أول 200 سطر.
Ta wyszukiwarka to wirtualna kopalnia informacji,
WITAJCIE AMERYKAŃSCY PRAWNICY DS. NIERUCHOMOŚCI
dająca prawnikowi nieograniczoną kontrolę.
Zmywam się. Spróbuję zdążyć na samolot o 14.00.
A seminarium? Nie było jeszcze przerwy.
- Tak nie można. - Spoko. Kryjcie mnie.
- Nagrajcie wykład. - No, dobra.
- Daj swój identyfikator. - Tak.
Dostaniemy na niego dwa darmowe drinki.
STARA SZKOLA
Dzień dobry.
Na lotnisko, proszę. Spieszy mi się.
Ma pan zepsute pasy.
I co mam teraz zrobić?
Przestań pan być taką ciotą.
Siedzisz pan z tyłu.
Jezu.
Nie mówiłem?
Wróciłem.
Wróciłem.
Hej, piesku.
Dobry piesek, Orson. A gdzie pani?
Skarbie?
Heidi?
Heidi?
Mitch!
Już wróciłeś? Ale mnie przestraszyłeś!
Ja ciebie? Przez chwilę myślałem, że...
Nie chce mi to przejść przez gardło.
To...
twarde porno.
Tak, wiem.
Nie krytykuję cię. Nie ma się czego wstydzić.
Muszę przyznać, że to działa. Spróbujmy tego.
- Tak się sama zabawiasz? - Zaczekaj.
Sam to czasem robię, ale oglądam wtedy pisemka.
- Musimy pogadać, Mitch. - Jesteśmy!
Proszę cię o szczerość.
Powiedz, że to się zdarzyło po raz pierwszy.
Mam być szczera czy powiedzieć,
że to był pierwszy raz?
- Co ci odbiło? - Nic!
Próbowałam ci to powiedzieć.
Co? Kiedy?
- Cały czas! - Na przykład?
- Jak jesteśmy w łóżku. - W łóżku?
Myślałem, że to tylko brudne gadki na podnietę.
Tak, tyle, że ja mówiłam serio.
To były dość perwersyjne rzeczy.
Musisz przyznać,
że nasze życie nie należy do najbardziej ekscytujących.
To zupełnie inny rodzaj satysfakcji.
Chodzi tylko o seks.
Przepraszam.
- Dobry wieczór. - Pan do kogo?
Na zbiorowe rżnięcie.
Jesteś blady jak dupa, Mitch. Oddychaj.
Musisz nabrać kolorków.
- Nie chcę oddychać. - Powinieneś być z siebie dumny.
Wiesz, jak trudno o laskę z taką fantazją jak Heidi?
Takie laski rodzą się raz na sto lat.
Ja takiej nie szukałem.
Kolumb też nie szukał Ameryki,
a wszystkim wyszło to na dobre.
Jakoś to przeżyjesz.
Dzięki, że jesteście przy mnie.
To najlepszy dzień mego życia.
Co ty wygadujesz, Franklin? Bierz nogi za pas, póki możesz.
- Co takiego? - Przerwij ten cyrk, Frankie.
Teraz albo nigdy.
Zwiewaj, póki jeszcze jesteś kawalerem.
- Nie jestem kawalerem. - Jeszcze jesteś.
To najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przydarzyła.
Za pół roku wszystko się zmieni.
Spójrz na mnie. Żona, dzieci.
Czy ja wyglądam na szczęśliwego?
Widzisz wyraz twarzy mojej żony?
Cześć, skarbie. Jestem pod lupą 24 godziny na dobę.
Już za późno, Beanie. Daj spokój.
Pozwól, że jako pierwszy ci pogratuluję.
Jedna pipka do końca życia.
Bardzo mądrze. Tak trzymać.
- Nie słuchaj go. - Podaj mi inhalator.
Dziękuję, tato.
Tylko prawdziwego twardziela stać na oddanie anioła.
Wyglądasz przepięknie.
Wspaniale.
Ukochani w Panu.
Zebraliśmy się tu, aby połączyć Franklina i Marissę...
Nie rób tego!
Zaschło mi w gardle. Przepraszam. Sporo palę.
Proszę kontynuować.
Odwróć się
Co jakiś czas dopada mnie samotność
A ciebie nigdy nie ma
Odwróć się
Co jakiś czas mam dość
Słuchania własnego płaczu
Odwróć się
Co jakiś czas martwię się
Że najlepsze już za mną
Odwróć się
Co jakiś czas boję się
Ale wtedy widzę twoje cholerne spojrzenie
Odwróć się
Jaskooki
Co jakiś czas rozpadam się
Odwróć się
Jasnooki
Co jakiś czas, kurwa, rozpadam się
Potrzebuję cię tej nocy
Bardziej niż kiedykolwiek
...to spojrzenie
I teraz wiem, że potrzebuję cię bardziej...
Mitch Martin?
Tak.
Nicole!
Mój Boże!
To nie do wiary!
To naprawdę ty?
Oj!
Boże.
- Co ty tu robisz? - Przyjechałam na wesele.
Słyszałem, że przeprowadziłaś się do...
- Gdzie to było? - Do Denver.
Słoneczny stan. Denver!
Wspaniałe miasto!
Ale niespodzianka.
- Dobrze się czujesz? - Nie...
Życie mi się trochę
skomplikowało.
Marissa wspominała o twojej dziewczynie. Przykro mi.
Prawdę mówiąc, nie chodzi tylko o to.
Składa się na to wiele rzeczy.
Mieliśmy psa, wspaniały dom, ale to wszystko...
Po prostu...
Wiesz co? Napij się tego.
- Co to jest? - Kawa.
Jezu!
Przepraszam! Proszę, tylko...
Zaraz to wytrę. Tylko...
- Nie! - Co ty z nią wyprawiasz?
Mitch, przestań! Ja się tym zajmę.
To nie wypada. Przestań.
Łazienka jest za rogiem.
Mitch, skarbie? Słyszysz?
- Wyjdź na powietrze. - Zaczekaj.
Tak?
- Przeproś ode mnie Nicole. - Nie ma sprawy.
Hej, Marissa!
Prawdziwa z ciebie dama.
Chciałbym powiedzieć...
- Nie słychać cię! -... że bardzo się cieszę...
Przepraszam.
Jestem bardzo dumny, że mogę uczestniczyć w dzisiejszej uroczystości.
Cieszę się z obecności taty Franka. Nie widziałem go osiem lat.
Miło pana widzieć. Gratuluję.
Kocham cię, tato!
Prawdziwa miłość to rzadkość.
Człowiek się łudzi, że ją znalazł,
wraca kiedyś wcześniej do domu z San Diego,
a z łazienki wyskakuje dwóch nagusów
z przepaskami na oczach, gotowych przelecieć jego laskę...
I na tym koniec. A ja dodam tylko,
iż Mitch chciał powiedzieć, że prawdziwa miłość jest ślepa.
Wznieśmy kieliszki.
Niech żyje młoda para.
Na zdrowie.
Kocham cię, Frankie.
Żaden ze mnie orator.
Kocham cię. Gratuluję.
Mieszkasz w samym centrum miasteczka uniwersyteckiego.
- Ekstra. - Jak ci się to udało?
Poszło jak po maśle.
Zmarł ostatnio pewien profesor, który mieszkał tu od 30 lat.
Wspaniale!
Ekstra.
Mały drobiazg.
Na nowy początek.
Dzięki.
To był mój prezent ślubny dla ciebie.
Ten model?
Nie, dokładnie ten.
Przepraszam.
Czuję się zażenowany.
Nie ma sprawy.
Mam nadzieję, że się przyda.
Jest super. Dzięki.
Ale chata.
- Podoba się? - I ty jesteś nadal w dołku?
To najlepsza rzecz, jaka nam się w życiu przydarzyła.
- Nam? - Tak, nam.
Nie bądź samolubem. Wysłuchaj mnie.
Tam wstawimy barek.
Kilka foteli, jakaś lepsza kanapa. Jest też miejsce na jacuzzi.
Max, zatkaj uszy.
Dupy będą nam się tu pchały drzwiami i oknami.
I to same dwudziestki.
Brzmi świetnie,
ale muszę mieć trochę czasu, aby się pozbierać.
No comments yet. Be the first to leave one.