প্রথম 200টি লাইন।
SŁUŻĄCE
Urodziłam się w 1911, na plantacji Piedmont w Missisipi.
Od dziecka wiedziała pani, że będzie służącą?
Tak, proszę pani.
Ponieważ...?
Moja mama była służącą, a babcia niewolnicą.
Mama była służącą, babcia była niewolnicą.
Niewolnicą.
Marzył się pani inny los?
Co pani czuła, wychowując białe dzieci,
oddawszy własne rodzinie?
Czułam...
Wychowałam siedemnaścioro dzieci.
Opieka nad dziećmi białych to mój fach.
Aibee... Aibee...
- Cześć! - Aibee!
Umiem je usypiać, uciszać i zagonić na sedes,
zanim ich mama zdąży rano wstać.
Dzieci lubią tłuszczyk. I duże tłuste nogi. To wiem.
Jesteś miła, jesteś mądra,
jesteś ważna.
- Jesteś mądra... - Mądra...
jesteś miła...
jesteś ważna.
Bardzo dobrze.
Bardzo dobrze.
Pracuję u Leefoltów od 8.00 do 16.00, 6 dni w tygodniu.
Zarabiam 95 centów na godzinę. Razem 182 dolary miesięcznie.
Gotuję, sprzątam, piorę, prasuję i robię zakupy spożywcze.
Ale głównie opiekuję się Malutką.
I martwię się, że będzie gruba.
Mae Mobley.
Królową piękności też nie będzie.
Za godzinę spotkanie. Sałatka gotowa?
- Tak. - W jajkach dla Hilly nie ma papryki?
Wygląda na szytą w domu?
Jak pani skończy, nikt nie pozna.
Dziękuję.
Pani Leefolt przytula Malutką tylko raz dziennie.
Mocno ją chwycił poporodowy blues.
Niejeden raz to widziałam.
Bo dzieci rodzą dzieci.
A młode białe panie z Jackson
rodziły na potęgę.
Z wyjątkiem pani Skeeter.
Ani męża, ani dzieci.
KOLOROWI
REDAKCJA "DZIENNIKA JACKSON"
Dzień dobry.
- Eugenia Phelan... - Proszę.
REDAKTOR NACZELNY
Eugenia Phelan, panie Blackly.
Zamknijcie drzwi!
Jeszcze się okaże, że papierosy są zabójcze.
Popatrzmy, co pani umie.
Redaktorka szkolnej gazetki.
Redaktorka pisma na uniwerku.
Dwa fakultety.
Redaktorka biuletynu.
- A gdzie życie towarzyskie? - To istotne?
- Masz referencje? - Tak.
Proszę.
To odrzucenie podania.
Nie do końca. Pani Stein uważa...
Stein?
Elaine Stein, Harper and Row, Nowy Jork.
O Boże.
Chcę się zająć pisaniem na serio.
Zgłosiłam się, ale pani Stein...
Powiedziała "nie".
Aż nie zdobędę doświadczenia.
Widzi pan?
"Wielki potencjał. Proszę popracować i zgłosić się ponownie".
Chryste, niech będzie. Umiesz sprzątać?
- Przepraszam, sprzątać? - Tak.
Daj to pudło.
Pani Myrna dostała małpiego rozumu.
Wypiła lakier do włosów czy coś.
Przeczytaj jej dawne teksty.
I w tym samym stylu odpisuj na listy.
Nikt się nie połapie.
Wiesz, kim jest pani Myrna?
Czytuję jej artykuły.
"Artykuły"? To porady o sprzątaniu.
Osiem dolarów tygodniowo. Tekst na czwartek.
Halo?
Lou Ann, skarbie, nie teraz, jestem w pracy.
Co? Zamknijcie te cholerne drzwi!
Mamo, spóźnimy się na brydża!
Pani Hilly była pierwszym dzieckiem z dzieckiem.
...trzy...
Jej poród stał się jedenastym przykazaniem.
Bo kiedy tylko urodziła,
jej koleżanki od brydża poszły w jej ślady.
Minny, idź po mamę!
Pani Walters, prosimy na dół!
Jestem tu.
- Od dawna. - Dostanę zawału.
Zaraz. Pomogę pani.
Proszę to zdjąć, jest 37 stopni.
- Serio? - Tak.
No to zakładam.
- Szybciej, Minny. - Już.
Torebka.
Wezmę ciasto.
Zaraz, pani Walters!
Kiedy pani Walters zwapniały tętnice, córka wzięła ją do siebie
i zwolniła służącą, by zrobić miejsce dla Minny.
Minny to najlepsza kucharka w Missisipi
i pani Hilly o niej marzyła.
Cztery lata temu zmarł mój syn, Treelore.
Odechciało mi się wtedy żyć.
Ale Bóg i Minny mi pomogli.
To moja najlepsza przyjaciółka. Szczęście, że na nią trafiłam.
Śmierć syna zasiała we mnie ziarno goryczy.
Zaczęłam się czuć obco.
Nie.
Wypiłaś dwie szklanki soku. Wiem, że musisz siusiu.
Dam ci dwa ciasteczka.
Mae Mobley, ty siusiasz!
Dziewczyny już tu są, a stół nienakryty.
Mae Mobley robi siku, mamo.
Idź do siebie.
Wyłóż widelczyki deserowe.
Posadź mamę, zanim złamie biodro.
Jeszcze nie ogłuchłam.
Dziewczyny.
Zobacz, czy Aibileen przygotowała ambrozję.
To dla pani Hilly.
Wygląda jak zwycięski koń na derby.
Cała w kwiatach i wstążkach.
Nie mogą być z papryką.
Odpuść mi, Panie, ale zabiję tę kobietę.
Zaczęła znaczyć ołówkiem papier toaletowy.
Naprawdę?
Przynoszę swój własny. Wariatka o tym nie wie.
Pani Leefolt użyła tyle lakieru,
że jak zapali, wylecimy w powietrze.
A zapali na pewno!
- Masz ambrozję? - Pewnie.
Zaraz wracam.
"Światło przewodnie".
Dzień dobry, pani Walters.
Oglądam serial.
Nie jest boski?
Wybaczcie spóźnienie.
Wróciłaś!
I ja się stęskniłam.
Nasza długodystansowa Skeeter.
Myślałyśmy, że już zostaniesz na uczelni.
Nauka trwa 4 lata, Jolene.
Zaplanowałam ci wspaniałe lato.
Świetnie.
Odebrałam dziś rano małą czarną z pralni.
Co?
- Jeśli chodzi o dzisiaj... - Co?
Skarbie, Stuart musiał odwołać.
Znowu?
Zatrzymali go na platformie.
Daleko od brzegu.
Zaczynam podejrzewać, że Stuart to wytwór twojej wyobraźni.
Daj sobie spokój.
Nałożę sobie coś.
Przepraszam!
Od dziś mam pracę.
W "Dzienniku Jackson".
Tylko idioci by cię nie zatrudnili.
Za Skeeter i jej posadę.
Ostatni przystanek przed ślubem.
Dostałam "Kącik pani Myrny".
Mogę pogadać z Aibileen?
Poradzi mi, co mam pisać w odpowiedzi na listy.
Moja Aibileen?
A wasza Constantine?
Odeszła od nas.
Ojej, Skeeter, tak mi przykro.
Tak czy siak... nie wiem, co na te listy odpowiedzieć.
Byle to nie kolidowało z jej pracą.
Nie widzę przeszkód.
Rezydencja Leefoltów.
Zastałam Elizabeth?
Ma gości, coś przekazać?
To, że znów dzwoniła Celia Foote.
Spróbuję jutro.
Tak, proszę pani.
Przepraszam...
Szukam pomocy domowej. Zna pani kogoś, kto szuka pracy?
Nie, proszę pani.
No dobrze. Celia Foote...
Emerson-684. Do widzenia.
Ale mnie przestraszyłeś!
Już pora obiadowa, a ja nagle zgłodniałem.
Doprawdy!
Jeszcze nie skończyłam.
Kto dzwonił?
Pani Celia Foote.
Ani myślę oddzwaniać.
Nie rozumie aluzji, co?
Celia Foote?
Ta okropna żona Johnny'ego.
No comments yet. Be the first to leave one.