce Lee, nie tylko złamał tę regułę,
ale również wydał książkę,
w której po angielsku opisuje chińskie sztuki walki.
Skoro mistrz już tu jest,
może pomoże nam w tej sprawie.
CHIŃSKIE KUNG-FU: SZTUKA SAMOOBRONY
On uważa się za rzecznika chińskich sztuk walki?
Pański uczeń jest bezczelny.
Co więcej, zamierza wziąć udział w turnieju karate.
Prowokuje nas.
- Zdecydowanie nas prowokuje. - Właśnie.
Przeczytałem tę książkę.
Jest dobra.
Co złego w nauczaniu osób spoza Chin?
Mistrzu Ip.
Słyszał pan historię pana Dongguo?
Wilk został osaczony przez myśliwego.
Pan Dongguo zobaczył to i uratował wilka.
Schował go do swojej torby.
Kiedy myśliwy odszedł, pierwsze, co zrobił wilk,
to pożarł pana Dongguo żywcem.
Zwierzęta to zwierzęta.
No comments yet. Be the first to leave one.