Prvních 200 řádků.
Zamykamy na noc. Pora wracać do domów.
- Dobranoc. - Dzięki, Sara.
Bezpiecznego powrotu.
Pora wracać, skarbie.
Jeszcze pięć minut, proszę!
Meagan, słuchaj się mamy.
Dobrze, szeryfie.
Chodź.
Zuch dziewczynka.
- Dobrej nocy. - Dobranoc, szeryfie.
Migiem do domu.
- Szach mat. - Pewnie.
Załatwiłeś mnie, tato.
Wciąż jesteś najlepszy.
No dobrze, panie Liu. Pora zejść do piwnicy.
- Gramy w szachy! - Przestań!
- Już w porządku. - Przepraszam.
Nic się nie stało.
Gina zabierze pana do piwnicy i jutro rano pan wróci.
Jak ustaliliśmy. Pamięta pan?
Dobra z ciebie dziewczyna.
- Gina przyszła. - Chodźmy, panie Liu.
- Powoli. - Ostrożnie.
Dobrze nim się opiekujesz. Jestem wdzięczny.
Przekaż mamie, że jeśli chce, to może z nim spędzić noc.
Wciąż powtarza, że mu się polepszy.
Wyparcie jest u nas rodzinne.
No to widzimy się jutro.
Do jutra, panie zastępco szeryfa.
- Leć szybko do domu. - Robi się, proszę pani.
- Wszystko załatwione? - Najwyraźniej.
To leć do domu. Widzimy się rano.
Dobranoc, szeryfie.
POCZTA
96
Frank! Wstawaj!
Ruchy! Zbieraj się do domu!
Robi się ciemno.
Frank!
A chuj by to. Lauren cię ukatrupi.
Tatuś wraca do domu?
Już niedługo.
Obiecał być w domu przed zmrokiem.
Twój tatuś czasem jest zapominalski.
Zacznij się modlić. Zaraz przyjdę.
Cholera jasna, Frank.
Daj mi Panie dobry sen,
strzeż mej duszy w noc i w dzień.
Czuwaj przy mnie w nocy złej,
bym o świcie zbudziła się.
Meagan?
Tu babcia.
Podejdź do okna.
Nie powinnam.
Nikomu nie powiem.
To będzie nasz sekret.
- Obiecujesz? - Tak.
A obietnic nigdy nie łamię.
Tak bardzo tęskniłam.
Meagan, co robisz?
- Nie wyglądasz jak moja babcia. - To nie twoja babcia.
Jestem taka samotna.
Skarbie, proszę...
Wpuścisz mnie?
Meagan, nie!
FROM Zmierzch długiego dnia
Tekst polski: Power
Norman, nic ci nie będzie.
Tajemne wróżki już wracają znad Jeziora Łez.
Uleczą cię!
Nie... Szpony potworów weszły zbyt głęboko.
Powiedz moim przyjaciołom, że będę tęsknić.
A moim rodzicom, że się z nimi żegnam.
Norman?!
Nie, proszę!
Przyjacielu!
Proszę! Norman...
Ale wróżki wracają znad Jeziora Łez, prawda?
Uleczą go.
Przykro mi. Norman nie żyje.
A wtedy to po ptakach.
Musisz go przywrócić!
Czasem życie kopie po dupie, młody.
Mamo, Julie zabiła Normana!
Julie...
No co? Opowiadam mu historię.
Julie zabiła Normana!
Julie, co ty wyprawiasz?
Co stało się Normanowi?
- Potwory go zabiły. - Potwory?
- To dobre wieści. - Czemu?
Ponieważ potwory nie istnieją, słonko.
A jeśli one nie istnieją. to oznacza, że Norman wciąż żyje.
Naprawdę?
Baw się dalej.
Dobry.
Co tym razem?
Lauren znów was zwabiła na konkurs wypieków?
Skurwysyn.
- Co ci mówiłem, Frank? - Zrobiło się późno...
Jak masz dzieciaki, zabijasz okna deskami.
Zabijasz pierdolone okna deskami!
Nie...
Nie, nie mogę...
Chcesz chlać?!
Nie!
Facet musi chronić rodzinę, Frank!
Chronić swoją rodzinę!
- Patrz, co narobiłeś. - Przepraszam...
Przestań się mazgaić i patrz, co odpierdoliłeś!
Otwieraj oczy i patrz!
Spójrz, co narobiłeś!
- Patrz na nią! - Nie...
Nie!
Nie?
Nie możesz?!
Patrz na nią, kurwa!
Nie mogę...
Zamknij go. Rozumiesz?
Są twoje, ojcze.
Wiesz, o czym rano myślałem?
Jak jechałem poznać twoich rodziców.
Z tego, co pamiętam...
moje volvo z 1983 roku miało wysłużone hamulce
i drzwi pasażera się nie otwierały.
To auto było śmiertelną pułapką.
Nie, było świetne.
Potwornie się bałam, że rodzice cię nie polubią.
Wyszło inaczej.
Zdarza mi się wspominać stare czasy.
Jak to było kiedyś.
- Nie rób tego. - Czego?
Cholera.
Czemu na środku drogi jest drzewo?
Pewnie burza je przewróciła.
Wybiórcza ta burza.
Kilometr wcześniej był zjazd.
Trzeba będzie to ominąć.
Zepchnijmy drzewo kamperem.
To raczej nie zadziała, młody.
Tato, podnieś mnie.
Co one robią?
Możemy już jechać?
W drogę.
Jim!
Mamy umowę, szeryfie.
Nie możesz tu przychodzić.
Chcę zobaczyć się z synem, Donna.
Proszę.
Za mną.
Co jest?
Jesteś niczym wiersz.
Upiększasz wszystko wokół.
Nawet to miejsce.
Szeryf Stevens.
Cześć, Fatima.
Proszę wpadać częściej.
Zostawię was samych.
Nie zmienia się, prawda?
Co tutaj robisz?
Straciliśmy wczoraj kilka osób.
Naprawdę?
W jaki sposób?
Lauren Pratt i jej córeczkę Meagan.
- Lauren była... - Wiem, kim była.
Powinieneś przyjść na pogrzeb
i złożyć wyrazy współczucia.
Jestem trochę zajęty. Jeśli to wszystko...
To wszystko.
Tyle.
Myślałem...
Sam wyjdę.
Możemy wrócić do jakiejś namiastki cywilizacji?
- Może przegapiliśmy znak? - Nie ma takiej opcji.
Tato, dlaczego te wrony tak latały?
Nie wiem, kolego. Wrony robią czasem zabawne rzeczy.
Na pewno dobrze jedziemy? Nie widzę już autostrady.
Masz zasięg?
- Nie. - Zaraz musi być...
Co tu się...
Czemu wszystkie opony nie mają powietrza?
Przekazujemy ziemi Lauren i Meagan Pratt.
Niech ich życie poza tym światem będzie łaskawsze
i niech tajemnice ich żywota zostaną rozwikłane.
Bowiem w królestwie bożym ludzie zaznają spokoju...
Czemu się na nas patrzą?
Cholera.
I tego pokoju...
I tego spokoju zaznały teraz Lauren i Meagan.
- Zamknijcie drzwi. - Jim! To pogrzeb!
- W porządku. - Tato...
Z prochu powstałyście, w proch się obrócicie.
Wszyscy pamiętacie, jak to było u was.
Zostawcie tych ludzi.
Zajmiemy się tym z Kennym.
Amen.
Niech idą z Bogiem.
Może mi pan powiedzieć...
Wie pani, którędy...
Wyglądają na radosnych ludzi.
No comments yet. Be the first to leave one.