Die ersten 200 Zeilen.
Mike!
- Co ty odwalasz? - Prowadzę, Marcus.
Zwolnij!
Za cztery minuty? Przyspiesz!
Mam przyspieszyć i jednocześnie zwolnić?
Kierują się na południe.
- Pędzą na 22nd Street. - Przyjąłem. Widzimy ich.
Zaraz rzygnę.
Ani mi się waż! To ręcznie szyta skóra. Połykaj.
Blokujemy 6th Street.
Ominąłeś zjazd!
Cholera! To ty pilotujesz. Dlatego tam siedzisz.
A w ogóle, gdzie masz okulary?
- Nie potrzebuję. - Gówno widzisz.
O, ku...
- Autobus! - Luzik.
Sorki, bogate białasy.
Jesteśmy czarni, ale z policji.
Później damy sobie mandat.
Nawet Batmobil nie trzyma się drogi jak moja sunia.
Wyciągnij mnie ktoś z tego demona szos.
Kuźwa.
Włącz mózg.
- Wyklepiesz sobie. - O nie, ty mi to wyklepiesz.
Policja, proszę zrobić przejście.
Przepraszamy.
Tata!
Ale jaja.
Jesteś dziadziusiem.
BAD BOYS FOR LIFE
Ale śliczny.
Po oczach widzę, że mój wnuk.
I uszach.
Oraz imieniu.
- Marcus Miles Burnett. - Ja mam tak na imię.
Nazwaliśmy go po tobie. Reggie wpadł na ten pomysł.
Wyraz szacunku do pana. Nie ma pan nic przeciwko?
Skądże.
Nie zmienia to faktu, że masz chajtnąć się z moją córeczką.
Wujku Mike, potrzymasz go?
O, nie.
Wujek nie chce się zarazić.
Nie ma mowy.
- Nie będę się powtarzał. - No weź.
- Przestań, i to już. - Taki słodziak.
Popatrz na niego!
Jak dojdziesz do siebie, to jestem na zewnątrz.
Mike, a dzidzia?
WIĘZIENIE SANTA MARIA IXCOTEL MEKSYK
Do roboty, panienki.
Jesteście beznadziejne.
Ruchy!
Aretas.
Aretas.
Biegiem!
Co jest grane?
Zatrzymać karetkę!
Mamo.
Synu.
MEKSYK
Nie rozpaczaj nad śmiercią ojca.
Kraty nie więżą już jego duszy.
Dał mi to, nim zmarł.
Jesteś już mężczyzną. W końcu dojrzałeś do tej misji.
Przywróć naszej rodzinie honor i szacunek.
Twój ojciec ukrył miliony dolarów, nim trafił do więzienia.
Tutaj są współrzędne.
Odbierzemy, co nasze.
Pieniądze pomogą nam się zemścić.
Ci, którzy zniszczyli naszą rodzinę,
zobaczą, jak to jest być ofiarą.
Ten zginie ostatni.
Det. Mike Lowerey był kierowcą pościgów
Podejdź tu, Marcus.
Zebraliśmy się tu, by wznieść toast za naszego kolegę.
Mam szczerą nadzieję, że twój imiennik pójdzie w ślady
swojego dziadygi
i będzie chronił nasze miasto.
Za Marcusa!
Niech dźwięk nazwiska "Marcus Burnett"
sieje postrach wśród łotrów przez długie lata.
Dziękuję wam. Wszystkim.
Razem z Mikiem patrolujemy ulice od 25 lat.
Ufam, że udało nam się coś zmienić.
Jesteście najlepsi.
Dziękuję. To zaszczyt z wami służyć.
PORT W MIAMI
Tatuś głęboko ukrył kasę.
Zapłacisz, nawet jak będą puste.
O mamusiu.
Skarb z oceanu. Słyszałem o nim historie, przejebane.
Starczy na omawiane materiały.
A nawet więcej.
To jest dla ciebie.
Co?
Mieliśmy umowę.
Właśnie ją renegocjuję.
Chodź tu.
Spójrz na mnie.
Ja nie renegocjuję.
Moja rodzina przejmuje władzę w mieście.
Przydadzą się lojalni pracownicy.
Kto chce mieć pracę?
Nie wydymasz nas?
Powtórz to.
Wrzuć na luz.
Daj sobie podwyżkę.
Zacznij od tego pliku na ziemi.
- Dobra? - Ta.
Teraz pracujesz dla mnie.
Ogarnij chłopaków,
nie wchodźcie mi w drogę, to was nie zabiję.
Ruchy, chłopaki. Pakujcie tę forsę.
Szybciej!
Mamo.
Tak, Armando?
Mamy je.
- Szybko poszło. - Mamy też nową bazę.
Spędziłeś tam tyle czasu, że brzmisz już jak cudzoziemiec.
Kończę z tym, Mike.
Znów zaczynasz?
Teraz będzie inaczej.
Coś we mnie pękło, gdy spojrzałem w te oczka.
Chcę patrzyć, jak malec dorasta.
Theresa nie pozwoli, byś siedział w domu,
pasł się i wszystko rozwalał.
Nie zostało nam już wiele z życia.
Czas naprawdę coś zmienić.
Gadaj zdrów. Moje życie nie może być lepsze.
Farbujesz sobie bródkę.
- Co? - Farbujesz bródkę.
Nic podobnego.
Odcień mocna kawa. Wszędzie poznam.
- Weź zmień temat. - Może to nie mocna kawa?
- Zmień temat. - Muszę cię o coś spytać.
Chcesz zostawić po sobie sportowe koszulki i listę trupów?
Tak naprawdę liczy się rodzina.
- Cześć, dziadek. - Hej, Rita.
Woli wyrażenie "dziadziuś".
- Dziadziuś? - Tak.
- Masz fotki, dziadziuś. - Proste, że mam.
Proszę.
Ale ma uszka!
O tak, to mój wnuczek.
Śliczny. Uwielbiam go.
Gratuluję, pani porucznik.
- Ponoć masz pokierować ZGON? - Super. Gratulacje.
- A co to? - Zaawansowana Grupa Operacyjno-Nawigacyjna.
Mały zespół przeszkolony w nowoczesnych metodach śledczych.
Zastąpią nas, stare wygi.
Albo nauczą czegoś nowego.
Cieszę się twoim szczęściem. Naprawdę.
Dziękuję.
Ale jesteś głupi.
- Dlaczego? - Idealnie do ciebie pasuje.
Bystra jak cholera.
Pewna siebie. Ambitna.
Nie była mi pisana.
A co ci jest pisane? Ponura śmierć w samotności?
Zazdrościsz mi.
Ile jesteś żonaty? 20 lat?
- 26. - Odpowiedz szczerze.
Kiedy ostatnio bzykałeś?
- Nie twój zasrany interes. - Właśnie.
Ile świetnych kobiet puścisz kantem?
Może i kochasz się często, ale czy byłeś kiedyś zakochany?
Pewnie. Byłem... zakochany.
Raz.
Bardzo dawno temu.
Nic nie mówiłeś.
Nie mówię ci wszystkiego, brachu.
Jedyne, co musisz wiedzieć, to że będę ścigał łotrów aż do setki.
Nawet nie gadaj o ściganiu ludzi po akcji w szpitalu.
Akcji w szpitalu? Co tam się niby stało?
Nie dałem ci szans, jak biegliśmy zobaczyć małego.
Cały bieg oglądałeś moje poślady.
Twierdzisz, że byłeś szybszy?
- Że mnie pokonałeś? - Tak twierdzę.
Co to, to nie.
Żal patrzyć, jak wracacie do przeszłości.
Nie rozciągaj się. To oszukiwanie.
- Kogo obstawiasz, kapitanie? - 50$ na zerwane więzadła.
Nie biegam za darmochę. Jakiś zakład?
Jak wygram, kończymy.
Zdajemy odznaki i odchodzimy na emeryturę.
Jak ja wygram, przestajesz pitolić o emeryturze
i patrolujemy ulice aż w furze odpadną koła.
- Złe chłopaki na całe życie. - Nie bardzo jesteście już chłopakami.
Wezwij karetkę.
Staruszkowi przyda się tlen i kroplówka.
Mówi o sobie.
Na miejsca. Gotowi. Start!
- Dasz radę, Marcus! - Gdzie się zgubiłeś?
Dasz radę! Oddychaj.
Dajesz!
Oddychaj!
Gdzie jesteś?
Wezwijcie pomoc!
Ranny policjant na Ocean Drive. 700. przecznica.
Trzymaj się.
No comments yet. Be the first to leave one.