As primeras 195 linias.
JAK DZIECIAKI ŚPIEWAJĄ
Jason, świetnie wyglądasz.
Dałeś czasu.
Nie zgadzam się.
Wyglądasz genialnie!
Jesteś gwiazdą.
Uwierz w swoje marzenia.
Dziękuję.
Zgasiłeś kiedyś cygaro na karku Gilberta Gottfrieda?
Bo ja tak i nie słyszałam nic gorszego od jego wrzasków.
Do dziś.
Gratulacje, to było żenujące.
Skręciłam kostkę!
Jeszcze jedno. Jeśli udajesz hetero,
to ośmieszasz się.
17 milionów ludzi obejrzało to wczoraj.
Mam lepsze rzeczy do roboty niż oglądanie Jenny upokarzającej dzieci.
Więc nie obchodzi cię to, że Shayla przeszła dalej?
- Jak? Przecież fałszuje. - Cóż mogę powiedzieć?
Publika uwielbia jej historię.
Wiedziałaś, że obie jej matki są seryjnymi morderczyniami?
Oto Ameryka.
Tęskniłeś za mną na urlopie?
Oczywiście. Nie tak, jak za moją porwaną żoną,
ale dostałem ładną kartkę świąteczną od Avery i Kim Dzong Una.
ŚMIERĆ IMPERIALISTYCZNYM WILKOM I WESOŁEJ HANUKI
Spędziłem sporo czasu z Liddy.
Jest jak szklaneczka whisky w ciele człowieka.
Miękniesz, Donaghy?
Mogę ci polecić dobrego ginekologa.
- Nie zapytasz o moje...? - Nie.
Wiem, co robiłaś w święta. Pojechałaś pociągiem do rodziców.
W Wigilię zapomniałaś, że ajerkoniak ma alkohol,
i pokłóciłaś się z ciotką o to, kto powiesi gwiazdę na czubku choinki.
Była moja kolej. Przez toczeń można się wpychać?
Dostałaś dwa brzydkie swetry
i dałaś tacie książkę o wojnie, którą już miał.
Naprawdę myślisz, że wiesz o mnie wszystko?
Po sześciu latach, tak.
Są aspekty mojego życia, o których nie wiesz nic.
Zdejmij kurtkę.
Jeśli nie założyłaś swetra z poczucia winy,
dam ci 1000 dolarów.
Pomyliłeś się. To nie były swetry.
To atrapy koszuli!
Szczęśliwego Nowego Roku!
ROCKEFELLER PLAZA 30
Dzień dobry, panie Rossitano.
- Szkoda, że idzie pan do piekła. - Nie szkodzi. Jak święta?
Cudownie.
Wielebny Gary wszystko obliczył i wiecie co?
Jutro nastąpi koniec świata!
- Cieszysz się z tego? - Oczywiście.
Nie zobaczymy się w niebie, panie Spurlock.
Z drugiej strony, w piekle dla czarnych jest szafa grająca.
Czyli myślisz, że to twój ostatni dzień na Ziemi?
Myślenie zostawmy innym religiom.
Chcesz coś zrobić przed śmiercią?
A czy niebo jest niebieskie?
Tylko do jutra, potem stanie w ogniu.
To idź i to zrób.
Przeczytałam pewien cytat na opakowaniu tamponów.
„Pracuj, jakbyś nie potrzebowała pieniędzy.
Kochaj, jakby nikt cię nie zranił.
Tańcz, jakby nikt nie patrzył.
Rozkoszuj się naszymi tamponami”.
Wie pani co? Zrobię to. Dziękuję!
Tak po prostu dałaś mu wolne? To miło z twojej strony.
Jestem miła. Bo jestem szczęśliwa.
Szczęście sprawia, że jestem miła.
A może jestem w dobrym humorze, bo nie obciąża mnie
zbędny materiał na tułowiu.
- Co to znaczy? - Chciałbyś wiedzieć.
Mam dobre wieści.
Jestem w krzyżówce magazynu People.
Hasło na pięć liter: „Jak ma na imię Jenna Maroney?”.
Gratulacje.
Jestem na topie dzięki Jak dzieciaki śpiewają.
Kiedy googlujesz „Jennę Maroney”, wyskakuję jako pierwsza.
Nie ta Jenna, która poraziła prądem konie.
To byłaś ty.
Wrócę na próbę po nagraniu programu.
Idzie talent!
Wcale nie jestem zazdrosny o Jennę,
ale jeśli ta jasnowłosa szczeżuja każe mi czekać,
podpalę swoją garderobę.
Przecież wiesz, że to ty jesteś prawdziwą gwiazdą.
Wiesz co? Nie będę się w to bawiła.
- Strzelam focha. - Jasne.
I wiem, że zaraz ci przejdzie, więc pominę tę męczącą procedurę.
Powinnaś mnie kontrolować. Tym zajmuje się Liz Lemon.
Masz 42 lata.
Zrobiłem test na wiek. Wyszło na to, że nie żyję.
- Miałam do ciebie dzwonić. - Idziesz na nagranie?
Zaczynamy tydzień własności publicznej.
Dzieciaki będą śpiewać największe hity,
za które NBC nie musi płacić.
- Cudownie. - Więcej kasy.
Ten program to dojna krowa.
W odróżnieniu od Krowy z kasą i nieudanej kontynuacji Taryfy z kasą.
Spróbuj przejechać na krowie przez Manhattan.
Zwierzę spanikuje.
Miałam do ciebie zadzwonić,
bo zastanawiałam się, dlaczego dostałam maila
Wiem, że jesteś przybita po samotnych świętach.
Wcale nie.
I nie potrzebuję tego durnego portalu.
A co, jeślibym ci powiedział, że twój pierwszy kandydat spalił sobie krocze
w swojej cukierni?
- Nie jestem zainteresowana. - Pięć minut.
Zaczyna się, muszę iść.
- Do zobaczenia. - Pięć minut do nagrania.
- Giń, blond suko! - Dziękuję.
To pańska córeczka? Jest urocza.
Dzięki. To mój aniołek.
Ma na imię Liddy.
To dziwne, moja córka...
Muszę ci przerwać, Liddy.
Fatalny wybór. Nie trafiałaś w dźwięki.
Będę z tobą szczera. Dziwacznie wyglądasz.
Nawet jeśli umiałabyś śpiewać, to byłoby jak jedzenie steka ze śmietnika.
- Zrobiłem tak kiedyś. - Zostaw Liddy w spokoju!
Cisza, teraz moje powiedzonko.
Sebastianie, mam kilka opcji.
- Super, dawaj! - To twój program?
Liddy, wracaj do łona matki!
Wracaj do łona matki.
Wracaj do łona matki, Liddy.
Trzecie wyszło najlepiej, a na pierwszym słychać jej płacz.
Podoba mi się to. Genialne!
- Witam, panie Hornberger. - Co ty wyprawiasz?
Ta naklejka z banana była na suficie od lat.
Wreszcie ją zdrapałem.
Posłuchaj, możesz dziś robić, co chcesz!
Wiem. Czy to nie wspaniałe?
Wreszcie spełniam swoje wymarzone obowiązki.
Pokaż to.
„Zdrap naklejki z sufitu. Napraw brzęczenie,
które tylko ty słyszysz.
Ustaw przekąski na stole według koszerności”.
To nie należy do twoich obowiązków.
Dlatego to wymarzone obowiązki.
Jeśli to byłby mój ostatni dzień na Ziemi, byłbym z Paulą i wyznałbym,
że kocham jej siostrę bliźniaczkę.
Kenneth!
Właśnie widzieliśmy na placu cztery ogniste rumaki!
Wielebny Gary mówił, że ciotowate konie to jeden ze zwiastunów apokalipsy!
Właśnie. Koniec jest bliski.
Powinieneś jeszcze bardziej zwiększyć swoje oczekiwania!
Tak zrobię!
Zrobiłem!
Mamy problem, Liz Lemon.
Przypomniałem sobie, że w zeszłe lato zorganizowałem obóz dla biednych dzieci.
Musimy pojechać tam i zobaczyć, czy żyją.
To brzmi jak problem Tracy'ego.
Dobra, wiesz co? Zmieniam imię.
Od dziś będziecie do mnie mówić: „Człowiek znany wcześniej jako Odbyt”.
Zwracaj na mnie uwagę, L.L.
Albo sam zacznę sobie szkodzić.
Na przykład dostałem właśnie honorową odznakę szeryfa
i zacznę aresztować ludzi.
- Świetnie. - Nie płacę podatków od 30 lat!
Dziś nie nagrywamy, wychodzę o szóstej.
Co się z tobą dzieje? Dziwnie się zachowujesz.
- Nie wiem, o czym mówisz. - Nie wykonujesz swojej pracy.
Śmiejesz się z żartów o odbycie, wcześnie wychodzisz.
Zamieniliśmy się mózgami?
Nie czuję twoich cycków.
Co się dzieje?
Jenna...
- Pogadajmy o programie. - Widziałeś wczorajszą oglądalność?
Nie byłam tak wysoko, odkąd Mickey Rourke
rzucił mnie na boisko podczas finału Super Bowl.
Cieszę się z sukcesu programu,
ale chciałem porozmawiać o twoim wizerunku.
Mam pomysł. Jedno słowo: wiatrówka.
Myślę, że bycie wrednym przejadło się ludziom.
Może teraz zaczniesz być miła dla dzieci?
Nie.
Bycie miłym należy do McEnroe'a.
Owszem, ale przeprowadziliśmy pewne testy
i powiem szczerze, że nie było tak negatywnej reakcji,
od Frasiera i Hej, Roz.
Jenno... nienawidzą cię.
Mylisz się. Kochają mnie nienawidzić.
Zbijamy kasę na tym programie.
Jest coś ważniejszego od forsy?
Może zarobimy jeszcze więcej, udając, że jesteśmy mili?
Popatrz na Betty White.
Koniec dyskusji.
Odpuść trochę tym dzieciakom.
Tracy mówi, że ludzie zamieniają się mózgami.
Tobie też się to przydarzyło.
Kimkolwiek jesteś, pokaż mi penisa Jacka.
SPRAWOZDANIE NIENAWIŚCI
No comments yet. Be the first to leave one.